Wywiad z Krzysztofem Cugowskim

Artysta wyraźnie wpisany w historię polskiej muzyki. Krzysztof Cugowski. Niezwykły głos Budki Suflera, a co za tym idzie jeden z bohaterów pierwszej autoryzowanej biografii zespołu – „Budka Suflera – Memu miastu na do widzenia. Muzyka – miasto – ludzie”. Książka autorstwa Jarosława Sawica to nie tylko czyste fakty na temat zespołu; to sentymentalna podróż „za rękę” z Suflerami, w dobre i złe wspomnienia. Bez koloryzowania, bez gwiazdorzenia – po ludzku. Szczery i prawdziwy – taki też jest, wcześniej wspominany, Krzysztof Cugowski.

 

Angelika Cygal, Coś Nowego: Przywołam słowa Andrzeja Mogielnickiego, które pojawiły się w książce: „Jak parę razy próbowałem im napisać teksty po prostu zabawne, to bałem się że Cugowski po ich przeczytaniu zeżre kartkę z wściekłości […]”. Na ile te słowa obrazują Pana stosunek do twórczości?

Krzysztof Cugowski: To są oczywiste żarty. Gdyby Andrzej nie żartował, to by pewnie tego nie powiedział. Na pewno piszący teksty dla nas zawsze brali pod uwagę kto to będzie śpiewał. W związku z tym, że śpiewam w taki, a nie inny sposób, wkładanie mi do ust innego typu zdań i słów byłoby śmieszne. Jakbym zaczął śpiewać „Majtochy w grochy” to by ludzie się trochę zdziwili (śmiech). Wszyscy ludzie, którzy zajmują się pisaniem, biorą pod uwagę to, jakim jestem człowiekiem. W tym przypadku Andrzej trochę racji ma. Do jednej piosenki pisał tekst trzy razy, jak z nim przez telefon rozmawiałem, za drugim razem to on się tak wściekł, że rzucił słuchawkę. Potem zadzwonił i mówi tak: „Pamiętaj kurwa że to, to jest ostatnie!”.  I napisał wybitny utwór – „Martwe morze”. Jak się go dobrze przyciśnie i wejdzie mu się na tak zwaną ambicje, stworzy coś świetnego – tak jest z każdym z nas. Jak taki as coś napisał i dwa teksty były do chrzanu, to on już ten trzeci raz chyba nogami te słowa pisał. Myśmy mieli to szczęście, że od początku dostawaliśmy bardzo dobre prace, pisane przez Adama Sikorskiego. Adam jest takim człowiekiem, od którego jest trudno utwór wydobyć, natomiast ja konsekwentnie, jakąkolwiek płytę nagrywam, proszę go, żeby do jednej piosenki napisał mi słowa. Tak jak mówiłem, nie jest łatwo ten tekst wydobyć, ale przy jednym numerze to się jakoś udaje, przy całej płycie – to byłaby makabra. Uważam Adama za najlepszego tekściarza, którego teksty Budce i mnie w różnych sytuacjach udało się śpiewać. Jak dla mnie jest bezkonkurencyjny.

Rozmowę przerywa telefon. Krzysztof Cugowski: Między 10 a 14 wszyscy dzwonią. Wcześniej jest spokój, bo jeszcze śpią, a potem już siedzą pijani (śmiech).

Angelika Cygal, Coś Nowego: Utwory Budki często napełniają słuchaczy wzruszeniem, refleksjami – na scenie widzimy powagę. Pod koniec biografii autor, Jarosław Sawic, dziękuje Panu za „luz i blues”. Czym więc różni się Krzysztof Cugowski na scenie od Krzysztofa Cugowskiego poza nią?

Krzysztof Cugowski: Chyba zawsze jest tak, że aktorzy czy ludzie, którzy występują na scenie nigdy nie są na niej tacy jak prywatnie. Tak też jest w moim przypadku. Jest to rodzaj tarczy ochronnej przed publicznością. Co do okularów, w których występuję – jak zaczynaliśmy miałem kłopoty ze spojówkami, potem stwierdziłem, że okulary mają zostać. Nie jestem zwolennikiem bratania się z publicznością w stylu: „Jesteście fantastyczni! Kocham was tak, że zaraz się rozbiorę” – czego wielu wykonawców używa. Mnie to oczywiście nie przeszkadza, ale niekoniecznie ja chciałbym to robić. Jestem z publicznością troszkę na dystans, ale to tylko takie wrażenie. Bardzo szanuje ludzi, którzy przychodzą na koncerty i staram się dla nich zaśpiewać najlepiej, jak w danym momencie potrafię. Nigdy nie zdarzyły mi się ekscesy typu „pijany na scenie” – mam swoje zasady. Publiczność zapłaciła pieniądze, więc ja mam wykonać swoją pracę. Oczywiście, nie każdego dnia człowiek jest w takiej samej formie. To normalna rzecz, nie jesteśmy maszynami. Myślę, że przez te wszystkie lata słuchacze się już przyzwyczaili że: trudno jest taki jaki jest ale stara się (śmiech).

