Hej, Barbie!

Czy „celebryctwo” to choroba XXI wieku, czy może lekarstwo na niską samoocenę?
W ostatnim czasie tak bardzo rozprzestrzenione zjawisko – czym w ogóle jest? Chęcią zdobycia sławy, czy dzielenia się swoją „wszechstronną wiedzą”? Przecież te kobiety i ci mężczyźni, brylujący na srebrnym ekranie, wypowiadają się na niemal wszystkie tematy – istni „znawcy wszystkiego”. Brawa! Aplauz na stojąco! Nasuwa się jednak pytanie – czy mają oni jednak świadomość tego, że w wielu przypadkach stają się autorytetami dla młodych dziewczynek naśladujących ich we wszystkim? Dla dzieci potrzeba właściwych, dobrych wzorców. W wielu wypadkach najmłodsi nie mogą znaleźć ich w swoim rodzinnym domu  i, jak się okazuje, nie zawsze też w mediach publicznych – aż strach pomyśleć, do czego to może doprowadzić! Często o tym zapominamy, ale styl bycia celebrytów odgrywa negatywną rolę w procesie wychowania. Bardzo często promowane są profesjonalny, gustowny ubiór czy świetna sylwetka, a przy tym (aż do przesady) zdrowe jedzenie. Zapomina się przy tym o fakcie, że sprostanie tak wysoko postawionym wymaganiom dla wielu ludzi jest trudne i wiąże się z wielkimi kosztami.

Ten tekst niech będzie przede wszystkim ukłonem w stronę rodziców – to im przecież trzeba ścierać krople potu z czoła, ponieważ ich córeczki (ale również coraz więcej drogich synalków) wymagają modnych, markowych ubrań, co jest jednym ze skutków naśladowania celebrytów.  Takie zachowania prowadzą do zachwiania równowagi we właściwych relacjach społecznych.

Podstawowym pytaniem, które należy postawić, jest zagwozdka: kto jest odpowiedzialny za tę sytuację? Kto „wpuszcza” celebrytów do świata rzeczywistego?  Z jednej strony na pewno odpowiedzialni są dyrektorzy, przedstawiciele tych, którzy mają władzę. To oni decydują i mają „ostatnie słowo”. Z drugiej jednak strony nie można zrzucać całej winy na jednego człowieka, który pracuje w dużej mierze na to, by osiągać sukces i mieć pieniądze. To masa ludzi jest drugim prowodyrem takiej sytuacji – nikt inny, jak właśnie odbiorcy telewizyjni czy czytelnicy są decydentami w sprawie tego, co znajdzie się na wizji czy w książce. Niski poziom kultury społeczeństwa przekłada się na to, co jest oglądane, choć i tutaj nie można postawić kropki nad” i” – w końcu ludzie po ciężkim dniu pracy nie mają ochoty, by po włączeniu telewizora znowu wysilać swój umysł nad rozwiązaniem trudnej zagadki czy łamaniem głowy nad matematycznymi wzorami, na których opierają się teorie astrofizyków. Może to właśnie ta plastyczność, kolorowość i bezwartościowość większości programów z udziałem celebrytów jest sposobem na „odmóżdżenie”, którego trzeba od czasu do czasu zażyć każdemu z nas? Wówczas nie bylibyśmy zdziwieni, dlaczego zalewa się nas fala talk-show, teleturniejów i medialnych eventów, których poziom pozostawia wiele do życzenia…

A może nie warto winić w ogóle tych ludzi? Z tego, co robią, są przecież dobre pieniądze, a każdy marzy o wygodnym życiu, hołubieniu własnej osobie i braku problemów finansowych. Może tak naprawdę w celebrytach jest coś, czego można się od nich uczyć? Bo czy tak bezpodstawnie byliby promowani, gdyby nic nie mieli do zaoferowania?
Za przykład niech posłuży kobieta zwana „polską Barbie”. Trzymajmy kciuki, żeby młode dziewczyny nie chciałyby się do niej upodobnić. Przecież – a tego wykluczyć nie można, choć wydaje się to na pozór nierealne – wspomniana „lala” z czasem może stać się wzorem, do którego każda przedstawicielka płci pięknej będzie musiała się dopasowywać, by być „normalną”. Może to w konsekwencji prowadzić do poważnych chorób, takich jak anoreksja czy bulimia.

Ważną sprawą jest odróżnienie gwiazdorstwa („celebryctwa”) i prawdziwej sławy, osób wypromowanych sztucznie w mediach z ludźmi, którzy mają wiele do zaoferowania i posiadają prawdziwy talent; uwagi poczynione w tym felietonie mogą ich przecież boleć. Jednak ogół z reguły nie zadaje sobie trudu, by dostrzec coś głębszego w ludziach, którzy chcą się zaprezentować z „czymś więcej”. „Czas to pieniądz”, mówi znane przysłowie, a przecież na rozwój czegoś wartościowego potrzeba nie tylko talentu i odpowiednich nakładów, ale właśnie czasu. Być może celebryci to w istocie ambitni, choć nieco stłamszeni przez zwierzchników i publikę ludzie? Przecież nie każdy miałby odwagę pokazać siebie przed szerszym gronem publiczności i pozwolić na ciągłe śledzenie swojego prywatnego życia. Trzeba też mieć odwagę, by stawić czoła krytyce, która nie oszczędza nikogo – w końcu nieważne, czy coś było wykonane dobrze, czy fatalnie, ostre słowa znajdą się dla każdego. Miejmy nadzieję, że model „celebryty” przyniesie jakieś bardziej trwałe, dobre owoce; może doczekamy czasów, kiedy będzie czymś pozytywnie odbieranym w społeczeństwie.

 

The following two tabs change content below.
Natalia Nigborowicz

Natalia Nigborowicz

Jestem Natalia, pasjonują mnie podróże i odkrywanie świata. Wolny czas chętnie poświęcam dobrej książce. Zawsze przegrywam z kawałkiem czekolady.
Natalia Nigborowicz

Ostatnie wpisy Natalia Nigborowicz (zobacz wszystkie)