Dziennikarz oświetlający drogę w ciemnym tunelu życia. Wywiad z Bartoszem Węglarczykiem.

Zniechęcenie dopadające młodych adeptów dziennikarstwa, bycie introwertykiem w mediach, poczucie moralności, szukanie swojej drogi czy problem dziennikarzy-moralizatorów to wszystko, o czym porozmawialiśmy z dziennikarzem Bartoszem Węglarczykiem podczas IV Konferencji Mediów Studenckich na Uniwersytecie Warszawskim.

Panel na temat fake newsów i ich wpływie na współczesne dziennikarstwo stał się inspiracją dla tego pytania – jak we współczesnym świecie, będąc studentem dziennikarstwa nie ulec zniechęceniu? Patrząc na smutne upolitycznienie mediów i napływ fałszywych informacji…

Bartosz Węglarczyk: Zniechęcenie od zawsze było częścią dziennikarstwa i nie można bardzo się przejmować. Jeżeli ktoś jest nieodporny na porażki, to może zrezygnować. Porażki są wpisane w ten zawód. Mam przekonanie, że dziennikarza spotyka więcej porażek niż sukcesów. Przykładem mogą być wybitni dziennikarze, ponieważ jeżeli miałbym podsumować ich życie to więcej razy spotkała ich porażka niż sukces. Zawsze podkreślam, że trzeba mieć bardzo grubą skórę i twardą pupę. I nie ważne jak się upada, tylko jak się podnosi. Wtedy idziesz dalej. To jest zawód, który trzeba bardzo chcieć wykonywać. Po studiach dziennikarskich można wykonywać też inne zawody, ale jeżeli chce się wytrwać w dziennikarstwie, to trzeba twardo stąpać po ziemi i się nie przejmować. Nie ma tutaj jedynej, złotej rady.

Co w takim razie można zrobić, jeżeli weźmiemy pod uwagę studenta i potencjalnego kandydata na dziennikarza wrażliwego, mającego trudności z twardym stąpaniem po ziemi? Czy przykładowo bycie introwertykiem będzie w tej sytuacji problemem?

BW: W dziennikarstwie jest wielu introwertyków. Nawet w telewizji, gwarantuję Pani, że są znani z widzenia, z ekranu. Ze swoim wycofaniem ze świata radzą sobie poprzez przełamywanie strachu występując przed kamerą i grają tam zupełnie inne osoby, otwarte na świat, które wydają się nam bardzo ekstrawertyczne. Później wracają do domu i zamykają się w swoim świecie, który jest w domu. To jest ich metoda na radzenie sobie przed ucieczką od świata… Wrażliwość jest wręcz wskazana. Zawsze warto być wrażliwym na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość, bo to może bardzo pomóc w zawodzie. Poza tym, sądzę, że każdy z nas ma prawo do chwili słabości. Jeżeli odniesie się porażkę, można sobie pozwolić, by zamknąć się w domu na parę godzin i przeżyć to w sobie. Jednak potem postanowić, że jutro rano wstaję i idę robić to samo. Każdy dzień może przynieść największy sukces dziennikarski w naszym życiu i o tym warto pamiętać.

Osoby studiujące równolegle dwa kierunki, przykładowo łączące dziennikarstwo z psychologią, mogą zmagać się z pewnym dysonansem pomiędzy tym co byłoby dobre i właściwe dla ludzi, a tym jakie są wyznawane ideały w kunszcie dziennikarskim. Przykładem może być tzw. zasada – „krew na pierwszej stronie’’… Co możemy zrobić w sytuacji, kiedy nasze poczucie moralności wpływa na nasz zawód? Czy jesteśmy w stanie „wyłączyć” emocje i podążać za dziennikarskimi utartymi ścieżkami?

