„Tworząc undergroundową muzykę, znalezienie fajnego labelu nie jest obecnie łatwe” – wywiad z Iventem

InventMłody artysta, który jednak ma już spore doświadczenie i rozeznanie na polskim i zagranicznym rynku muzycznym. Gość Coś Nowego – Ivent. 

Dla wielu czytelników jesteś jeszcze postacią anonimową. Z początku ośmielę się poprosić o odpowiedź na pytanie: co łączy Ciebie i Kanye West’a?

Tak, zapewne oboje mamy tracki z KRS-One. Jest też remixer Lunice, który dołożył swoje 3 grosze zarówno do „Hey You” jak i „Yeezusa”.

Jak nawiązaliście współpracę?

W przypadku KRS-One była to sprawa wymagająca cierpliwości, dogadywanie tego collabo trwało ponad pół roku i polegało przede wszystkim na mailowaniu i rozmowach telefonicznych z menadżerami. Do samego końca nie wiedziałem, czy mi się uda. Z perspektywy no-name bez solidnego zaplecza w postaci budżetu, czy dużego labelu nie było to łatwe zadanie. Początkowo liczyłem na to, że KRS-One dogra refren do utworu, a skończyło się na tym, że zajarał się bitem i otrzymałem 24 taktową zwrotkę. Z remixerami natomiast było dużo łatwiej, bo utrzymywaliśmy kontakt przez dłuższy czas, z Lunicem jeszcze z czasów świetności Myspace.

Co do labelu, coraz częściej słyszę o U Know Me i co raz więcej artystów decyduje się na współpracę z nimi. Co Ciebie skłoniło by im zaufać?

U Know Me Records to moim zdaniem najciekawszy polski label wydający szeroko pojętą muzykę elektroniczną. Każdy z artystów UKM cechuje się oryginalnym brzmieniem. Poza tym, co jest dla mnie bardzo ważne, wytwórnia przywiązuje wiele uwagi do formy i jakości wydawanej muzyki – większość płyt jest dostępna na winylu oraz cechują się one świetnym artworkiem.

Japonia, Niemcy, Wielka Brytania. To kraje, w których jeszcze będzie można zdobyć krążek, liczysz po cichu na jakiś „międzynarodowy” sukces?

Wiadomo, każdy chciałby mieć jak największe grono słuchaczy oraz grać więcej za granicą niż w kraju. Dla mnie sporym sukcesem jest już wprowadzenie projektu, jakim jest „Hey You” w życie oraz pozytywny feedback, który nadal otrzymuję.

Jesteś absolwentem Burn Studios; jak się tam znalazłeś i jak wspominasz czas spędzony na Ibizie? 

Od samego początku żartowałem, czy Ibizę traktować jako wakacje, czy coś w rodzaju wyjazdu służbowego. Wszystko polegało na warsztatach muzycznych oraz zawieraniu nowych znajomości, czyli tak naprawdę ciągłe obcowanie z muzyką i ludźmi oraz doskonalenie się – czysta przyjemność.

To dosyć egzotyczne miejsce, dało się przenieść coś stamtąd do polskich realiów?

Uważam, że muzyka obecnie nie zna granic. Kultura klubowa Ibizy inspiruje, jest bowiem bardzo ciekawym zjawiskiem pełnym różnych skrajności estetycznych. W Polsce brakuje jedynie większego zaangażowania odbiorców w muzykę, czekam na sytuację, kiedy większość ludzi będzie chodziło do klubu przede wszystkim po to, żeby posłuchać danego DJ’a, czy Live Act’u.

Masz sporo wspólnego z kulturą hip-hopową, zarówno przeszłość jak i teraz poprzez połączenie house’u z rapem. Jak oceniasz naszą scenę, kogo słuchasz, kogo polecasz?

Przede wszystkim nie jestem zwolennikiem ograniczania się do konkretnych gatunków, jak coś brzmi dobrze to nieistotne jest to, czy nazywa się to housem, rapem, disco, czy muzyką bassową. Jeśli już miałbym się skupiać na polskim rapie, to wymienić mogę zespół Rasmentalism, PRO8L3M i projekt Niewidzialna Nerka. Obserwuję też uważnie poczynania JNR’a, mega ciekawy rookie.

