„Ze stadionu Wembley wita Państwa Dariusz… Ciszewski”, czyli czym byłby sport bez komentatorów

z18998011Q,Tomasz-Hajto-swoim-komentarzem-w-meczu-Szkocja---PWidowisko sportowe na najwyższym poziomie to tygiel pełen emocji, które nie tylko udzielają się głównym autorom i szeroko pojętej widowni, ale także pośredniczącym w odbiorze relacji telewizyjnych i radiowych komentatorom. Relacjonowanie „na żywo”, wymagające z jednej strony błyskawicznej reakcji na dziejące się wydarzenia, a z drugiej znalezienia właściwych środków wyrazu, dla jak najpełniejszego przekazania wspomnianych już wyżej emocji, sprawia, że wypowiadane w pośpiechu zdania zawierają często sformułowania wywołujące ironiczne uśmiechy na ustach odbiorców. Nie ulega jednak wątpliwości, że te swojego rodzaju językowe „perełki” są także dodatkowym ubarwieniem dziejących się wydarzeń, bez których trudno sobie dziś wyobrazić śledzenie w mediach sportowej rywalizacji.

Tak, jak w piłkarskim świecie, gdzie mimo wielu niezwykłych zawodników uwaga kibiców skupiona jest głównie na rywalizacji Cristiano Ronaldo z Lionelem Messim, tak w przypadku polskich komentatorów sportowych, największe emocje wzbudza mimowolna rywalizacja na figury słowne Dariusza Szpakowskiego z Tomaszem Zimochem. Przy czym, o ile w przypadku tego pierwszego możemy mówić o przewadze talentu, bo lapsusy w jego komentarzach pojawiają się ot tak, jakby od niechcenia, o tyle ten drugi sprawia wrażenie tytana pracy, gdyż jego metaforyczne wypowiedzi są tak dopieszczone jakby ćwiczył je godzinami.

Puszczanie Bąka, apel do Turka, który nie kończy czy jądro Bońka już dawno stały się klasyką gatunku. Popatrzmy więc na inną próbkę możliwości naszych bohaterów.

Na przykład takie oto fajerwerki towarzyszyły zdobyciu srebrnego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver przez naszego wybitnego skoczka: Na widok lecącego Małysza niedźwiedzie wyszły ze swoich gawr i zaczęły ryczeć. Jakby w Tuwimowym radiu ptaki zaczęły śpiewać: Adaś, taś! taś! taś!.

Z kolei redaktor Szpakowski odkrył źródło sukcesów Dumy Katalonii w sezonie 1998/1999, czym nie omieszkał podzielić się z telewidzami: A oto na Państwa ekranach bracia-bliźniacy Frank i Ronald de Boerowie, z których większość gra w Barcelonie.

Na dowód tego, że inni komentatorzy nie odstają poziomem od naszych dwóch liderów niech posłużą słowa Andrzeja Janisza: O matko! Sędzia tak gwizdnął, że czołem niemal dotknął kolan. Chyba całą pojemność wydechową płuc wydmuchnął w gwizdek.

Błędy językowe, przejęzyczenia, brak sensu, czy nadmierne rozemocjonowanie w wypowiedziach narażają często ich autorów na śmieszność i drwiny. W obronę bierze ich jednak językoznawca, prof. Jan Miodek, któremu żal polskich komentatorów sportowych z powodu tego, że często obrywają, a przecież są tylko ludźmi, którzy pod wpływem wielkich emocji mogą czasem coś palnąć.

Niech więc cytowana za ,,Tygodnikiem Przegląd’’ wypowiedź jednego z głównych winowajców, Dariusza Szpakowskiego, posłuży za krótkie podsumowanie: Lapsusy językowe wynikają często ze zwykłego pośpiechu. Podczas transmisji musimy na coś patrzeć i jednocześnie o tym mówić. W tej gonitwie myśli zdarza się powiedzieć coś bezwiednie. W pracy mam przed sobą tylko mikrofon i telewidza po drugiej stronie. Widzowie lubią pomyłki, bo to ubarwia program, powoduje, że coś się dzieje. Ja jestem przecież tylko człowiekiem, a nie maszyną, więc mogę się pomylić. Nie można jednak udawać, że nic się nie stało. Trzeba przeprosić za popełniony błąd, by widzowie mieli do nas zaufanie.

The following two tabs change content below.
Kinga Wiśniewska

Kinga Wiśniewska

Licealistka i początkująca dziennikarka sportowa. Zakochana we wszystkim co hiszpańskie. Dziennikarka Fali Sportu, Wiadomości24.pl i korespondentka Strefy Siatkówki. Zdobywczyni III miejsca w kategorii relacja sportowa w konkursie na Dziennikarza Obywatelskiego Roku 2013. Jej wywiad z Antonio Salasem zatytułowany „Zbierali fundusze na mojego zabójcę..” ukazał się w internetowym wydaniu dziennika Polska The Times. Zaprzyjaźniona z dyktafonem. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem.