Za siódmą chmurą, niejedną rzeką… Rozmowa z zespołem Kwiat Jabłoni

W ubiegłym tygodniu do Lublina zawitał zespół Kwiat Jabłoni, gdzie w ramach niemożliwej trasy zagrali dwa koncerty. Rodzeństwo, Kasia i Jacek Sienkiewiczowie w duecie grają od roku, wcześniej byli współtwórcami grupy Hollow Quartet. Ich debiutancki singiel Dziś późno pójdę spać zanotował już blisko sześć milionów odsłon w serwisie YouTube, a bilety na koncerty wyprzedają się w mgnieniu oka. 1 lutego wydali pierwszy studyjny album, Niemożliwe.

 

Coś Nowego: Po wczorajszym koncercie chciałoby się powiedzieć Dzień dobry dobrze, zobaczyć się z Wami jeszcze raz. Skąd pomysł na nazwę zespołu? Dlaczego akurat Kwiat Jabłoni?

Jacek Sienkiewicz: No właśnie, można to interpretować na dwa sposoby. Pierwszy jest raczej mało poetycki, ponieważ inspiracją był utwór Kwiat jabłoni, grany w latach 80. przez polski zespół punkowy. To jest utwór, który opowiada o jabolu, o tanim winie, które nazywało się Kwiat jabłoni i po prostu, dużo słuchaliśmy tego utworu z Kasią, jak byliśmy mali. Rodzice nam go puszczali i uznaliśmy, że chcemy mieć jakąś inspirację, która będzie pochodziła z naszych wspólnych przeżyć z dzieciństwa. A druga, może bardziej poetycka interpretacja jest taka, że wychowaliśmy się w domu położonym na starym sadzie jabłoniowym, więc wspólne zbieranie jabłek na koniec sezonu też nam się kojarzy bardzo mocno z dzieciństwem.

Kasia Sienkiewicz: Zanim przyszedł mi do głowy pomysł na nazwę Kwiat Jabłoni rozważałam wiele innych tytułów piosenek, które są dla nas ważne. Jednym z pierwszych utworów rozrywkowych, które graliśmy wspólnie jest Little Wing Hendriksa. Myślałam więc początkowo o The Little Wings, ale nazwa po angielsku byłaby chyba mniej zapamiętywalna.

A skąd wziął się pomysł, żeby grać w duecie?

J.S. To był pomysł Kasi, ale tak naprawdę my razem współpracujemy muzycznie już od bardzo dawna. Do moich pierwszych zespołów garażowych, jeszcze z czasów gimnazjum, które zakładałem z kolegami, też zapraszaliśmy Kasię jako wokalistkę. Później już wspólnie stworzyliśmy projekt Hollow Quartet, który funkcjonował przez jakieś cztery albo nawet pięć lat. Graliśmy też często w zespołach jako muzycy sesyjni, więc już bardzo długo pracujemy razem muzycznie, ale to Kasia wpadła na pomysł, żeby jednak zrobić z tego duet, żeby jakoś się uniezależnić organizacyjnie od innych muzyków, no i to jest dosyć proste, bo możemy też ćwiczyć razem w domu rodzinnym, o ile akurat w nim oboje jesteśmy. Mamy podobne podejście do muzyki, więc to się sprawdza.

K.S. Na dodatek, z nikim innym nie dogaduję się muzycznie tak łatwo jak z Jackiem, więc szkoda byłoby nie założyć duetu. My nawet nie musimy naliczać, żeby równo zacząć grać!

Od początku wiedzieliście, że muzyka to będzie waszą droga? Czy może były inne pomysły?

J.S. Były, były. Ja trenowałem bardzo długo karate, ale w pewnym momencie z przetrenowania dostałem kontuzji kolan i musiałem się zająć muzyką. I tak, kiedyś myślałem, że będę po prostu trenerem i że to będzie całe moje życie, ale później to się inaczej potoczyło. A Kasia chyba od zawsze chciała być gwiazdą (śmiech). Jak była w podstawówce to takie miała plany i to jej się utrzymało do dzisiaj.

K.S. Gdy miałam 6 lat, do mojego przedszkola przyjechała szkoła muzyczna. Pamiętam bardzo wyraźnie, że, zachwycona występami tych uczniów, od razu wiedziałam, że też chcę grać. To było bardzo silne uczucie pewności. Decyzję o byciu zawodowym muzykiem podjęłam faktycznie w szóstej klasie i tak mi zostało. Wiele osób nie wierzyło, że do tego dojdzie. Aż do czasu gdy miałam lat 20 i nadal mówiłam to samo (śmiech). Wtedy uwierzyli.

