Mistrz, który chce się uczyć

Gdy skończył się sezon, wielu jego kolegów z drużyny rozpoczęło wakacje. A on rozpoczął nowy rok akademicki. Viktor Trofimov jr., żużlowy, młodzieżowy reprezentant Polski i zawodnik Speed Car Motoru Lublin, rozpoczął studia na Dziennikarstwie KUL!

Ta informacja zainteresuje przede wszystkim kibiców Viktora i liczną, wspaniałą żużlową publiczność oraz wszystkich sympatyków lubelskiej ekstraligowej drużyny Speed Car Motoru Lublin. Jako pierwsi publikujemy rozmowę z Viktorem Trofimovem jr.– studentem KUL, którą przeprowadził opiekun naszej gazety, dr Wojciech Wciseł, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa i Zarządzania KUL i kibic lubelskiego speedwaya.

Viktor Trofimov jr. i jego idol-trener – tato: Vladimir Trofimov

Dr Wojciech Wciseł, Dziennikarstwo KUL: Gdy wszedłeś na pierwsze zajęcia pomyślałem: skądś znam tego chłopaka… Pewnie gdybyś wszedł w kasku i kewlarze, poznałbym Cię od razu (śmiech!), a tak, przyznam, że do końca nie wiedziałem, czy to na pewno Ty. Trofimov student? Skąd taki pomysł?
Viktor Trofimov jr., student I roku Dziennikarstwa KUL, reprezentant Polski i zawodnik Speed Car Motor Lublin: Kibice i znajomi najczęściej poznają mnie po moich krzywych nogach (śmiech!). Kiedyś, w mojej miejscowości na Ukrainie, skąd pochodzę, siedział pod sklepem znajomy facet i powiedział, że gdyby nie moje nogi, to w życiu by mnie nie poznał (śmiech). A tak poważnie: skąd się tu wziąłem? W sumie najbardziej dzięki mojej dziewczynie. Zainteresowała mnie tym kierunkiem, miejscem. Byliśmy tu kiedyś w zimie, spodobało nam się. Od początku byłem chętny, ale wiedziałem, że nie będzie lekko. Ale zdecydowałem się i nie żałuję. Na razie jest ok. Bardzo mi się tu podoba i gdziekolwiek będę, to zawsze będę mówił o tych studiach na KUL-u tylko dobrze. Zapowiada się bardzo fajny czas. Jestem zadowolony z wyboru i nie żałuję.

WW: A czemu dziennikarstwo? I czemu na KUL?
VT: Przede wszystkich chcę się życiowo rozwijać. Nie stać w miejscu. Oczywiście: kocham sport, który uprawiam, żyję tym sportem, ale w czasie wolnym lubię też robić coś zupełnie innego, żeby zwyczajnie, chociaż na chwilę, nie myśleć o sporcie, tylko zająć głowę czymś innym. Jestem pewny, że studia mi w tym pomogą. Żużel to sport, w którym jest wiele nerwów, stresów, emocji i dobrze jest mieć jakąś inną przestrzeń, żeby uwolnić głowę od tego wszystkiego, co na co dzień pochłania bez reszty.

WW: A może wybrałeś dziennikarstwo bo chcesz poznać „broń wroga” – mediów, dziennikarzy, bo przecież na co dzień jesteś po tej „drugiej stronie” i to ty częściej udzielasz odpowiedzi niż zadajesz pytania…
VT: (śmiech) Nie! Nie traktuję dziennikarzy i mediów jako wrogów. Oczywiście, są czasami pytania niewygodne, może zbyt uszczypliwe, ale każdy sportowiec musi być na to przygotowany. Lubię udzielać wywiadów, szczególnie po wygranych meczach (śmiech). Wiem też, że trzeba mówić na tyle jasno, żeby potem zrozumieli, to co powiedziałem, nawet tacy ludzie, którzy na co dzień nie interesują się żużlem, albo tego sportu nie rozumieją. Do nich też trzeba mówić. Inna sprawa, że czasami jestem zaskoczony tym, co dziennikarze potrafią napisać po meczu, jak do jednego mojego zdania, które powiedziałem, potrafią dopisać historię, czy tak zinterpretować moje słowa, że wychodzi coś zupełnie innego niż miałem na myśli. Są tacy. Nie wiem dlaczego to robią. Może dla „klikalności”? To nie jest fajne. Dziennikarstwo zawsze powinno być prawdziwe i przede wszystkim rzetelne.

WW: Na KUL-u uczymy tylko takiego dziennikarstwa.
VT: Dlatego tu jestem (śmiech).