BW: Wewnętrzne poczucie moralności jest kluczowe i trzeba się nią kierować. Jeżeli pojawia się uczucie, że coś w mojej pracy jest nie tak, to znaczy, że jest nie tak i trzeba coś z tym zrobić. Dziennikarz ma możliwość podjęcia pewnych kroków. Krew się łatwiej sprzedaje to prawda stara jak świat, ale są też inne możliwości. Znamy dziennikarzy, którzy szukają dobra i piszą o dobrej stronie ludzkiej natury, ale rzadko trafiają na czołówki gazet. Jednak w dziennikarstwie piękne jest to, że każdy może znaleźć niszę dla siebie i w niej istnieć. Przykładem mogą być audycje dokumentalne dla radia, które wciąż powstają i są naprawdę fantastyczne. Trzeba odszukać miejsce dla siebie, to co sprawia nam największą przyjemność. Znaleźć narzędzie, które umożliwi nam realizowanie swojej pasji. Mogą to być teksty pisane, audycje radiowe czy programy telewizyjne. I przede wszystkim wybrać tematykę dla siebie. Jeżeli będzie to robione z zaangażowaniem, to prędzej czy później(choć może to być później) ktoś to zauważy.

Poczułam nadzieję… Jednak co się stanie z tematami, które są istotne dla naszego społeczeństwa, np. tragiczna sytuacja psychiatrii w Polsce? Problemy ze zdrowiem psychicznym są coraz częstsze. My jednak jesteśmy nieustannie karmieni sztuczną rzeczywistością rodem z „Ukrytej prawdy” czy „Trudnych spraw”. Jak zwrócić uwagę ludzi na rzeczywiste problemy?

BW: Myślę, że dziennikarstwo nie służy naprawianiu świata. Są od tego inne zawody, np. nauczyciel. Nauczyciel poprawia świat, dziennikarz niespecjalnie.

To znaczy, że ma się dostosować?

BW: Nie, dziennikarz ma opisywać świat, takim jakim jest. Często jest tak, że pasjonuje go dany wycinek świata, np. jeżeli kogoś interesuje sport, może być dziennikarzem sportowym, który opisuje świat takim jakim jest na meczach piłki nożnej. Kiedy kogoś pasjonuje psychologia czy psychiatria, a chce zostać dziennikarzem to może to zrobić. Znam świetnych dziennikarzy po psychologii, którzy opisują relacje międzyludzkie, problemy psychologiczne, dają wskazówki, jak radzić sobie w tym świecie. To jest niezwykłe pole do popisu. To, że przy okazji pomaga się innym ludziom, poprzez poruszanie tych tematów, co wpływa na to, że oni mogą wyciągnąć z tego wnioski i poprawić swoje życie to super, ale to nie jest cel. Celem jest opisywanie tego, co się dzieje w dziedzinie, w której się pracuje. Czasami mówi się o dziennikarzach, jako o tych, którzy w ciemnym tunelu życia dysponują latarką i mogą dzięki swojemu wysiłkowi oświetlić kawałek drogi, żeby ludziom łatwiej się szło…

Co robić, gdy pojawia się tendencja czy potrzeba do moralizowania ludzi? Gdy stajemy się dziennikarzami-moralizatorami?

BW: Ja nie znoszę moralizatorów-dziennikarzy. Oczywiście, znajomość pewnych mechanizmów ludzkich, przykładowo jako psycholog, który pracuje w pracy dziennikarza jest kluczowe. Pozwala lepiej rozumieć ludzi. Jednak moralizowanie i mówienie ludziom co mają robić nie leży w kompetencjach dziennikarza. Duchowni czy politycy, którzy powinni być liderami i wskazywać społeczeństwu zachowania prawidłowe- tak, mogą się tego podejmować. W dziennikarstwie dawać rady można młodszym dziennikarzom, których w pewnym momencie zaczyna się wychowywać przy posiadaniu już pewnego doświadczenia. Dla nich można być modelem i pokazywać im, jak się zachować. Czytelnikom nie. Czytelnicy sami wyciągają wnioski. Przykładowo, jeżeli opiszemy zachowanie złej osoby, a czytelnik stwierdzi, że „(…) to jest w porządku, dana osoba ukradła pieniądze i świetnie na tym wyszła, więc w związku z tym ja też chcę kraść”- to w tym miejscu nie ma winy dziennikarza. Nie musi przekonywać, że jest inaczej.

Dziękuję za rozmowę.

BW: Dziękuję za miłą rozmowę.