W poszukiwaniu szczęścia

what-is-happyBycie blisko to nasza naturalna i jednocześnie piękna potrzeba. Dzięki niej doświadczamy życia w jego pełnej okazałości. Bardzo często jednak nie potrafimy się zatrzymać, w wyniku czego nigdy nie udaje się nam zadowolić tym, co w danej chwili mamy. Osiągamy dany cel, po czym uświadamiamy sobie, że to chyba za mało. Mamy już coś, ale jeszcze nie ‘to’. Sięgamy zatem wyżej. Pragniemy więcej. Ciągle z nadzieją, że „wyżej” i „więcej” pozwoli nam rozsmakować się szczęściem w tej najprawdziwszej, najczystszej, stuprocentowej postaci. Taka przecież gdzieś na nas czeka. Utwierdzamy się w przekonaniu, że do posiadania jej wciąż nam czegoś brakuje. Jest dobrze, ale może być lepiej. Potem „lepiej” chcemy zamienić na „jeszcze lepiej”. Od „jeszcze lepiej”  w zasadzie niedaleka droga do „najlepiej”, dlaczego więc nie spróbować? Oczekiwania wciąż rosną, ale walczymy przecież o szczęście. Gra jest warta świeczki. Jesteśmy coraz bliżej.

Blisko, coraz bliżej…

Bliskość. W tym słowie kryje się całokształt i kwintesencja ludzkich pragnień, choć może nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Pragniemy być bliżej stanu spełnienia na każdej płaszczyźnie życia, co potocznie nazywa się właśnie szczęściem. Być bliżej komfortowego życia, kupić przestronne mieszkanie w centrum, żeby mieć blisko do pracy lub galerii handlowej.  Do tego dobry, szybki samochód, żeby bliżej było wszędzie tam, gdzie jest daleko. Być bliżej siebie samej/samego, by poznać prawdę o sobie, ale tak, by nie zatopić się w egoistycznej miłości własnej. Być bliżej nauki, szkoły, studiów – otrzymać dyplom z wyróżnieniem. Być bliżej przyjaciół, rodziny, ludzi wokół, bo nie można być przecież samotnym. Być bliżej marzeń i planów, obmyślając życie z najdrobniejszymi detalami, nie przewidując poprawek. Być bliżej miłości,  tak, by stracić dla niej głowę i serce, nie tracąc przy tym jej samej.

Być blisko, bliżej, najbliżej. To swego rodzaju cel, do którego nieustannie dążymy. A kiedy już go osiągniemy, urzeczywistnia się gorzka prawda. Jakże często im bliżej, tym dalej. Do czego? Do szczęścia.

Dlaczego czas na szczęście to czas przyszły?

Mamy nieodpartą tendencję do myślenia o szczęściu w kategoriach przyszłości, jak gdyby teraźniejszość i jej przeżywanie stworzone zostały wyłącznie do tego, by być środkiem do osiągniecia celu, do lepszej przyszłości, a nie celem samym w sobie. Życie mija w zastraszająco szybkim tempie, a my wciąż dążymy do tego, by było lepiej i bardziej szczęśliwie. Wyobrażenia o szczęściu urastają nieraz w naszych oczach do rangi czegoś tak magicznego, wspaniałego i pięknego, że wręcz nierealnego, mocno oderwano od tego, co może nam przynieść w darze rzeczywistość. A ona przynosi przecież tak wiele! Niestety, często trudno to dostrzec, balansując gdzieś pomiędzy nową dawką oczekiwań i starą porcją niezadowolenia z teraźniejszości.

„Potrzebuję… niepotrzebowania” czyli recepta na szczęście

Kilka dni temu natknęłam się na internetowy konkurs, w którym można było wygrać elegancką biżuterię. Jego zasady były bardzo proste. Wystarczyło dokończyć zdanie:

Potrzebuję…

6a017d3f96f2ed970c01a73d805e8c970dNa pierwszy rzut oka – banał, nic trudnego. Później, po dłuższej chwili namysłu, dochodzę do wniosku, że właściwie nie wiadomo, co można by napisać. Temat rzeka. W końcu tak wielu rzeczy potrzebujemy do szczęścia. Ciężko się zdecydować i jednocześnie przy tym zachować oryginalność. Przeglądam wypowiedzi konkursowe. Absolutnymi faworytami są: szczęście, miłość, spokój, ciepło, zrozumienie. Czytam dalej. Okazuje się, że potrzebne byłyby także: dwa miliony dolarów, czekoladki, masaż w SPA, hamak w środku zimy, złota plaża, palma z kokosami, chwila tylko dla siebie, magiczny przycisk, który spowalnia czas. I wiele, wiele innych.

Nie sposób przeczytać wszystkiego, więc zjeżdżam na sam dół. Moją uwagę przykuwa ostatnia wypowiedź konkursowa:

„Potrzebuję… niepotrzebowania, chociaż na chwilę, chociaż na moment. By móc całą sobą poczuć jak wiele tak naprawdę mam”.

No właśnie. Czy aby nie tego nam czasem potrzeba?

Dziś jest jutrem, którego oczekiwaliśmy wczoraj

Spróbujmy od czasu do czasu po prostu nie potrzebować więcej, nie chcieć być jeszcze bliżej. Zatrzymajmy się tu i teraz. Dostrzeżmy, to co mamy i doceńmy to. Spróbujmy z tego ułożyć własną definicję szczęścia.

Autor: Katarzyna Fronc

The following two tabs change content below.
Katarzyna Fronc

Katarzyna Fronc

Mam na imię Kasia. Kocham w swoim życiu parę rzeczy. Na pewno moje studia, czyli polonistykę. Kocham pisanie o wszystkim, co związane z kulturą, a więc o teatrze, filmie, literaturze, muzyce, a w zasadzie pisanie w ogóle. Kocham twórczość Henryka Sienkiewicza i Paulliny Simmons. Kocham grać na gitarze, śpiewać trochę też. Kocham niespodzianki, nowe wyzwania, piękne wspomnienia. Kocham jedzenie w duuużych ilościach 🙂 Interesuję się również muzyką chóralną. Najbardziej zaś kocham... kochać, to jest kwintesencja wszystkiego! 🙂