W kebabowym kole

 

Kebab, kebab, kebab… Zalana zwielokrotnioną ilością tego wpadającego w ucho, niezwykle prostego, składającego się z dwóch sylab słowa, ponawiam pytanie. W głowie kłębią mi się nieprzyzwoite myśli, lekkie zażenowanie. „Jesteście tacy monotematyczni”.  Prawie natychmiast je odrzucam. Zręcznie przechodzę do analizy atrakcyjności ów słowa. Wymawiam je w myślach z  przesadną emfazą.            Z chwilą rozchylenia warg kolejnego rozmówcy, tkwię w zawieszeniu, pragnąc wślizgnąć się, choć na sekundę, w jego mózg. Otrzymuję odpowiedź, którą tak bardzo chciałam odrzucić. Zgadnijcie jaką. Dokładnie – kebab. Zapętlam się w tym kebabowym kole.

Zastanówcie się więc jakie pytanie zadałam. Nie pytałam ani o ulubiony, ani o najczęściej występujący w Polsce fast food. Indagowałam, by dowiedzieć się, jakie skojarzenia rodzi w moich znajomych słowo „Turcja”.

Czy jestem zdziwiona w chwili, gdy 10/10 ankietowanych odpowiedziało, bazując na sprzedawanym przez migrantów z Turcji daniu? Raczej nie, choć myśląc o tym 2,5 razy większym od naszego państwie, oczyma wyobraźni widzę ciągnące się w nieskończoność, otulone słońcem stepy, drogi wzdłuż wybrzeży mórz: Egejskiego i Śródziemnego, gdzie, jak okiem sięgnąć, rozpościerają się gaje oliwne. Dostrzegam antyczne miasta, które nic nie mówiąc, opowiadają historię. Twarz staruszka, z którego to ust ulatuje wdzięczne, rozanielające wręcz „Salam Alejkum”. Słyszę turecką muzykę, jakże radosną. Na jedną chwilę poszerzam nozdrza, by zatopić się jeszcze raz w zapachu przypraw na stambulskich bazarach. Czuje lepkość na moich palcach, zlizując z ich koniuszków miód wylewający się z baklawy. Naturalnie, wyobrażam sobie także zapach i smak kebaba. Ale nie takiego, o jakim teraz myślicie. Prawdziwego, tureckiego kebaba.

To, co nazywamy kebabem w Turcji, to ręcznie formowane, nabijane na szeroki, żelazny szpikulec oraz grillowane mielone mięso, przypominające znane wszystkim szaszłyki. Kluczowym elementem wpływającym na smak dania i sprawiającym, iż jest on nie do podrobienia, jest dodatek tureckich, niezwykle aromatycznych przypraw. Uwierzcie mi – spróbujecie, a wypełniona mięsem i zalana sosami bułka już nigdy nie dostarczy takiej przyjemności waszym podniebieniom.

Kebab, z jakim mamy do czynienia w Europie to Döner. Spotykany w Turcji na każdym kroku. W stan osłupienia wprowadzić może nie tylko jego wielkość, ponieważ bywają monstrualnych rozmiarów, sposób podania – kawałki mięsa odkrawane są za pomocy gigantycznych „maczet”, smak – nigdzie nie jadłam lepszego, ale przede wszystkim cena – porównywalna (czasem niższa) do butelki piwa kupionego w sklepie – dylemat wielu studentów rozwiązany!

Wiecie już, jak wygląda sprawa z kebabem w Turcji. U nas to danie tak zeuropeizowane, że Azjaci przyjeżdżający na wycieczkę do Niemczech są przekonani, iż jest to niemieckie danie narodowe! Rekomenduję wybrać się poza granice naszego kontynentu, by skonfrontować się ze wspaniałą turecką kulturą, a przy okazji skonsumować najlepszego kebsa w waszym życiu.

 

 

The following two tabs change content below.

Dominika Tworek

Czarny humor. Biała rasa. Chaos poszukujący porządku.

Ostatnie wpisy Dominika Tworek (zobacz wszystkie)