Rozmowy rysunkowe

Autor rysunku żyje w realnym świecie. Nie może się zupełnie odcinać od tego, co go otacza, tym bardziej, że pewne bodźce wpływają na rysunek. Oczywiście są one przetworzone  na potrzeby konkretnej grafiki.

Może jakaś przerwa?
(śmiech) Mam, czasami są przerwy.

A samodyscypliny, ile pan ma?
Uważam, że za dużo. Za dużo rozczulam się przy niektórych rzeczach.

Przeniesienie pomysłu z głowy na papier – to problem?
Teraz jest mi trochę łatwiej. Wcześniej bywało tak, że pomysł był, on się realizował w formie plastycznej, ale kiedy spoglądam na rysunki z przed kilkunastu lat to okazuje się, że nie do końca oddają to, co chciałem przelać na papier. Widzę to, nie pytając kogoś z zewnątrz.

I odbiorca widzi.
Trzeba zawsze pamiętać, że odbiorca jest różny. Ludzie czasami wychwytują różne elementy rysunku, o których ja nawet nie myślę, np. kiedyś pewien pan zauważył kąt stopy, która zwisała z hamaka. Postać, której nie było widać, leżała na hamaku, ale zwisała mu z jednej strony noga…długo dyskutował na ten temat. Jest to czasami zaskakujące.

Czyli rozumieją oni sztukę?
Trudno generalizować. Odbiór sztuki jest trudny do sklasyfikowania. Wydaje mi się, że całość populacji ulega trochę innym bodźcom. Mamy olbrzymi napływ informacji. W tej chwili wygrywa filozofia memów –  zdjęcia plus prosty dopisek. One  czasami są zabawne, czasami takie, że nie rozumiemy, z czego się śmiejemy, ale to jest chyba domena wszystkich dziedzin sztuki. Skojarzenia, które my, autorzy, mamy na myśli, są takie a takie, zaś odbiorcy podchodzą do tego zupełnie inaczej. Ale to już jest właśnie ryzyko zawodowe.

Pomysłów, tak jak informacji, miewa pan tak dużo?
Z pomysłami to zawsze jest zagadka. Pozornie mało ważne sytuacje, rozmowy czy spotkania podpowiadają mi je. Różnie to bywa, czasami przy niektórych pomysłach trzeba się potrudzić. Szczególnie, jeśli chodzi o konkursy tematyczne, w których czasami się udzielam. Jest to dość wymagające, bo niektóre tematy są trudne i bardzo szerokie. Rysunki obyczajowe natomiast zbierane są zewsząd, cały czas gdzieś się rodzą. W moim przypadku część koncepcji powstaje „na brudno”. Na początku jest to zarys, a potem kończy się to na gotowym rysunku albo jest modyfikowane.

Co to znaczy trudny rysunek?
Mały temat, który trzeba jakoś opracować. Jeśli nadajemy sobie pewien zakres frywolności rysunku, to trzeba pamiętać, że są rzeczy, które ciężko wyśmiewać, np. choroby, religie itd. Tutaj też wkraczamy w sferę historii przypisanych pewnym krajom określoną kulturą. Bo co dla nas jest śmieszne, niekoniecznie takie będzie np. w Hiszpanii albo w Ameryce Południowej.  Kiedy ogląda się czasami konkursy międzynarodowe to widać, jaka jest różnica w pojmowaniu pewnych tematów. I to jest też piękno całej tej dyscypliny.

Często oglądamy to piękno na pana wystawach.
Z wystawami ja na pewno nie jestem jakimś rekordzistą, ale kiedy dochodzę do wniosku, że minął już dobry czas, to zbieram to i pokazuję. Odbiorca, który niekoniecznie śledzi na bieżąco, ma okazję przekonać się, co działo się w ostatnich latach. Robiłem wystawy tematyczne np. o królach Polski. Przyjemne jest zorganizować taką ekspozycję, chociaż przygotowanie jest żmudne. I oczywiście osobiste spotkanie z odbiorcami, którzy oczekują od autora chwili rozmowy – to jest cenne i niczym tego nie zastąpimy.

I to jest ten cel?
Jest etap, który można określić dążeniem do dobrego warsztatu. Wydaje mi się, że jestem bliski tego, co chciałbym rysować. Cały czas wydaje mi się, że jestem coraz bliżej.

To pochwały tak na pana wpływają?
Z komentarzami w ogóle jest tak, że zawsze są potrzebne. Nawet jeśli ktoś nie mówi czegoś, co podniosłoby na duchu. Uważam, że jak się już dojdzie do stanu samozadowolenia, to  zaczyna się  rutyna. Trzeba z tym uważać. Wszystkie uwagi trzeba brać pod uwagę i wyciągać wnioski. Jeżeli wielu ludzi nie rozumie przekazu, to muszę przemyśleć, czy wszystko robię w porządku, czy te nasze rozmowy rysunkowe są z dwóch stron, czy to jest tylko mój monolog.

Bo te rozmowy rysunkowe to prawda o rzeczywistości?
Myślę, że tak. Autor rysunku żyje w realnym świecie. Nie może się zupełnie odcinać od tego, co go otacza, tym bardziej, że pewne bodźce wpływają na rysunek. Oczywiście są one przetworzone  na potrzeby konkretnej grafiki.

Bo to sama przyjemność, prawda?
Na pewno. Jak mi nie przejdzie, to będę rysował, ile się da (śmiech).

Rozmawiała: Natalia Nigborowicz, Coś Nowego

The following two tabs change content below.
Natalia Nigborowicz

Natalia Nigborowicz

Jestem Natalia, pasjonują mnie podróże i odkrywanie świata. Wolny czas chętnie poświęcam dobrej książce. Zawsze przegrywam z kawałkiem czekolady.
Natalia Nigborowicz

Ostatnie wpisy Natalia Nigborowicz (zobacz wszystkie)