Angelika Cygal, Coś Nowego: Nawiązując do słuchaczy, czy kiedykolwiek spotkał się Pan fanatyzmem, który naruszył jakąś sferę prywatności?

Krzysztof Cugowski: Ja uważam, że te wszystkie opowieści o paparazzi, o tym, jak to musimy walczyć z tą potworną popularnością to mali ludzkie wykonują i opowiadają takie banialuki. Jestem tyle lat na scenie, że widziałem różne rzeczy i pod wieloma z nich nigdy bym się nie podpisał. Jestem jaki jestem i już na pewno się nie zmienię – w moim wieku ludzie się nie zmieniają, choćby nie wiem co. Przeżyłem różne natężenia popularności i absolutnie nigdy nie miałem problemów z niczym. Jak mnie ktoś zaczepi, żebym złożył autograf, to to jest wliczone w moje zajęcie, więc to nie jest dla mnie żaden problem.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Sukces to: celne wpisanie się w komercje, gusta ludzi czy stuprocentowe wyrażenie siebie?

Krzysztof Cugowski: To wszystko zależy od wykonawcy. Myśmy na szczęście zaliczyli wszystkie drogi, które mogą spowodować sukces. Nasze pierwsze dwie płyty były ogromnym sukcesem – i artystycznym i komercyjnym. Z komercją wtedy było tak, że nie myśmy decydowali o ilości płyt, która zostanie sprzedana tylko państwowa instytucja, która wyprodukowała 60 tys. sztuk naszej pierwszej płyty, 60. tys. drugiej i tyle. Można było wtedy sprzedać pół miliona egzemplarzy, bez większego trudu. Pierwsza płyta rozeszła się w ciągu jednego dnia. Nikogo wtedy nie obchodziło, czy ta płyta będzie sprzedana w takim czy innym nakładzie. To były inne czasy. Mnie w związku z tym nic nie dziwi – nie wpadam w euforię, nie jestem obrażony, nie płaczę. Przez te 50 lat wszystko już przeżyłem.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Śmiał się Pan, gdy na spotkaniu (chodzi o spotkanie promujące biografię zespołu mające miejsce 5 kwietnia w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Lublinie – przyp. red) pewien fan powiedział że rozpoczął Pan karierę solową w 2014. Czym różni się Pana solowa działalność od bycia wokalistą w ramach Budki Suflera?

Krzysztof Cugowski: To było dosyć śmieszne. W technicznym tego słowa znaczeniu, typu nagrania i koncerty to w niczym. Tylko inni ludzie.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Mentalnie czuje Pan różnice?

Krzysztof Cugowski: To na pewno. Przez ponad 40 lat naszego grania, nie ma się co oszukiwać – opatrzyliśmy się sobie nawzajem. Nastał więc idealny moment na to, żeby tę sprawę zamknąć. Byliśmy w pełni sił artystycznych, jako ludzie byliśmy absolutnie sprawni. Zagraliśmy piękną trasę, pożegnaliśmy fanów, jak nikt dotąd. Zakończenie – to nie była jednogłośna decyzja. Nadal uważam, że tak być powinno i tutaj także mamy szacunek publiczności, że zrobiliśmy to w taki sposób a nie inny. Jakbyśmy pograli jeszcze dwa lata, co by to zmieniło? Nic. Kiedyś i tak trzeba byłoby to zamknąć. Uważam, że myśmy jako zespół i jako zestaw ludzi wyczerpali możliwości twórcze. Moglibyśmy nagrać jeszcze 5 płyt , ale to nic by nie wniosło. Samo odcinanie kuponów, samo jeżdżenie na koncerty –  nie ma to sensu.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Nie czuje się Pan pod żadnym aspektem wybrakowany?

Krzysztof Cugowski: Zacząłem grać z różnymi ludźmi, w bardzo różnych konfiguracjach. Trochę zająłem się muzyką poważną, śpiewam klasykę – nie na co dzień, ale zdarza mi się. Występuje z wielkimi gwiazdami opery, z najlepszymi w Polsce orkiestrami symfonicznymi. Mam święty spokój. Robię co chcę.  Przez ostatnie trzy lata wspólnie z synami zagraliśmy wiele koncertów.  Mieliśmy grać dwa lata, graliśmy trzy (śmiech). To jeszcze nie koniec, bo 12 maja gramy koncert w Lublinie w Hali Globus. To, że gram z młodymi ludźmi, oni mają w głowie inne problemy niż ja, niż ludzie w moim wieku – to nie jest bez znaczenia. Tak, pracuję z młodymi ludźmi (śmiech) i oczywiście nic nie ujmuje swoim kolegom, bo jestem w ich wieku, a może nawet starszy. Z biologią nic się nie da zrobić.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Dorastał Pan w czasach mało sprzyjających rozwojowi, dzisiaj mamy nieograniczony dostęp do swoich potrzeb. Nie sądzi Pan, że to paradoksalnie zadecydowało o sukcesie?

