Wyścig ważniejszy niż wynik

źródło: filmweb.pl
źródło: filmweb.pl

Kino francuskie do najłatwiejszych nie należy. Brak w nim hollywoodzkiego polotu wspieranego solidnym budżetem, a jedyne filmy, które odnoszą sukces na arenie międzynarodowej, stosują utarte schematy. Komedia, najlepiej z Depardieu w roli głównej, tudzież jakiś średni kryminał z Jeanem Reno gwarantują rozgłos i względny sukces. A co z filmami mniej komercyjnymi, poruszającymi trudne tematy? Do takich z pewnością należy Ze wszystkich sił, film o nauce akceptacji drugiego człowieka oraz walce z własnymi słabościami.

Najnowsze dzieło Nilsa Taverniera przedstawia historię niepełnosprawnego Juliena Amblarda, który chcąc zbliżyć się do ojca, wpada na pomysł wystartowania z nim w zawodach triathlonowych. Relacja, która, głównie z winy głowy rodziny, Paula, jest chłodna i zdystansowana, ma szanse stać się prawdziwą relacją ojca z synem.

Z filmem Taverniera jest pewien problem: od początku wiemy, że głównym bohaterom uda się wystartować w zawodach Iron Man. Rozwój akcji nie niesie więc napięcia i oczekiwania na kolejne wydarzenia, a pewność, że wszystko zmierza w jednym kierunku. Kwestią otwartą pozostaje to, czy uda im się ukończyć triathlon, jednak nawet ta pozorna niewiadoma nie jest w stanie przykryć początkowego rozczarowania.

Co więcej, Ze wszystkich sił jest dość przewidywalny. Twórcy postawili na łzawą historię, która ma wzruszyć,  pocieszyć i jednocześnie skłonić do refleksji. Jednak to nie przewidywalność wysuwa się na pierwszy plan. Największym atutem filmu, obok pięknych zdjęć, jest problem poruszony przez reżysera.

Oprócz Juliena i Paula pierwsze skrzypce w fabule gra matka i żona, Claire. Córka Amblardów, oraz przyjaciele rodziny są postaciami jedynie drugoplanowymi. Wspierający rodzinę i zawsze gotowi do niesienia pomocy nie mają większego wpływu na centralne wydarzenia. Claire z kolei początkowo stanowi pomost pomiędzy Pulem a Julianem. W miarę upływu czasu, gdy relacja między synem a ojcem wyraźnie się ociepla, Claire schodzi na drugi plan i z boku wspiera poczynania ukochanych mężczyzn. Postać grana przez Alexandrę Lamy idzie pod prąd nowoczesnym, genderowym trendom. Jest typową matką i gospodynią domu. Podczas długich okresów nieobecności męża, zajmuje się synem, poświęcając mu cały swój czas. Nie znajdując oparcia w Paulu, całą odpowiedzialność za rozwój niepełnosprawnego Juliena przyjmuje na siebie. Owocuje to ciągłym zmęczeniem oraz pretensjami do męża.

A co w tej historii robi Paul? Patrząc na jego początkową postawę można odnieść wrażenie, że jest typowym „ciepłym kluchem”. Pracuje daleko od domu, nie rozmawia z synem, tak jakby jego niepełnosprawność była największą porażką życiową ojca. Patrząc na przeszłość Paula, usłaną triumfami sportowymi i przekonaniem, że wszyscy wokół powinni być zdrowi i sprawni, można zrozumieć awersję do syna. Trudno jednak nie pozbyć się wrażenia, że ciężar ojcostwa go przygniótł i dopiero za sprawą zawodów triathlonowych powstaje z kolan. Wspólny wysiłek uzdalnia go do podarowania Julienowi tego, czego chłopakowi brakowało przez kilkanaście lat – obecności ojca.

Złożoność i ważność problemu to najważniejsze atuty filmu. Warto jednak pochwalić również grę aktorską. Szczególne uznanie należy się Fabianowi Heraudowi. Niepełnosprawny chłopak świetnie odnalazł się w gronie zawodowych aktorów i swoją postacią oddał trudną rzeczywistość, w jakiej znajdują się osoby poruszające się na wózku.

Trudno powiedzieć coś o muzyce z tego filmu. Jest na tyle przeciętna, że nie wpada w ucho, i na tyle dobrze skomponowana, że nie przeszkadza w odbiorze filmu. Twórcy Ze wszystkich sił dorzucili jednak mały prezent w postaci utworu Sail zespołu Awolnation. Świetnie dopasowany do akcji na ekranie wpada w pamięć i ułatwia pozytywny odbiór ścieżki dźwiękowej.

Jednym z największych atutów, wspomnianych już na początku, są zdjęcia. Ośnieżone francuskie Alpy, góry i doliny połączone z pomysłowym montażem mogą wprawić w zachwyt. Do tego scena przedstawiająca zawodników triathlonowych ruszających do morza, filmowana wysoko z góry i mamy prawdziwy majstersztyk.

Dla tych, którzy nie przepadają za kinem francuskim jest dobra wiadomość: film trwa tylko 1,5h. Ze wszystkich sił może okazać się dobrym pomysłem na spędzenie popołudnia w kinie. Szczególnie dla ojców i synów, którym film Taverniera udowodni, że w czasach, gdy promuje się egocentryzm oraz konieczność bycia najlepszym, są jednak wartości ważniejsze. Szczere relacje, poświęcenie i akceptacja, w przeciwieństwie do młodości i sportowej formy, nie przemijają, a mogą przekuć się na coś trwałego. Ze wszystkich sił pokazuje, że ojcowska relacja, choć trudna, może być również źródłem wielu radości. I to przesłanie jest w tym filmie chyba najważniejsze.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Gurmińska

Katarzyna Gurmińska

Studentka dziennikarstwa, wciąż poszukująca własnej drogi i możliwości rozwoju. Pasjonatka podróżowania, przy okazji licznych tułaczek, zawitała na kontynent Ameryki Południowej, który sprawił, że bezwarunkowo się w nim zakochała i marzy o ponownym spotkaniu z nim. Pomimo odwiedzenia wielu miejsc w Europie i zasmakowania w różnorodnych kulturach twierdzi, że najpiękniejszym miejscem na świecie jest… jej rodzinny Kazimierz Dolny. Uwielbia fotografować, a najlepiej odnajduje się w fotografii reporterskiej. Zakochana w sporcie, w wolnej chwili ogląda mecze piłki nożnej oraz wyścigi kolarskie, a przy sprzyjających warunkach jeździ na rowerze. Interesuje się historią Polski, szczególnie tą sięgającą czasów II wojny światowej.
Katarzyna Gurmińska

Ostatnie wpisy Katarzyna Gurmińska (zobacz wszystkie)