Żyli prawem wilka

11042182_619665201503044_77057817_nW sławetnym mieście Lublin, gdzie każdy dzień schyla człowieka do ostatecznego upadku i upodlenia, można zgłupieć. Beznamiętnie patrzeć w niekiedy dość interesujące obrazy pędzących przed siebie ludzi, którzy – Bóg jeden wie, dlaczego – niekiedy widzą jedynie czubek własnego, prostego (w przeciwieństwie do mojego) nosa. Do tego dochodzi zaawansowany Alzheimer, nerwica, Zespół Tourette’a i depresja – nie ma lekko. Brak pamięci. O osobach, miłości, uczuciach, wartościach
i bohaterach. A o tych ostatnich będzie dzisiaj mowa. Chwalebna, w całej swej istocie – jakkolwiek ironicznie wyrażany tekst zabrzmi i w jaki sposób go odbierzesz. Odwagi – na zachętę !

„Szogun” – brzmi dumnie. I wcale nie mam tutaj na myśli nowego tytułu naszego Generalissimusa, Stanisława „El Samurarejro” Kozieja, zaszczytnie nadanego przez miłościwie nam panującego prezydenta (zapewne i następnej kadencji, dzięki uprzejmości PKW). Określenie to, całkiem poważnie kieruję w kierunku „Wojowników Wyklętych” –
a więc tych, do których dotarło czerwone łapsko radzieckiego przekleństwa. Zapomniani, oskarżeni, opuszczeni, w ciemnej godzinie zwracający swe myśli do Boga i ojczyzny, stanowią dziś dla nas trwały fundament. Prawdziwie silny korzeń, wypuszczający swe pędy w stronę świadomości i myśli obywatelskiej – a zwłaszcza młodego pokolenia. To
w nas – osobach, których dosięgają wymienione choroby naszych czasów (w mało dosłownym ich przebiegu znaczeniu), tkwi obowiązek kultywowania i pielęgnowania pamięci żołnierskich męczenników. To w nas – chcąc nie chcąc – tkwi prawdziwa siła narodu, zawarta w patriotycznych barwach naszego państwa. Poprzez biel – czystość myśli, działania i szczerej pamięci o poległych wojownikach – dążmy do wspólnego zjednoczenia. Wraz z czerwienią – wspominając krew poległych w służbie ojczyzny – uczestniczmy w misterium pamięci wczorajszego święta. Z orłem na piersi – krzyczmy ile sił w płucach – o czci ich pamięci, która pogrzebana pod gruzami obojętności, niewiedzy
i komunistycznego terroru dzięki nam, może ujrzeć światło dzienne.

„Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć, niż lękać” – słowa rotmistrza Witolda Pileckiego (awansowanego bagatela 2 lata temu do stopnia pułkownika – red.) niech każdego dnia przypominają o tym, co powinno kierować naszym duchem.
O ludziach, którzy w imię tegoż prądu życia – patriotyzmu, wierności i oddania – oddali Bogu swe gorące i piękne dusze. O wszystkich zapomnianych. O trzeźwości narodu – umysłowej. Bo w fizyczną to już dawno zwątpiłem.

Cześć i chwała bohaterom!

Autor: Robert Góźdź

The following two tabs change content below.

Robert Góźdź

Ostatnie wpisy Robert Góźdź (zobacz wszystkie)