Z drugiej ręki

zhJakąś dekadę temu synonim obciachu. Słowo, na dźwięk którego ludzie wykrzywiali twarze w dziwny grymas. Nikt nie chciał słyszeć o kupowaniu czegokolwiek w tego typu miejscach, nie mówiąc o regularnym odwiedzaniu. Spotkanie kogoś znajomego wchodząc, o zgrozo, do „ciuchlandu”, równało się z ogromną konsternacją i zakłopotaniem. Pytanie tylko, dlaczego?

Z całą pewnością duży wpływ na taki stan rzeczy ma konformistyczna postawa ludzi, którzy nie chcą być wyśmiani, wytykani palcami. Kiedyś spotkałam się nawet z taką opinią na temat ubrań z second – hand’ów: „Jak można tam kupować, przecież te rzeczy są po zmarłych osobach?!”.

Dziś owszem, wiele sieciówek oferuje nam szeroką gamę modnych ubrań, jednak cena przyprawia o niechęć wielu. W szczególności chodzi o młode dziewczyny, które chcą wyglądać oryginalniej niż reszta. Patrząc na cenę odwracają się na pięcie i wychodzą. Galerie handlowe jednak nie są ostatecznością. W przeciągu ostatnich lat powstało bardzo wiele alternatyw na modne i tanie ubrania. Jedną z takowych są jakże znienawidzone second-hand’y. Jak świetną kopalnią znakomitych, niespotykanych nigdzie indziej rzeczy one są, wiedzą tylko ci, którzy mają umiejętność „łowienia”, wypatrywania i cierpliwego szukania. Niesamowita jest różnorodność tego rodzaju miejsc – od masy zniszczonych, często permanentnie brudnych „szmatek”, niedbale poukładanych na półkach, do wycenionych, starannie ułożonych, posortowanych z wielką dokładnością, wiszących ubrań. Nie skupiajmy się jednak jedynie na odzieży. Na uwagę zasługują przedmioty codziennego użytku, tj. cała gama mebli: kredensy, nocne lampki, lustra i ozdobne popielnice. Właściciele ciuchlandów dostrzegają rosnącą konkurencję i ceny zaczynają minimalnie wzrastać. Nic w tym zniechęcającego, gdyż jakość i unikatowość sprzedawanych rzeczy jest zaskakująca. Żeby zobrazować błyskawiczny rozwój i rozrost tych specyficznych sklepów, przytoczę przykład mojego rodzinnego, niespełna dziewięciotysięcznego miasta. Liczba „lumpeksów” jest równa 19, w momencie kiedy prywatnych sklepów z nową odzieżą istnieje zaledwie 5, w porywie do 7.

 Przykład ten jasno pokazuje, jak diametralnie ludzie zmienili zdanie w tej kwestii. Zastanawiam się, czy my jako społeczeństwo polskie mamy tendencję do popadania w skrajności, czy też jest to cecha typowo ludzka? Czasy omijania ciuchlandów szerokim łukiem przeminęły. Obecnie, w dniu „dostawy”, tłumy kobiet (nierzadko i mężczyzn) wyczekują od 6.00 rano przed drzwiami, które oficjalnie otwierają się o 8.00.  Kiedy następuje moment otwarcia, napierają bezmyślnie na drzwi, aby jak najszybciej znaleźć się w środku. UWAGA: złamana ręka w skutek powyższych zabiegów również może się przydarzyć, dlatego jest to skrajną głupotą, płytkim myśleniem i dosadną oznaką braku kultury. To przykry, a jednocześnie bardzo irytujący i żenujący obraz, który rysuje się nam przed oczami będąc w środku, zdaje się z zupełnych innych powodów (tj. nabycie rzeczy niespotykanej za małą ilość pieniędzy). Jakkolwiek dziwne są zachowania ludzkie w tej kwestii, interesuje mnie sytuacja dalszego rozwoju second – hand’ów. Oby było ich jak najwięcej.

The following two tabs change content below.
Kinga Pośnik

Kinga Pośnik

Kinga Pośnik

Ostatnie wpisy Kinga Pośnik (zobacz wszystkie)