Zapiski z wygnania… co wy o tym wiecie? Lekcja historii, odpowiedzialności i przyzwoitości, czyli monodram Krystyny Jandy i Magdy Umer

„Chcieli mieszkać tutaj ,tu gdzie się urodzili ich rodzice i gdzie urodziły się ich dzieci – my. Po wojennej gehennie, po latach cierpienia i strachu, mimo wszystko jeszcze raz zdecydowali, że Polska to jest ich kraj.

I tych ludzi w 1968 roku Polska wyrzuciła”.

To fragment książki Sabiny Baral, która w marcu 1968 roku wraz z rodzicami opuściła Polskę, miała wtedy dwadzieścia lat.

„Zapiski z wygnania” po prostu trzeba przeczytać, tak jak trzeba zobaczyć monodram w reżyserii Magdy Umer, która wspólnie z Krystyną Jandą jest autorką adaptacji.
W piątek 18 maja i w sobotę 19 maja możliwe to było w Teatrze Starym w Lublinie. W roli Sabiny Baral wystąpiła, i to nie będą słowa przesadzone, zjawiskowa, genialna, wielka, Krystyna Janda. Gdy patrzy się na nią, opowiadającą historię polskich Żydów wygnanych z ojczyzny, słucha przejmującego monologu, piosenek i wierszy Tuwima, Szymborskiej, Jasnorzewskiej, Młynarskiego rozumie się, że tylko ona mogła zagrać Sabinę Baral. Rozumie się też, że minął się z prawdą premier M. Morawiecki mówiąc, że Polska była zawsze rajem dla Żydów. Rozumie się, że pod polskim dachem, tak jak pod każdym innym, niemieckim, angielskim, francuskim, czeskim mieszka szlachetność i podłość, mądrość i głupota, siła i słabość, dobro i zło, wielkość i małość i że świadomość tego jest dziś szczególnie potrzebna.
Przez 100 minut słuchamy historii przymusowej emigracji, która została opisana oczyma bardzo młodej i bardzo mądrej dziewczyny. To też historia jej rodziców, którzy inaczej niż ona nigdy się w nowej rzeczywistości, z dala od Polski, nie odnaleźli, choć bardzo próbowali, a ona sama starała się im w tym pomóc, jak tylko umiała. To również opowieść o ludziach, na których skończyła się 800-letnia historia polskiego żydostwa. Historia naprawdę przejmująca… której widzowie wysłuchali w całkowitym milczeniu, a po zakończeniu spektaklu nie od razu bili brawo artystom.

„Co wy o tym wiecie”? – pyta Sabina Baral.

„Czy na sali byli młodzi ludzie”? – pyta za każdym razem Magda Umer, gdy Krystyna Janda gra kolejne przedstawienie…  Niewielu…

Dlaczego myślę, że my młodzi ludzie, mamy obowiązek obejrzeć to przedstawienie? Powodów jest dużo, podam kilka:
– bo trzeba przywracać pamięć o tamtych wydarzeniach i oddać hołd tym, którzy zostali wygnani z ojczyzny;
– bo przeszłość nigdy nie umiera;
– by nie godzić się na mowę nienawiści, antysemityzm, rasizm, ksenofobię, nacjonalizm i wszelkie formy wykluczenia innych;
– by umieć odróżnić przyzwoitość od podłości;
– by rozumieć, że tożsamość jest kwestią wyboru i tylko, jak pisze Sabina Baral, „ludzie i systemy praktykujące ignorancję i nienawiść, decydują o tożsamości innych i za tę tożsamość sądzą”.

„Zapiski z wygnania” to piękny i mądry tekst, ale także muzyka podkreślająca sens słów i budująca nastrój. Razem z Krystyną Jandą wystąpił Janusz Bogacki z zespołem, który zagrał między innymi urzekające urodą fragmenty muzyczne z „Listy Schindlera”.
Po przedstawieniu można było spotkać się z twórcami i posłuchać opowieści K. Jandy o pracy nad spektaklem, o tym, jak angażowała się w nią Sabina Baral. Janda mówiła, że monodram został przygotowany na 50 rocznicę Wydarzeń Marca 68, ale ponieważ w czasie przygotowań do premiery Polska zbrunatniała, a fora internetowe zalała fala spontanicznej nienawiści i słowo Żyd znów stało się w ustach niektórych obelgą, twórcy postanowili wzbogacić tekst Baral o filmy słowackiego reżysera dokumentujące współczesne marsze narodowców w Polsce. Gdy patrzy się na ten dokument ma się ciarki na skórze… demony przeszłości odradzają się?

Wybierzcie się na to przedstawienie…będzie jeszcze grane nie tylko w Teatrze Polonia. Kupcie książkę Sabiny Baral. Pierwszy nakład sprzedał się w ciągu 10 tygodni. Gorąco polecam.

The following two tabs change content below.