Krzysztof Cugowski: Nie wydaje mi się, w tej chwili dostęp do rzeczy technicznych jest znacznie prostszy. Wszystko jest łatwe, w zasięgu ręki i gusta ludzi się zmieniły.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Coraz ciężej o ponadczasowe utwory trafiające do tak szerokiego grona pokoleń.

Krzysztof Cugowski: Ale przecież: Zenek i drugi taki Pan… Sławomir.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Chodzi mi o inny rodzaj muzyki…

Krzysztof Cugowski: Ale teraz nie ma żadnej muzyki.

Angelika Cygal, Coś Nowego: No właśnie…

Krzysztof Cugowski: Nikogo żadna muzyka nie interesuje.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Kiedyś też była taka komercja?

Krzysztof Cugowski: Też była komercja i też była muzyka. Były zespoły grające rzeczy komercyjne. Ale przy tym była bardzo duża ilość zespołów, które wykonywały naprawdę progresywny rodzaj muzyki rockowej – SBB, w pewnym momencie Niemen z zespołem. Pamiętam, jak graliśmy wspólny koncert z SBB w Chatce Żaka (kawiarnia studentów UMSC przy Akademickim Centrum Kultury w Lublinie – przyp. red.) to nie było żartów, to naprawdę był kawał muzyki. Teraz to po pierwsze na taką imprezę zaprosiliby Sławomira, a nie dwa takie zespoły. Bo po jaką cholerę ludzie mają się męczyć, słuchać takich niełatwych dźwięków i słów. Ludzie są wygodni, lubią łatwe rzeczy, proste, przy których nie trzeba się wysilać – bo po co. Podobno mamy tyle kłopotów na co dzień, a to jest nieprawda. Kłopoty na co dzień to były wtedy, ze wszystkim – każda rzecz, jaką się dotknęło była problemem. Dzisiaj mamy zupełnie inne czasy, inne rzeczy są istotne i tyle.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Jak Pan ocenia to zjawisko?

Krzysztof Cugowski: Nigdy nie powiem, że kiedyś to było „coś”, bo wyjdę na takiego zgreda co to zawsze mówi, że „kiedyś to były piękne czasy, a teraz jest wszystko do dupy”. Każda dekada się różni i to jest normalne. Nie mam do niczego pretensji, owszem mnie to dziwi, bo jestem człowiekiem starej daty, mam inne wartości i potrzeby niż ludzie młodzi. Ale nie mam pretensji, że to są jakieś „czasy straszne”, a wtedy było cudownie. Pamiętam, jak moi rodzice patrzyli z niemym przerażeniem na to co robię. Byli starszym pokoleniem i to był dla nich zupełny szok. Wszystko jest teraz tak jak trzeba, tylko dla współczesnych ludzi i  wszystko jest przeznaczone dla nich. Może nie dla mnie, ale ja się nie gniewam.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Odbiegnę od tematu. Jak Pan wspomina współpracę z Leszkiem Mądzikiem (założycielem Sceny Plastycznej KUL – przyp. red.)?

Krzysztof Cugowski: Leszek Mądzik robił dwa nasze teledyski, wtedy byliśmy w Egipcie. Tego typu rzeczy pokazują, jaka jest przepaść między tym, co można było wtedy zrobić, a tym, co można zrobić teraz, jakie były nakłady na teledyski, nagrania… Leszek jest wizjonerem, ma swoje wizje, nikt nie próbował nawet wchodzić w to, co on wymyślił. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę to, że jego wizje nie zawsze idą w parze z potrzebami komercyjnymi, bo on nie zajmuje się tego typu sprawami. Leszek to taki przykład, że kiedy robi się to, co się kocha potrafi się namówić publiczność do tego, by to zaakceptowała. Jego twórczość nie jest łatwa, przyjemna i wesoła. Swoją osobowością w jakimś sensie umie on zmusić ludzi do tego by usiedli, pochylili się nad jego pracami.

Angelika Cygal, Coś Nowego: Niedawno widziałam komentarz pewnego fana, zapytał: kiedy w Lubinie będzie ulica Budki Suflera.

Krzysztof Cugowski: Jeżeli miało by do tego dojść to chciałbym, żeby to było jak najpóźniej.

 

Rozmawiała: Angelika Cygal

The following two tabs change content below.

Angelika Cygal

Studentka I roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Rodowita Małopolanka. W Lublinie odkrywa siebie. Literatura, moda z wybiegów i ulicy, ludzie oraz historia - to to, co ją inspiruje. Podziwia wrażliwe brzmienia Artura Rojka. W życiu kieruje się hasłem Abrahama Lincolna: "Dyscyplina to wybór pomiędzy tym czego chcesz teraz, a tym czego chcesz najbardziej". E-mail: cygalangelika@gmail.com