„Dla fanów i dzięki fanom” – z Gromee’m krótko i na temat

Jest jednym z najlepszych producentów muzycznych nie tylko w Polsce, ale również w Europie. Andrzej Gromala, znany jako Gromee, podzielił się z nami kilkoma faktami. Tegoroczny reprezentant Polski na Konkursie Piosenki Eurowizji o przywiązaniu do fanów, najnowszej płycie, planach na maj i kapeluszach. 

Nowa płyta, Eurowizja, nowe wyzwania. W twoim życiu dużo się dzieje. Porozmawiajmy o Lingo, czyli kawałku, który pojawił się na twojej debiutanckiej płycie, „Chapter One”. Wiesz, że fani pytają najczęściej właśnie o ten numer?

Gromee: Właśnie nie wiemy, co będzie z tym Lingo. Cieszę się jednak, że jest dobrze odbierany przez innych, bo właśnie to jest dla mnie najważniejszą rzeczą. Nie wiemy jednak, czy powstanie teledysk do tego utworu.

A sugestie fanów?

Gromee: Właśnie prawda jest taka, że ja się bardzo z fanami zżyłem. Czuję się wyróżniony i tak zupełnie szczerze, jakby to właśnie oni tego chcieli, klip powstałby od razu. W tym momencie jednak mamy inny utwór do promocji, więc zajmujemy się innym utworem, ale Lingo przewija się bardzo często po wydaniu nowej płyty i nie możemy być na to obojętni. Mogę powiedzieć, że ze swojej strony zrobię wszystko, by ludzie w Polsce byli z tego projektu zadowoleni i chcieli do niego wracać.

Współpraca z Lukasem, która niewątpliwie przynosi dużo korzyści, zaczęła się dzięki Mahan Moin, z która miałeś możliwość współpracować przy okazji tworzenia utworów „Spirit” czy „Runaway”. No właśnie – jaki jest Lukas prywatnie?

Gromee: Tak, współpraca z Lukasem zaczęła się przez Mahan i dzięki Mahan. Poza tym, my stworzyliśmy z ekipą ze Szwecji taki swój team, mamy grupę ludzi, którzy się wspierają, przyjaźnimy się i kompletnie nie łącza nas tylko jakieś biznesowe sytuacje i sprawy, ale przyjaźń i muzyka, co mam nadzieję – ta energia, radość i zapał – przekłada się na nasze wspólne utwory. Wspieramy się pod każdym względem, stąd Lukas idealnie się w nas wkomponował – jest ciepłą osobą, wnosi słońce i dużo uśmiechu, a z takimi ludźmi chce się pracować i robić to, co się kocha, czyli w naszym przypadku muzykę. Nie mogę nie wspomnieć o tym, że jest bardzo wrażliwym człowiekiem, co w naszym teamie jest konieczne, będę to podkreślał. Jest wrażliwy na drugiego człowieka, nam to bardzo pomaga. Nie wyobrażam sobie, żeby Lukasa mogło teraz zabraknąć w tej układance, bo jest ważnym jej elementem. Cieszę się, że nasza współpraca zaowocowała m.in.: dużym projektem, który czeka nas w maju. Pozytywna energia, uśmiech, motywacja do pracy – cały Lukas.

Lukas wnosi słońce na scenę… idealna metafora Light me up.

Gromee: Tak to można traktować. Postaramy się w maju zapalić Lizbonę! (śmiech)

A skoro o Eurowizji mowa – słyszałeś piosenkę Margaret, z którą miała przyjemność wystartować w tegorocznym Melodifestivalen?

Gromee: Na pewno wielu ludzi, przede wszystkim w Polsce, ale też w Europie już ten numer zna. In my Cabana to produkcja jednego z moich kolegów ze Szwecji, kompozycja też jednego z moich znajomych. Przemyślany od początku do końca utwór, który na pewno na scenie w Portugalii sprawdziłby się idealnie, pisany typowo pod Eurowizję, ale nietypowy jednocześnie. Myślałem, że ten target mnie nie zaskoczy niczym szczególnym, a zaskoczył mnie bardzo, ale to bardzo pozytywnie.

