Cruelty free – kupuj mądrze, nie krzywdź innych

Ogromne koncerny farmaceutyczne czy kosmetyczne zapominają o zdrowym rozsądku i wszelkiej etyce na rzecz pozyskania ogromnej sumy pieniędzy. Ich produkty przed wyjściem na sklepową półkę przechodzą przez rozmaite testy, które w niezwykle brutalny sposób przeprowadzane są na bezbronnych zwierzętach.

Drogie Panie, niech każda z Was odpowie sobie na pytanie: czy nakładając codzienny makijaż zastanawiam się nad tym, skąd pochodzą moje kosmetyki? Czy wiem, w jakich warunkach testowany jest mój podkład, jak cienie, spoczywające na naszych powiekach, zyskują tak niesamowitą pigmentację i czy zdaję sobie sprawę z tego, skąd pozyskiwane są barwniki, nadające moim ustom tak żywe kolory?

Na pewno każdy z nas spotkał się z pojęciem „produkt testowany na zwierzętach”. Niestety nie oznacza to testowania szminki na ustach małpy, czy smarowania psa bądź królika balsamem do ciała, w celu uzyskania gładkości ich skóry.

Ogromne koncerny farmaceutyczne czy kosmetyczne zapominają o zdrowym rozsądku i wszelkiej etyce na rzecz pozyskania ogromnej sumy pieniędzy. Ich produkty przed wyjściem na sklepową półkę przechodzą przez rozmaite testy, które w niezwykle brutalny sposób przeprowadzane są na bezbronnych zwierzętach. Każdego roku z powodu eksperymentów ginie w męczarniach ok. 50- 100 mln z nich.

Każdy z nas zna zapewne takie marki jak Maybelline, Loreal Paris, Revlon, Clinique, Neutrogena czy MAC. Jest to jedynie garść firm testujących swoje kosmetyki na zwierzętach. Jak przebiegają takie testy? Weźmy na pierwszy plan płyn micelarny czy krople do oczu. Takie produkty aplikowane są do oczu królika, który z przyczyn naturalnych nie wydziela płynu łzowego. Automatycznie zwierzę nie potrafi się obronić przed „wyżerającym” jego oko produktem. Jeśli produkt jest wadliwy, królik cierpi z powodu swędzenia czy pieczenia. W konsekwencji takich testów ślepnie, a gdy staje się bezużyteczny, zostaje uśmiercony.

Na pewno wiele osób po wieczornym prysznicu używa balsamu do ciała. I tu na pierwszy plan wychodzi test na podrażnienie skóry. Przeprowadza się go głównie na królikach, ale też na psach czy kotach. Takie zwierzęta są celowo ranione, a podrażniona skóra smarowana jest cudownie pachnącym balsamem. Takie stworzenie zamykane jest w malutkiej klatce bez możliwości poruszenia się, tak, by nie mogło wydrapać bądź wylizać zaaplikowanego produktu.

Piękne usta o intensywnym, żywym kolorze? Taki efekt uzyskujemy dzięki robaczkom czerwca kaktusowego, który żywy zostaje wrzucony do wrzątku. Następnie jest suszony i mielony na proszek, który dodawany jest do pomadek czy żywności. Można go spotkać pod nazwą barwnika – E120 (koszenila).

Mówi się, że na terenie Europy testowanie na zwierzętach jest całkowicie zabronione. Zakaz ten obowiązuje od marca 2009 roku, tylko zastanówmy się, czy zakaz ten ma rzeczywiście jakikolwiek sens? Jeśli kupimy podkład marki Revlon na terenie EU, powinniśmy mieć tą świadomość, że marka ta posiada fabryki na całym świecie. Co z tego, że nasz produkt nie został przetestowany na zwierzęciu, skoro kupnem tego kosmetyku wspieramy markę mającą koncerny na całym świecie (głównie w Chinach, w których testowanie na zwierzętach jest czymś naturalnym).

Większość ludzi uważa, że kosmetyki wegańskie (cruelty free) są niesamowicie drogie. Nic bardziej mylnego. Marki kosmetyczne, posiadające oznaczenie wegańskiego produktu to: Green Pharmacy (cena szamponu czy odżywki do włosów to ok. 8zł), ISANA (żel do mycia ciała, cena 4 zł, balsam do ciała, cena ok. 8 zł), Ziaja, Bell, Cleanic, Alterra, GOSH czy Joanna. Warto również zapoznać się z marką PRO- ECO, która mimo nieco wyższej ceny, jest w 100% firmą cruelty- free.

Zakup kosmetyków wegańskich to bardzo tania i etyczna alternatywa. Zastanówmy się, czy dany puder, szminka czy szampon do włosów są warte tak ogromnego cierpienia milionów zwierząt.

The following two tabs change content below.
Kalina Wojtaszek

Kalina Wojtaszek

Jestem studentką dziennikarstwa, realizującą się w tym w 100%. Moim uzależnieniem jest Azja, zwłaszcza Japonia i Korea Południowa. W wolnej chwili uwielbiam pisać, gotować i śledzić blogi poświęcone dietom roślinnym. Moim największym marzeniem jest wydanie własnej książki oraz podróżowanie po całym globie. Można nazwać mnie marzycielką żyjącą w swoim wykreowanym świecie, z którego niekoniecznie zawsze chcę wychodzić. Czy mi to przeszkadza? Nie! Grunt, że jestem sobą. 🙂