„Pewna dziewczynka miała przyjaciela…” – Złodziejka Książek

7591500.3Oprócz tego, co proponuje nam rozwijające się polskie kino historyczne, warto też zobaczyć zagraniczną produkcję. O tym, że książki to kopalnia wiedzy nie trzeba przekonywać. Zarówno obecnie, jak i w czasach wojennych, jedynie literatura była oderwaniem od brutalniej rzeczywistości. „Złodziejka książek” to nie tyle obraz nazistowskich Niemiec, a raczej film ukazujący paletę uczuć oraz towarzyszącą im potęgę wyobraźni i mocy, jaką pociągają za sobą książki. Ten film to dobra opcja dla tych, którzy w produkcji historycznej nie widzą wyłącznie rozlewu krwi, ale prawdziwe człowieczeństwo, połączone z zamiłowaniem do kultury wyższej.

Po pogrzebie swojego młodszego brata mała Liesel, ze skradzionym „Podręcznikiem grabarza”, trafia do niemieckiej rodziny. Dziewczynka ma trudności w zaaklimatyzowaniu się w innym miejscu. Nie pomaga jej w tym nawet nowa mama, która traktuje ją w dość _MG_6612April 03, 2013.cr2rygorystyczny sposób. Liesel zostaje wystawiona na pośmiewisko w szkole przez to, że nie umie czytać. Jej „papa” skutecznie przełamuje jednak tę barierę i co wieczór wspólnie studiują literaturę.
Pomocną dłoń wyciąga do Liesel także chłopiec z sąsiedztwa – Rudy, który spędza każdy dzień ze swoją nową koleżanką.
Ważnym momentem w jej życiu staje się ukrywanie Max’ a (Żyda) w rodzinie Hubermann’ ów. Dzięki niemu Liesel odkrywa nowe możliwości opisywania i rozumienia świata.

Narrator – w tym przypadku śmierć – umiejętnie wprowadza nas w początek filmu oraz dość tragicznie go kończy. Poprzez zabieg kompozycji klamrowej mamy wrażenie, że całość jest raczej spójna i dość przewidywalna.
„Złodziejka książek” to film o niedoścignionych marzeniach oraz ideach i planach na przyszłość, w zestawieniu z brutalną wojenną rzeczywistością.
Scena, która najbardziej mnie ujęła to ta, gdy Rudy Steiner (Nico Liersch) z niezwykłym zdeterminowaniem trenuje biegi, by stać się takim, jak jego czarnoskóry mistrz.
Na pewno charakterystyczną i bardzo poruszającą sceną jest ta, w której na placu została spalona góra książek, wówczas zakazanych przez nazistowskie władze.
W pamięci zapadło mi również niesamowite, zimowe ujęcie na moście, gdzie „pamiętnik” 458646_1.1Liesel zostaje wrzucony do wody. Ta cudowna sceneria, połączona z tak rewelacyjną charakteryzacją, idealnie oddaje klimat tamtych lat.
Dla mnie osobiście ważną sceną jest ta, w której niemieckie rodziny schowane wszystkie razem, czekają aż skończy się nalot. Ten moment jest o tyle niebywały, że w czasie, gdy tak liczna grupa modli się o przeżycie, na ulicę wychodzi ukrywany Żyd – Max i cieszy się tym, że może podziwiać świat takim jaki jest.
Zabawnym momentem jest ten, w którym Liesel i Rudy udają się nad wodę i nie rozumiejąc powagi sytuacji, w jakiej znajdują się obecnie Niemcy, wyzywają ówczesnego władcę – A. Hitlera.
Wreszcie najbardziej emocjonujący moment – Złodziejka Książek jako nieliczna ocalała, próbuje utrzymać przy życiu Rudy’ ego.
To tylko kilka scen, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Precyzyjnie dobrane kostiumy skrzętnie oddają klimat tamtego okresu. Jedyne co może gryźć, to pomieszanie języka angielskiego z niemieckim. Miejsce akcji niemniej zobowiązuje i całość jako taka powinna być spójna, a zmienność językowa akurat w tym przypadku działa na niekorzyść.

Brian Percivial stworzył coś, co może nie jest obrazem stricte wojennym, a opowieścią o niewinności, młodzieńczym zapale i niezrozumiałości powagi sytuacji, w której rozgrywa się akcja filmu.Zlodziejka_ksiazek_6330950
Na ogromne brawa zasługuje z pewnością główna bohaterka – Sophie Nélisse (Liesel), która ewidentnie odnalazła się w roli dojrzałej dziewczynki, próbującej odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Na aprobatę zasługuje też Ben Schnetzer (Max Vandenburg), który niezwykle emocjonalnie wczuwa się w rolę.
Odtwórca papy – Geoffrey Rush (Hans Hubermann) również zyskał moją sympatię poprzez przyjazną, ale też i dowcipną niekiedy postawę w filmie. Macocha – Emily Watson (Rosa Hubermann) wprowadza w „Złodziejce książek” trochę zamętu, jak dla mnie potrzebnego. To początkowo czarny charakter, który z czasem łagodnieje i przybiera cieplejszych barw.

Film jako całość może rewelacją i mistrzostwem nie jest, ale zasługuje na pochwałę. Oprócz wojennego zamętu przybliża to, co uskrzydliło głównych bohaterów. Literatura szeroko pojęta to esencja „Złodziejki książek”. Miłość, poświęcenie ideom oraz niespełnione marzenia to wątki, którymi przeplatana jest cała fabuła.
Polecam przeczytać też książkę, na podstawie której powstał film i zweryfikować niektóre fakty.

The following two tabs change content below.

Joanna Łukasiewicz

.