Cofnijmy się na chwilę w czasie, nie oddalając się od Eurowizji. Zdradzisz swoją pierwszą myśl, gdy na tablicy wyników na Krajowych Eliminacjach zobaczyłeś najwyższą notę dla Ciebie i Lukasa?

Gromee: Tak szczerze to nie pamiętam. Maryla Rodowicz powiedziała, że dostałem 12 punktów, więc na początku pomyślałem, że jest to suma punktów od całego jury. Jak zobaczyłem, że inni dodają swoje punkty, to już nie pamiętam nic, ale wiem na pewno, że wcześniej nie byliśmy przygotowani do ponownego występu na bis. Naprawdę, nie myśleliśmy, że to właśnie my wygramy i gitary, które wcześniej były na scenie, stały w zupełnie innym miejscu, potem się okazało, że to właśnie ja i Lukas musimy wyjść jeszcze raz na scenę, podkreślam – nie spodziewając się tego i oczywiście bardzo, ale to bardzo się ciesząc – była wtedy duża panika, by po te gitary w ogóle pobiec. Nie mieliśmy w ogóle żadnego przygotowania i powiem ci szczerze, że to był dramat, kiedy się okazało, że z tym biletem trzeba coś zrobić i zagrać. Brzmi może śmiesznie, ale myśmy naprawdę się tego nie spodziewali. Występ po wygranej był całkowitym spontanem, ale myślę, że mimo wszystko wyszło dobrze. Graliśmy dla ludzi i jeśli mielibyśmy zająć ostatnie miejsce, byłbym tak samo szczęśliwy, bo wiedziałem, że ludzie chcą nas słuchać i chcą nam tę energię przekazać.

Czarne kapelusze na widowni były na pewno dużą motywacją!

Gromee: Tak, to jest dla mnie największa nagroda, być może większa, niż ten bilet do Lizbony. Muszę to powtórzyć – mogliśmy zająć nawet i dziesiąte miejsce, a nasza radość nadal byłaby taka sama. Oczywiście bardzo, ale to bardzo cieszę się z wygranej i do dzisiaj dziękuję całemu #teamGromee za to, że jest i za to, że daje mi dużą motywację, o której wspomniałaś. Fani, którzy tam byli, tam, po sceną… to jest coś, czego się nie da opisać słowami. Nie da się tego zestawić z niczym innym. Jestem ogromnie wdzięczy za energię i radość, jaka płynie od tych czarnych kapeluszy każdego dnia. Najpiękniejsza historia, która się tam wydarzyła; to, że fani mnie wysłali na Eurowizję, to, że przyszli na Krajowe Eliminacje. Dla mnie – to była wygrana. Wyszedłem na scenę zupełnie nie myśląc, czy są jakieś punkty czy nie.

Chcieliście się dobrze bawić, a okazało się, że właśnie ta szczerość i spontaniczność przemówiła do wszystkich.

Gromee: Tak, jasne, że tak! Energia i zwycięstwo są fanów, nie moje. Proszę wierzyć, że mój kapelusz w zestawieniu z innymi kapeluszami robi piorunujące wrażenie i są to chwile, których nie zapomnę do końca życia. Wydawało mi się, że właśnie tych czarnych kapeluszy było najwięcej i gdy zobaczyłem, jak po ogłoszeniu wyników te kapelusze wirują w powietrzu i wesoło tańczą na głowach fanów, byłem przeogromnie wzruszony. Miałem wrażenie, że jedna trzecia sali to były właśnie te czarne kapelusze, które dodały mi bardzo dużo odwagi i rozbudziły. Po prostu dziękuję.

Rozmawiała: Oliwia Flis

The following two tabs change content below.
Oliwia Flis

Oliwia Flis

Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Przyszła dziennikarka sportowa, miłośniczka dobrej książki, podróży i fotografii, uwielbiająca wszystkie zwierzęta świata. Uczestniczka IV Polskiego Kongresu Przedsiębiorczości (Lublin) w roli fotoreportera, III Konferencji Mediów Studenckich w Warszawie, sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu czy Gali Grand Video Awards w Warszawie.