Muzykę wynieśliście z domu? Wspierali Was w tym rodzice?

J.S. Tak, rodzice posłali nas do szkoły muzycznej pierwszego stopnia, którą skończyliśmy oboje. Ja teraz studiuję na Akademii Muzycznej, Kasia studiuje muzykologię, więc edukacyjnie to wszystko się też łączy z muzyką. Miałem też na pewno bardzo duże wsparcie od mojego ojca chrzestnego, który jest muzykiem sesyjnym, gitarzystą, który właśnie też gra na mandolinie, czyli na tym instrumencie, na którym ja gram w Kwiecie Jabłoni, więc na pewno to była też jakaś inspiracja dla mnie.

 

Na koncercie było widać między wami niesamowitą więź. Było tak od zawsze czy musieliście do tego dojrzeć?

J.S. Oczywiście my się kłócimy, to nie tak, że jest zawsze kolorowo (śmiech), ale jesteśmy mocno związani, to prawda. My się też muzycznie bardzo dobrze dogadujemy. I to jest fajne, że już tyle koncertów razem zagraliśmy, że rozumiemy swoje spojrzenia na scenie. Dzięki temu, nawet jeśli coś wychodzi przypadkowo, to się już w tym nie gubimy.

K.S. Jeśli już się kłócimy, to o sprawy związane z zespołem, ale te pozamuzyczne. O to jak się ubrać na scenę, gdzie wystąpić, a gdzie nie. A postawy życiowe i poglądy mamy również niemalże identyczne.

Spędzacie dużo czasu razem – koncerty, wyjazdy, nagrania. Macie czas, żeby realizować się indywidualnie?

J.S. Nie mamy na to czasu, ale to robimy (śmiech). Kasia na przykład  prowadzi swoją audycję w radiu studenckim Politechniki Warszawskiej. Ja jeszcze cały czas studiuję na dwóch kierunkach, filozofię i kompozycję. Staramy się maksymalnie łączyć te nasze pasje poboczne z graniem w Kwiecie Jabłoni, ale Kwiat Jabłoni wygrywa i raczej jakieś 90% czasu poświęcamy właśnie na ten projekt.

Macie swoje autorytety? Na kim się wzorujecie, zarówno muzycznie, jak i w codziennym życiu?

K.S. Przeżywałam fascynacje bardzo wieloma gatunkami muzycznymi. Dodatkowo kończę studiować muzykologię, więc zawsze stawiałam na poznawanie najróżniejszych stylistyk, poznawanie muzyki nie tylko europejskiej i amerykańskiej, ale i tej z całego świata. Mówiąc o muzyce rozrywkowej, na pewno bardzo ważnymi dla mnie postaciami są Paul Simon, Norah Jones, Sara K, Susanne Tedeschi, Tori Amos, Leszek Możdżer, Brad Mehldau, Mark Knopfler… no właśnie, już czuję, że mogłabym jeszcze długo wymieniać. To trudne pytanie. A jeśli chodzi o życie codzienne, to wiele tłumaczą mi i uczą mnie filmy Woody’ego Allena – kocham wszystkie, bardzo mnie poruszają i zawsze odnajduję w nich coś bardzo mi bliskiego.

J.S. Muzycznie mam wiele przeróżnych autorytetów. Pod kątem kompozytorskim, absolutnymi autorytetami, z których można czerpać do dziś, są dla mnie Jan Sebastian Bach i Ludvig van Beethoven. Pod kątem wykonawczym, niezmiennie, ogromne wrażenie robi na mnie mandolinista Chris Thile, natomiast jeśli chodzi o drogę Kwiatu Jabłoni jako zespołu, to bliskie są nam Domowe Melodie, Sorry Boys, Dawid Podsiadło… można długo wymieniać.
W codziennym życiu  inspiracją są ludzie napotykani każdego dnia. Jednak takim sztandarowym wzorem do naśladowania, który według mnie powinien być wzorem dla każdego z nas, jest Sokrates.

Jesteście bardzo młodzi, a w Waszych piosenkach odnosicie się do raczej trudnych tematów. Z czego to wynika?