WW: A nie traktujesz studiów jako sposobu na zabezpieczenie „życia po życiu”? Po życiu żużlowym oczywiście. Bo przecież całe życie nie będziesz się ścigał.
VT: Chciałbym! (śmiech). No co! Przecież Greg Hancock jak miał 46 lat został mistrzem świata. I zawsze mówi, że czuje się młodo. Ja też bym tak chciał. Wpisać się do historii żużla. To byłoby coś!

WW: Spytam teraz jako zatroskany o Twoją edukację wykładowca z KUL, ale też jako wierny kibic Speed Car Motoru Lublin. Jak pogodzisz studiowanie z żużlem? Semestr zimowy i pierwsza sesja w lutym – ok. Będzie łatwiej, bo nie masz zawodów, chociaż zajęcia na I roku są dość intensywne. Ale później… Wiesz przecież, że zajęcia są obowiązkowe a i sesja wypadnie w czerwcu…
VT: Wiem. Dlatego potrzebuje IOS (Indywidualnej Organizacji Studiów – przyp. red.). To mi bardzo pomoże. Tak samo jak moja dziewczyna, też mi pomoże…

WW: Bo będzie chodziła na zajęcia i robiła dobre notatki? (śmiech).
VT: No tak! Pewnie! (śmiech) A tak serio, to chcę chodzić na wszystkie zajęcia, słuchać i poznawać nowe rzeczy, nowych ludzi. Lubię wstawać rano i wcześniej kłaść się spać, bo wtedy czuję się lepiej i jestem bardziej wydajny. Na pewno jednak będzie się zdarzało, że podczas wykładów, ćwiczeń i innych zajęć na KUL, będę miał trening, albo będę w drodze na jakieś zawody. Sezon żużlowy, jak już wystartuje, jest bardzo intensywny. W tym roku miałem taki tydzień, że w ciągu 7 dni miałem 6 startów w różnych zawodach i każde w innym mieście, często bardzo oddalonym od siebie o 200, 500 a nawet 700 km, a bywa, że i więcej. Wtedy bus staje się moim domem, miejscem, w którym przebywam najdłużej. W takich sytuacjach wiadomo, że nie będę mógł być na uczelni. Już mi się zdarzyło parę razy trochę spóźnić na zajęcia, za co przeprosiłem wykładowców, no ale musiałem zostać po treningu i… czyścić motor.

WW: Ale zobacz, że uczelnia jest pod względem spóźnień lepsza, bo tu możesz, oczywiście, mówiąc z przymrużeniem oka, spóźnić się nawet ten zwyczajowy „kwadrans akademicki”. A w żużlu masz tylko dwie minuty, żeby zdążyć pod taśmę (śmiech).
VT: No tak! Pod tym względem jest lepiej, bo w żużlu każde takie spóźnienie bardzo dużo kosztuje (śmiech)!

WW: A w sumie… Może i my pomyślimy o czymś takim i na uczelni (śmiech). A tu też jest czasami dużo emocji, nerwów. Zwłaszcza podczas sesji. Nie raz, jak rozmawiam ze studentami, to żartują, że dla niektórych właśnie studia są sportem ekstremalnym. Ty coś o tym wiesz. Może pod tym względem będzie Ci tu się łatwiej odnaleźć, bo stres i adrenalinę masz w żużlowym DNA?
VT: Być może pod tym względem będzie mi łatwiej niż kolegom i koleżankom z roku (śmiech). Te dwa, trzy ostatnie lata były dla mnie bardzo ważne. Zwłaszcza ten ostatni, w Ekstralidze. Czuję, że dojrzewam, jestem mądrzejszy o znajomość swoich zachowań, reakcji, emocji w określonych sytuacjach itd.

WW: Na przykład?
VT: Na przykład już „nie napalam się” tak na torze czy w parku maszyn, jak wcześniej, gdy byłem młodszy i podchodziłem do wszystkiego bardziej emocjonalnie. I wtedy często wychodziło odwrotnie niż chciałem. Teraz też są emocje, to oczywiste, ale już umiem na chłodno ocenić sytuację podczas biegu i nie przejmować się rzeczami, na które nie mam wpływu. Muszę zrobić swoją robotę najlepiej jak umiem i już. Wiem jakie mam cele. Co chcę osiągnąć. Dlatego muszę ciężko na to pracować, krok po kroku posuwać się naprzód. Tak samo na żużlu jak i podczas studiów. Krok po kroku. Cierpliwie i wytrwale. I będzie dobrze.

