AUTODESTRUKCJA CZY AUTOBIOGRAFIA?

Ponoć pisał ją 6 lat, a wcześniej przed wejściem w świat literatury powstrzymywała go „zwykła ludzka przyzwoitość”. Napisał. I na każdej stronie „Nieautoryzowanej autobiografii” Kuba Wojewódzki udowadnia, że ze wspomnianą przyzwoitością nawet nie minął się na ulicy.

Autor wita się z czytelnikiem, jak się okazuje, niezwykle trafnym porównaniem dwóch karier: prowadzącego talk-show i prostytutki. Ten jeden środek stylistyczny to wspomniana książka w pigułce. Lekki język, dystans do wykonywanych czynów oraz wątki erotyczne. Trzy ważne wektory tego wytworu, które tworzą rzetelną pogadankę o życiu. Losy „redaktora z przypadku”, zarówno w studio we wtorki, jak i na papierze, nierozłącznie przeplatają się ze słowami innych ludzi – mniej lub bardziej mądrych. Wojewódzki sprawnie plecie chronologiczną opowieść o ziemskiej wędrówce, a jeszcze sprawniej umiejscawia w niej wątki z odbytych rozmów. Tak jak w talk-show przerywa gościom, tak teraz można rzec, że przerywa sam sobie. Na darmo się kłócić, że oba przypadki przerywania nie dodają dynamizmu i barwności. Syzyfowa praca, doszukiwać się wzniosłości, czy – patrząc z punktu widzenia studenta dziennikarstwa – jakiegoś edukacyjnego klucza, który redaktor złamał swoją inteligencją i w efekcie odniósł medialny sukces. Cytując: „[…] tak wygląda z bliska kariera człowieka, który nie znał swego miejsca i uczynił z tego atut”. Ot, fenomen. Książka opieczętowana została powabną notką biograficzną, z pominięciem tytułów naukowych, a uwypukleniem istotnych faktów typu: jego poczucie humoru jest jak rosyjskie pestycydy. Zatem twórca wyznaczył nowy schemat, bądź złamał stary. Wojewódzki macha nam na pożegnanie przywołując słowa swojego życiowego mentora Jana Nowickiego: „No to sobie pogadaliśmy, a teraz spier…”

The following two tabs change content below.

Angelika Cygal

e-mail: cygalangelika@gmail.com