Tadeusz Łuczejko. Zaczynam od brzmienia.

To, że ma wykształcenie plastyka, niczego nie zmienia. Od zawsze jest wierny swojej jedynej miłości, muzyce. Tadeusz Łuczejko – muzyk i grafik, który swoim muzycznym talentem podbija świat muzyki elektronicznej. Co spowodowało, że poświecił muzyce całe życie?

Mistrzu…
O kurcze, zaskoczyła mnie pani, bo nigdy się mistrzem nie czułem.

Dlaczego?
Zawsze powtarzam, że nie jestem muzykiem, tylko muzykantem. Muzyka jest jedynym moim nałogiem. Mam w domu parę tysięcy płyt i słucham muzyki od zawsze, więc mogę nieskromnie powiedzieć, że na muzyce się znam. Penderecki, czy Tomasz Stańko to są muzycy, ja na pewno nie mogę zmieścić się w tym gronie.

Ale muzykę trzeba mieć w sercu?
Dokładnie! Myślę, że żadna szkoła artystyczna żadna! – nie zrobi z przeciętnego człowieka artysty. Nie ma cudów, z tym trzeba się urodzić. Oni mogą nauczyć warsztatu, ale oprócz warsztatu w muzyce potrzeba jeszcze serca.

Czyli nie istnieje w pana życiu dzień bez muzyki?
Nie, nawet jak robię całodzienne wycieczki rowerowe, to muszę mieć muzykę w uszach, musi mi grać. Słucham muzyki bez przerwy. Moi sąsiedzi mówią, że jak w domu Łuczejki nie słychać muzyki to albo wyjechał, albo nie żyje (śmiech).

Dlaczego jest tak ważna?
Daje mi przyjemność. Cały czas staram się wyszukiwać artystów, którzy wymyślają jakieś nowe rzeczy. Nie idę z prądem. To, co serwują media, dla mnie jest tragedią, po prostu ważne są dla nich pieniądze i na pewno nie zajmuję się sztuką. Staram się wyszukiwać takich wykonawców, którzy robią na mnie wrażenie.

A czy polska muzyka robi wrażenie?
Polska muzyka jest bardzo mocna, tylko jest kiepsko promowana, a wręcz przeciwnie w ogóle. Przecież w naszych mediach w zasadzie polskiej muzyki nie ma. Polski jazz to potęga światowa. W pierwszym tygodniu sierpnia, w Spocie odbywa się trzydniowy festiwal jazzowy, zresztą najstarszy tego typu w Polsce. Większość wykonawców to muzycy polscy. Bywam na nim od lat i to jest naprawdę światowy poziom.

Czy doczekamy się w muzyce czegoś nowego?
Myślę, że tak. Co jakiś czas ktoś pojawia się z nowymi rzeczami i w zasadzie w każdym rodzaju muzyki, np. w muzyce rockowej po drugim czasie pojawia się Nirwana. Myślę, że co kilka lat pojawia się kto, kto rzeczywiście wymyśli coś nowego. Młodzi muzycy, myślą że zrobili coś nowego, że wymyśli koło a to nie jest prawda. Bo to koło wymyślono już bardzo dawno temu, tylko oni o tym nie wiedzą. Nie mają znajomości muzyki, słuchają tylko tego, co jest na bieżąco. Nie mówię, że wszyscy, ale niestety większość. Nie chce słuchać, nie cofnie się.

Ma pan chwile słabości związane z muzyką?
Bardzo często.

A dokładniej?
Ostatnia płyta, o której mówiłem, rodzi się bardzo długo. Nic nie wchodziło mi do głowy, nie miałem żadnych pomysłów. Wyszła propozycja od wydawnictwa. Ja jestem na tyle szczęśliwym artystą, że nie muszą sobie sam za swoje pieniądze wydawać płyt, bo to mógłby zrobić każdy, tylko mam wydawców, którzy wykładają pieniędzy na moje rzeczy, czyli mi ufają. Wiedzą, że pewnie warto. Już miałem umową z wydawnictwem, że na Ambient, że po dwuletniej przerwie trzeba by zrobić nową płytę Aquavoice. Miałem termin nad głową, musiałem zdążyć i wyjątkowo nie mogłem nic fajnego wymyślić. A ponieważ do muzyki, tak jak powiedziałem, mam duże wymagania, to do swojej też. Jeżeli mi się nie podoba to, co zrobiłem, to nie wypuszczam. Na zasadzie: tu brakuje kilka utworów, żeby płyta nie była zbyt krótka.

Jaka była najdłuższa przerwa w pańskiej karierze?
Trwało to chyba pół roku , co u mnie nie jest normalne, bo ja zwykle nagrywam płyty szybciej. Dużo szybciej.
Jak pana rodzina radzi sobie z pana sukcesem?

Szczerze mówiąc to prawie go nie zauważają (śmiech).
Niemożliwe!

Oczywiście, cieszą się nagrodami. Zajmują się muzyką elektroniczną, a to nie jest bajka ani moich córek, ani mojej żony, więc ja sobie robię swoje. One to tolerują (śmiech).

Nie słuchają moich płyt, zresztą ja też ich nie słucham.
Ponieważ?

Bo jak już powiedziałem, mam parę tysięcy płyt w domu, moim zdaniem z bardzo dobrej muzyki, to po co mam słuchać swojej? Ja mam co słuchać. Jak nagram nową płytę, to nie wracam już do niej, nie słucham tego więcej. Czasami dochodzi do zabawnych sytuacji, bo ktoś czasem podchodzi i mówi, że ten konkretny utwór jest świetny,albo do niczego, a ja nie mam pojęcia, o czym on mi mówi (śmiech).

Świat potrzebuje więcej Tadeuszów Łuczejko. Co pan na to?
Uuu, chyba nie (śmiech). Nawet patrząc na frekwencję na koncertach, to raczej wiat nie potrzebuje więcej Tadeuszów Łuczejko, tylko więcej nie Zenków i Sławomirów.Większość ludzi nie szuka czegoś nowego, potrzebuje tylko rozrywki, chociaż to nie jest dla mnie żaden argument. Ja też jestem czasem zmęczony po pracy i wcale nie chcą posłuchać w związku z tym muzyki lekkiej łatwiej i przyjemnej .

A pan Łuczejko to jednak gwiazda?
O nie, absolutnie nie. Zdarza się, że ludzie kupują moje płyty i proszą mnie o autograf. Czują się wtedy zażenowany i trochę mnie to śmieszy, bo gwiazda w tego rodzaju muzyki to już jest śmieszne. Gwiazdę znają miliony. Grałem w bardzo prestiżowych miejscach, np. Centrum Sztuki Współczesnej w Gdańsku czy Toruniu. Wtedy zdają sobie sprawę, że chyba coś fajnego robię, skoro mnie zapraszają, Ale być gwiazdą – nigdy.

Otrzymał pan już wiele nagród. Która zawsze będzie tą najważniejszą?
Uznanie ludzi.

Rozmawiała: Natalia Nigborowicz, Coś Nowego

The following two tabs change content below.
Natalia Nigborowicz

Natalia Nigborowicz

Jestem Natalia, pasjonują mnie podróże i odkrywanie świata. Wolny czas chętnie poświęcam dobrej książce. Zawsze przegrywam z kawałkiem czekolady.
Natalia Nigborowicz

Ostatnie wpisy Natalia Nigborowicz (zobacz wszystkie)