WW: A lubisz się uczyć? Jesteś typem „dziobaka”?
VT: Wcześniej, jak chodziłem do szkoły i nie miałem aż tak dużo zawodów, wyjazdów, to tak! Lubiłem sobie wrócić do domu, coś poczytać, pouczyć się. Tak normalnie pójść do szkoły, dostać jakąś dobrą ocenę. Wiadomo, że to zawsze motywuje, zachęca do jeszcze większej pracy. To tak jak teraz. Każdy punkt, dobry mecz czy medal, bardzo motywują do jeszcze większego wysiłku.

WW: Czy przed wyścigiem i przed nauką koncentrujesz się tak samo?
VT: W zasadzie tak. W jednym i w drugim przypadku staram się wyciszyć, uspokoić, myśleć tylko pozytywnie.

WW: Jest chyba różnica w długości tej koncentracji, bo bieg trwa około minuty, a wykład 1,5 godziny. Jesteś gotowy? Wysiedzisz tyle w jednym miejscu? Nie wszystkie wykłady i zajęcia na pewno będą tak emocjonujące jak mecz żużlowy… (śmiech)
VT: Spróbuję (śmiech). Miałem 3 lata przerwy w nauce, więc musze na nowo wejść w rytm pisania notatek, udziału w zajęciach itd., a to samo w sobie też jest ciekawe i emocjonujące.

WW: A jak Twoją decyzję o rozpoczęciu studiów przyjęli Twoi rodzice? Po trzech latach przerwy od szkoły… Zdziwieni?
VT: Byli w szoku! Musieli być bardzo zaskoczeni, bo myśleli, że u mnie w głowie to już tylko żużel i nic więcej.

WW: Nie dziwne, macie bogate tradycje żużlowe w rodzinie: Twój dziadek, tato…
VT: Tak! Kilkukrotni medaliści różnych międzynarodowych imprez i mistrzostw kraju. Dziadek jeździł w finałach mistrzostw świata. Chcę, żeby byli ze mnie dumni i chcę osiągać jeszcze lepsze wyniki. W nauce też! Mama i tato też studiowali, więc kontynuuje i tę tradycję rodzinną.

WW: A koledzy z drużyny wiedzą, że zostałeś studentem?
VT: Nie wszyscy. Ale kilka osób wie.

WW: A reszta się dowie po tym wywiadzie (śmiech).
VT: Dokładnie! (śmiech). Nie no. Na spokojnie. Jakoś się z tym nie obnoszę. Bo i po co.

WW: A Wiktor Lampart, twój młodszy kolega z drużyny Speed Car Motor Lublin, wie?
VT: No coś tam wie (śmiech). Ostatnio szykowałem sobie motocykle na stadionie i mówię, że muszę szybciej się zbierać, bo nie zdążę na zajęcia no i temat wypłynął.

WW: Może go namówisz na studia?
VT: To na pewno jest indywidualna sprawa każdego człowieka i każdy ma jakiś swój plan dla siebie. Jeśli Wiktor będzie zainteresowany – czemu nie? (śmiech)

WW: A temat nauki, edukacji, szkoły, studiów itp., jest tematem obecnym między żużlowcami?
VT: Jak to w życiu rozmawiamy na różne tematy. Najczęściej jednak mamy mało czasu na inne tematy niż te związane z zawodami, z żużlem.

WW: A teraz skup się, bo będzie ważne pytanie, szczególnie dla lubelskich kibiców.
VT: No ciekawe. Słucham.

WW: Wiesz, że nasze studia I stopnia, trwają 3 lata. Potem jest jeszcze opcja kolejnych dwóch lat na studiach magisterskich. Czy to znaczy, że wiążesz się z klubem na kolejne lata i zostaniesz w Lublinie na dłużej?
VT: Zobaczymy. Teraz jestem tu, mam kontrakt i staram się jeździć w Lublinie jak najlepiej umiem.

WW: Tylko wiesz, że u nas są studia dzienne – nie zaoczne, więc dojeżdżać z Gorzowa, Leszna czy Częstochowy byłoby Ci ciężko. Po co dokładać kilometrów, wystarczy i tak, że na mecze musisz jeździć po całej Polsce.
VT: Zobaczymy co czas przyniesie…

WW: Życie żużlowca, to tak jak wspomniałeś wcześniej, życie w ciągłym ruchu, przemieszczanie się między miastami, krajami. Za każdym razem nowe miejsca, stadiony, a przede wszystkim ludzie. A tu, studia i ludzie z roku, co najmniej przez trzy lata, są i będą ci sami. Cały czas. Łatwo będzie Ci przerzucić się na taki system współpracy, relacji z kolegami i koleżankami? Dzień w dzień te same twarze…
VT: I bardzo dobrze! Już poznałem kilka osób z grupy, zawieram nowe znajomości, mamy coraz lepszy kontakt. Czuję się w tej grupie bardzo dobrze i naprawdę mam super ludzi na roku! Jak na wszystko, tak i tu, na nawiązywanie nowych znajomości, zwyczajnie potrzeba czasu.

