„Tym razem nie musi być szybko” – Szybcy i wściekli 7


7651452.3Przesłanie zawarte w tytule wziął sobie do serca reżyser James Wan i oprócz zaprezentowania typowych dla serii Szybkich i wściekłych akcji, zaakcentował bardzo wyraźnie wątek rodziny. Coś, co przewijało się przez wszystkie części, w siódmej ma swoje apogeum. Dostajemy więc doskonałe i uczuciowe kino akcji.

Akcja Szybkich i wściekłych 7 ma miejsce zaraz po finale szóstej części i bezpośrednio nawiązuje do Tokio Drift (czyli nie do końca dobrze postrzeganej trzeciej części serii). Głównym przeciwnikiem zespołu Toretto jest brat Owena Showa – Deckard (Jason Statham), który mści się za skrzywdzenie swojej rodziny. Już w pierwszej scenie rządny zemsty Show demoluje szpital i zabija wszystkich znajdujących się tam agentów. Później w widowiskowej potyczce nieludzko wręcz tłucze Hobbsa (Dwayne Johnson) i wysyła go do szpitala. Następnie zabija Hana i próbuje wysadzić w powietrze Dominica z rodziną, co kończy się fiaskiem. Jego tropem rusza Toretto, który najpierw udaje się po ciało zmarłego przyjaciela do Tokio. W stolicy Japonii spotyka Shauna Boswella. Jest to niewątpliwy plus produkcji, ponieważ w końcu udało się połączyć Tokio Drift z pozostałymi częściami Szybkich i wściekłych. Po powrocie do USA Dominica odnajduje Pan Nobody (Kurt Russel) i proponuje układ. Jeśli Toretto odzyska dla niego „Oko Boga” – program szpiegujący, to on pomoże mu znaleźć Showa. I tak w wojnę pomiędzy Deckardem, a zespołem Toretto włącza się jeszcze rząd USA.

Film-Review-Furious-7

Główny wątek jest pełen akcji, ale znajduje się w nim również miejsce na dobrze wyeksponowane motywy poboczne. Tęsknota za adrenaliną Briana, czy odnajdywanie siebie przez Letty (Michelle Rodriguez) to tylko kilka z nich. Po tylu częściach można byłoby odczuwać zmęczenie rozterkami bohaterów, ale scenariusz Chrisa Morgana sprawia, że wszystko przeżywamy na nowo.

Oprócz widowiskowych scen walki (gdzie kości i mięśnie są z kevlaru, a ściany i meble co najwyżej z tektury), dostajemy dopracowane sceny pościgów. Wszystko na najwyższym poziomie, także absurdu. Bo jeśli skaczące samochody z poprzednich części były szczytem nierealności, tak tu dostajemy latające auta. Nie mogło zabraknąć również odpowiednika sceny z poprzedniej części, w której Toretto skacze przez autostradę, by złapać Letty i ląduje na przejeżdżającym samochodzie. Tym razem w roli głównej wystąpił Brian uciekający po ciężarówce oraz ratująca go z opresji Letty. Takich scen w najnowszej części mamy sporo. Jest na co popatrzeć, jest się czemu dziwić, ale taka jest konwencja serii. Jeśli ktoś spodziewa się realizmu i przestrzegania praw fizyki, powinien obejrzeć Teorię Wszystkiego zamiast Szybkich i Wściekłych.

cars-drop-from-a-plane-in-first-action-packed-fast-and-furious-7-trailer

Tokio, USA, Abu Zabi – z każdego miejsca, do którego docierają/dojeżdżają/dolatują bohaterowie dostajemy bardzo ładne, szerokie kadry, miłe dla oka. Szczególny zachwyt budzi scena z Abu Zabi, w której auto kierowane przez Dominica, przelatuje przez trzy oszklone budynki. Nie zabrakło świetnych ujęć amerykańskich ulic, które przypominają, że właśnie od nich wszystko się zaczęło. Całość filmu doskonale uzupełnia ścieżka dźwiękowa, charakterystyczna dla serii. Brian Tayler idealnie połączył energiczną i nostalgiczną muzykę, która każdej scenie dodaje emocji.

furious-7

Ponad dwie godziny filmu mijają nam błyskawicznie. Nie ma przestojów, nie ma dziur w scenariuszu, znajduje się nawet czas na przemówienia Toretto, wyznanie Letty, czy deklarację Briana. Są też żarty i przekomarzania Teja oraz Romana. Widać, że cała ekipa doskonale bawiła się przy kręceniu poszczególnych scen. Mamy więc mnóstwo plusów, ale są też minusy. Na pewno jednym z nich jest marginalizacja Hobbsa i Letty, a także kilka uproszczonych scen, które wymagały dopowiedzenia. Są to jednak niewielkie rysy na tle tak doskonałego widowiska.

Film oprócz akcji jest nacechowany emocjonalnie. Czuć to bardzo wyraźnie podczas odbioru i niewątpliwie stanowi o sile obrazu. Tragiczna śmierć Paula Walkera na chwilę zatrzymała produkcję – nie było wiadomo, czy bez filmowego Briana O`Connera uda się ukończyć film. Wtedy głos zabrał Vin Diesel i zapowiedział, że dokończy Szybkich, bo tego chciałby Paul. Walkera zastąpił jego brat, komputerowo została jedynie nałożona twarz zmarłego aktora. W ten sposób udało się dokończyć siódmą cześć serii. I była to na pewno dobra decyzja. Ostatnie sceny filmu są hołdem nie dla aktora, ale dla członka rodziny. Rodziny Toretto, ale również rodziny filmowej Szybkich i wściekłych. Finałowa piosenka Wiz Kalify i Charliego Putha See You Again, połączona ze zdjęciami Paula Walkera ze wszystkich części serii wywołuje u odbiorcy wielkie poruszenie.

The following two tabs change content below.