J.S. My zawsze piszemy o tym, co nas nurtuje, co nas boli i zawsze to są tematy dla nas ważne. Dla mnie bardzo ważną inspiracją są moje studia filozoficzne. Wydaje mi się, że wszystkie utwory, które się znalazły na płycie, które zostały napisane przeze mnie są inspirowane właśnie filozofią. Czy to starożytną, która chyba najbardziej mi odpowiada, czy filozofią Friedricha Nietzschego. Dlatego może się wydawać, że to jest głębokie i porusza poważne tematy, bo filozofia jest raczej poważna.

K.S. Mnie inspirują skrajne stany emocjonalne. Piszę pod wpływem wielkiej radości lub głębokiego smutku. Żeby jednak nie tworzyć wyłącznie z własnej głowy – to może się skończyć grafomanią – staram się czytać dużo poezji, w szczególności cenię Pawlikowską-Jasnorzewską, Baczyńskiego, Szekspira, Achmatovą, piosenki Jacka Kleyffa.

Dlaczego swojej pierwszej płycie nadaliście tytuł Niemożliwe?

K.S. Wydanie płyty nakładem wydawnictwa wymaga tyle pracy, czasu, ale też zbiegów okoliczności i szczęścia, że długo wydawało nam się to nieprawdopodobne, było bardziej marzeniem, niż czymś w co wierzyliśmy, że uda się osiągnąć. Na dodatek tempo w jakim staliśmy się rozpoznawalni wydaje się nam – i nie tylko nam – równie zaskakujące. Od momentu pojawienia się naszego pierwszego utworu w internecie do wydania albumu minęło zaledwie 10 miesięcy. Można właśnie w ten sposób interpretować tytuł płyty. Pochodzi on jednak po prostu od tytułu jednej z piosenek.

Jak się czujecie z tym, że bilety na Wasze koncerty tak szybko się wyprzedają?

J.S. Bardzo dobrze, jest OK (śmiech).

K.S. Jesteśmy za każdym razem zaskoczeni widząc tak wielką publiczność. Nie przestaje nas to zadziwiać.

Jesteście rozpoznawalni na ulicach?

J.S. Tak. Właśnie na przykład dzisiaj jak szedłem na wywiad, jeden chłopak mnie zaczepił, żeby zrobić zdjęcie. Trochę to jest krępujące jak się spotykamy ze znajomymi, bo czasem zdarza się tak, że jesteśmy gdzieś w pubie i nagle ktoś podchodzi i chce zrobić zdjęcie. Tego nie jest jakoś zatrważająco dużo, to nie jest tak, że musimy się ukrywać, ale to się coraz częściej zdarza. To jest dziwne uczucie, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie miałem, a faktycznie ta nasza rozpoznawalność z Kwiatem Jabłoni powstała nagle, dosłownie parę miesięcy temu. To jest dla nas zupełnie nowa sytuacja.

K.S. Ja również bywam rozpoznawana na ulicy, ale chyba rzadziej niż Jacek, bo ja zmieniam często uczesanie, a Jacek zawsze wygląda tak, jak na teledysku!

A jak Wasi znajomi reagują na to, że stajecie się sławni?

K.S. Moi – albo zupełnie nijak, są tym wręcz niezainteresowani, albo, większość z nich – bardzo się cieszy, że dobrze nam idzie, przychodzą na koncerty, wspierają, doradzają, kibicują. Ciekawe też, że po latach nagle zaczęło się do nas odzywać wiele osób, z którymi straciliśmy kontakt. Nagle sobie przypominają, że nas znają. Czasami niestety wydaje mi się to interesowne.

Wczoraj na koncercie słyszeliśmy utwór Kometa. Dopiero co wydaliście płytę, ale czy możemy tę piosenkę traktować jako zapowiedź czegoś nowego? Jakie są wasze plany muzyczne?

J.S. Na pewno chcielibyśmy, żeby Kometa pojawiła się na naszej drugiej płycie. To jest utwór, do którego muzykę napisał Antoni Wojnar i poprosił mnie, żebym napisał do niej tekst. On już jako pierwszy nagrał ten utwór w swojej aranżacji, ale my uznaliśmy, że chcielibyśmy też go zacząć grać na koncertach jako Kwiat jabłoni. Mamy taką nadzieję, że uda się go włączyć do drugiej płyty. Mamy już parę utworów, ale na razie jesteśmy mocno zagłębieni w tę pierwszą płytę – Niemożliwe.

W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam kolejnych sukcesów. Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmowa: Dorota Skrzeszewska, Natalia Suchowolec
Zdjęcia: Szymon Miron

The following two tabs change content below.
Avatar

Dorota Skrzeszewska

Studentka I roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Miłośniczka kina i literatury.