WW: „Lublin to żużel”. Odczuwasz to „na mieście” w takim normalnym funkcjonowaniu?
VT: Tak! Czasami ktoś podejdzie, porozmawia. Niektórzy proszą o fotkę. To jest bardzo miłe. Ale cieszę się, że mogę normalnie, spokojnie żyć. A teraz jeszcze studiować. Jak normalny student.

WW: Mam nadzieję, że ten wywiad nie zaburzy twojego spokoju, zwłaszcza na KUL-owskich korytarzach (śmiech).
VT: Spokojnie. Jestem cichy, spokojny, normalny chłopak i tak też chcę być traktowany.

WW: Wybacz, ale tak, zwłaszcza rodzicom, mówi większość studentów, szczególnie ci z pierwszego roku (śmiech). Wiesz, do domu daleko, rodzice nie widzą, jest pokusa. A życie studenckie potrafi być ciekawe…
VT: Ja już poza domem rodzinnym jestem ponad trzy lata, więc już inaczej patrzę na pewne rzeczy. Owszem, jak każdy lubię spotkać się z przyjaciółmi, pobawić, ale z umiarem. Czasem wolę zwyczajnie posiedzieć w domu, obejrzeć dobry film, zrelaksować się, bo wiem, że np. jutro będzie ciężki, intensywny dzień. Niektórzy jednak przesadzają z zabawą a potem zawalają swoje obowiązki, opuszczają zajęcia. Często też chyba nie myślą o tym, że ich rodzice, być może, muszą sobie wiele odmawiać, żeby oni mogli studiować. Bez ich pomocy wielu nie mogłoby nawet marzyć o wyjeździe na studia. Żużel to drogi i niebezpieczny sport. Wiem ile pieniędzy i nerwów kosztuje. Jestem moim rodzicom bardzo wdzięczny za to co mi dali: za życie, dom i że pomagają mi zawsze jak tylko mogą. Bardzo, bardzo, bardzo ich za to kocham! Tato jest ze mną na każdym meczu, pomaga mi przy sprzęcie. Gdyby nie on nie byłbym tu gdzie jestem i nie jeździłbym na żużlu. Dlatego staram się o rodzicach pamiętać i odwiedzać tak często jak tylko mogę.

WW: Która średnia będzie dla Ciebie ważniejsza: meczowa czy ta naukowa? (śmiech)
VT: Obie są ważne i zrobię wszystko, żeby obie były jak najwyższe. Taki już jestem. W żużlu jest może o tyle trudniej, że dochodzi kwestia sprzętu i nie wszystko zależy od człowieka. Tak jak u mnie, na początku ostatniego sezonu. Dwa pierwsze mecze wyszły mi super bo było chłodniej i moje silniki pracowały jak trzeba. Potem zmiana warunków, zrobiło się cieplej i nerwówka, trzeba zmieniać ustawienia, szukać tych najlepszych i nie do końca wiedziałem co się dzieje. Taki już jest ten sport. A co do nauki, to na pewno chciałbym wszystkie egzaminy zdawać i to w pierwszych terminach…

WW: I „nie jeździć w barażach”, czyli sesji poprawkowej…(śmiech)
VT: Dokładnie. Tego chyba nikt nie lubi (śmiech).

WW: Zatem życzę Ci samych „piątek” w sesji i „trójek” na torze. Dziękuję za miłą rozmowę.
VT: Dziękuję i obiecuję wykręcić jak najlepsze średnie (śmiech).

Viktor Trofimov jr. i dr Wojciech Wciseł

Viktor Trofimov jr., główne sukcesy: Mistrz Europy Par (w kategorii do lat 19.), Drużynowy Mistrz Europy Juniorów, Brązowy Medalista Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów, Srebrny Medalista Mistrzostw Polski Par Klubowych.

The following two tabs change content below.
Wojciech Wciseł

Wojciech Wciseł

doktor, wykładowca i pracownik w Instytucie Dziennikarstwa i Zarządzania KUL, opiekun redakcji gazety studenckiej "Coś Nowego". Pasjonat i niesłabnący optymista powtarzający w kółko: KTO JAK NIE MY? KIEDY JAK NIE TERAZ?
Wojciech Wciseł

Ostatnie wpisy Wojciech Wciseł (zobacz wszystkie)