Wyznania szczęśliwego studenta

OLYMPUS DIGITAL CAMERAZa oknem pociągu rozciągają się krajobrazy polskiej wsi, chwilowo pozbawione jeszcze sielankowego uroku. Jest początek marca. Każdy dzień wygląda identycznie. Słońce zasłoniły chmury, złączone w jedną szarość. Drzewa bez liści stoją samotnie to tu, to tam. Opustoszałe drogi i podwórka domostw. Są przeróżne – od tych pierwszych, drewnianych chat, letniaków i stodół, po nowoczesne budynki gospodarcze z białych cegieł. Z kominów płyną białe smugi dymów, znikających po chwili w powietrzu.

Jestem studentem jednej z historycznych polskich uczelni. Widok wsi i pustych przestrzeni jest dla mnie zróżnicowaniem po pięciu dniach oglądania szarych blokowisk. Za moment wysiądę na stacji w moim rodzinnym mieście i udam się ku najpiękniejszemu miejscu na ziemi – ku domowi.

To wciąż to samo miasto, pomimo ciągłej restrukturyzacji rozwijane z roku na rok. Dla mnie wciąż jest prowincjonalną miejscowością, z populacją ponad trzydzieści tysięcy mieszkańców. Może się zmieniać, nawet codziennie. Ważne jednak, aby dom zawsze miał w sobie to samo unikatowe ciepło, przyciągające niczym magnes żelazne szpilki. Czuję to będąc na dobrze znanym osiedlu – im bliżej, tym cieplej.

Nigdy jeszcze nie złamałem dotychczas utrzymywanego przeze mnie zwyczaju. Zawsze po zdjęciu odzieży wyjściowej, nie robię nic innego, jak pójście na odpoczynek – w moim własnym łóżku. Nie znaczy to jednak, że mi nie odpowiada to na stancji. Po prostu nigdzie indziej się tak nie wyśpisz, jak na swoim.

Pięć dni to długi czas – no, może nie aż tak. Mamy za sobą pierwszy semestr roku akademickiego 2013/2014. Od października do lutego (a co niektórzy do marca) cały nasz rok, tworzony przez ludzi praktycznie z każdego końca kraju, poddawał się klimatyzacji i zapoznaniu z życiem studenta. Powstały paczki przyjaciół. Przez pewien czas należałem do jednej, ale los sprawił, że zdecydowałem się odsunąć swoją osobę w cień.

Studiuję dziennie dziennikarstwo. W obliczu dzisiejszej sytuacji ludzi z wyżej wymienionym wykształceniem, wśród wszelakich wysileń moich znajomych, którzy namawiali mnie na zmianę kierunku, ja jednak postanowiłem zaryzykować i wejść w świat studiów dziennikarskich. Póki co jestem zadowolony. Już mówię, dlaczego.

Dziennikarstwo odsłania wiele aspektów przemilczanych w latach np. licealnych na lekcjach wiedzy o społeczeństwie. Nie wiem, czy jest inny kierunek, na którym dane by było studentom poznać historie gazet, radiostacji i telewizji. Mimo powszechnej niechęci do przedmiotu prawa, jest ono niezbędne, aby zawód dziennikarza wykonywać zgodnie z „regułami” (i własnym sumieniem). Podobnie z ekonomią i jej podstawami – też rzecz obowiązkowa.

Na dziennikarstwie mówimy o świecie. Poszerzamy horyzonty ludzi kochających bycie na bieżąco z najnowszymi wiadomościami ze świata. Uczymy się chociażby literatury, której autorami są wybitni powieściopisarze zagraniczni. Z przyjemnością równą degustacji białej czekolady, wróciłem do „Ojca Chrzestnego”, którego fanem jestem od ładnych paru lat. Jednocześnie poznawaliśmy bestsellery – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Stephen King, Raymound Chandler, Robert Ludlum, Pat Conroy… Szczególnie ten ostatni jest autorem powieści, w której odnalazłem samego siebie.

Czasami wprost nie potrafię uwierzyć, że jestem studentem. Droga do tego statusu była długa, wyboista, pełna ostrych zakrętów i dziur. Niekiedy zahaczałem na jej krawędź, za którą swoją bezkresną ciemną otchłań roztaczała przepaść… Wielokrotnie balansowałem na tej granicy, jeżdżąc na moim motocyklu z jednym kołem i próbując utrzymać równowagę. Kłopoty sprawiała pochyłość – mniejsza lub większa. Zawsze wracałem jednak na środek drogi.

Już w liceum czułem ten magiczny przedsmak studiowania. Grono dojrzałych przyjaciół, spotkania z ludźmi mającymi poglądy bliskie moim oraz wspaniała kadra nauczycieli. Przepiękny, trzyletni okres życia, zwieńczony zdaną maturą. Przyzwyczajenie sprawia, że dziwnym wydaje się być koniec nauki w liceum. Powracam pamięcią do tamtego kwietniowego dnia, za każdym razem roniąc przynajmniej jedną łzę. Wręczając świadectwa ukończenia szkoły średniej, nasza wychowawczyni nie potrafiła ukryć wzruszenia. Liceum przeszło do historii.

Przez cały maj toczyliśmy batalię z egzaminem dojrzałości. Potem pięć miesięcy wakacji, przeplatane staraniami o przyłączenie do szeregów studentów jednej z kilku wybranych szkół wyższych. Padło ostatecznie na Lublin. I jestem z tego dumny.

KUL to nie jest tylko uczelnia z bogatą księgą osiągnięć. KUL to styl życia. I takim go zapamiętam.

The following two tabs change content below.
Michał Abramek

Michał Abramek

Pochodzący z prowincjonalnego miasta w województwie lubelskim student Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, założyciel Agencji Reporterskiej "PassionTV" oraz kanału "Bez Cenzury". Preferuje zamiłowanie do starej, dobrej muzyki, jaka bawiła starsze pokolenia, zapalony fan rocka progresywnego, hard rocka i muzyki awangardowej bez ustanku poszukujący nowych, ciekawych brzmień.