Myślałeś aby pójść w kierunku producenta związanego stricte ze sceną hip-hopową i współpracy z kimś?

Jeśli kiedyś spotkam kogoś z kimś dobrze się dogaduję oraz uzupełniam, to czemu nie, absolutnie nic nie chcę wykluczać. Na pewno jednak nie będę ograniczał się tylko do hiphop’u.

Czy w Twoim przypadku będzie można mówić o jakimkolwiek teledysku, a coś mi się obiło o uszy.

Tak, jesteśmy w trakcie robienia zdjęć do „Hey You”. Nie chcę mówić, kiedy będzie premiera klipu, ale można będzie liczyć przy okazji na więcej niespodzianek z tym związanych.

Grałeś między innymi na Opene’rze, Cke, Free From, czy Coke Live. Który wspominasz najlepiej i stoi na najwyższym poziomie?

Przez te kilka lat grania miałem przyjemność wystąpić na naprawdę różnych eventach; od małych, kameralnych klubokawiarni po tzw. big room’y i festiwale. Chyba nie potrafię wskazać mojego ulubionego typu imprezy, a już na pewno nie żadnej konkretnej. Wiadomo, zdarzają się lepsze i gorsze, ale przede wszystkim liczy się interakcja i wymiana energii z publiką oraz innego rodzaju aspekty ‚pomagające’ imprezie, np. dobre nagłośnienie. Swój urok mają zarówno gigi dla 50 osób jak i duże festiwale. Jedyne, czego nie lubię i w praktyce nie robię, to tzw. chałtury – nigdy nie potrafiłem grać tego, czego zwyczajnie nie lubię, zależy mi na jakości setów.

)

Jaka jest dzisiaj różnica, jakie są plusy i minusy, pomiędzy „wydawaniem się samemu” a współpracy z wytwórnią? Ty zdecydowałeś się na drugą opcję.

Wytwórnia przede wszystkim dba także o aspekty promocyjne, co zwiększa zasięg materiału oraz wyręcza tym samym z „nieartystycznej” roboty. Mając wszytko na swojej głowie, jest to zdecydowanie więcej do zrobienia. Tworząc undergroundową muzykę, znalezienie fajnego labelu nie jest obecnie łatwe, scena jest w pewnym sensie przesycona, co znacznie utrudnia moim zdaniem nawiązanie samego kontaktu z ciekawą wytwórnią, szczególnie jeśli jest ona zagraniczna. Zdecydowanie wolę wydawać w wytwórni, niż na własną rękę, chociaż mam w planach wrzucenie kilku numerów do sieci jako „free download”.

Pewna „niezależność” od labelu, ludzi, powiązań jest w muzyce elektronicznej ważna?

Niezależność jest o tyle fajna, że nikt nic artyście nie dyktuje, muzyka broni się sama. Poza tym w parze z niezależnością idzie moim zdaniem jedna z najważniejszych cech artysty – autentyczność. Stąd jest już prosta droga do budowania legendy.

Kto jest dla Ciebie prywatną legendą, kogo cenisz, podpatrujesz?

Zawsze ceniłem sobie osoby cechujące się oryginalnością, stąd uwielbienie do takich postaci jak Eli Escobar, Dilla, Azari&III. Od jakiegoś czasu bardzo uważnie śledzę Beautiful Swimmers oraz znaczną cześć releasów wytwórni Future Times i L.I.E.S. Zdecydowanie ciężej znaleźć coś ciekawego na scenie stricte DJskiej. Bardzo lubię styl starych The Allies, czyli A-Trak, Craze i Klever, chociaż to, co obecnie grają jest raczej ciężkie do słuchania… Zawsze bliski mi był też DJ Spinna. To, co wyżej wymieniłem, to tylko mały procent moich inspiracji, zbyt dużo ciekawej muzyki już się pojawiło, żeby zamknąć temat w jednej wypowiedzi.

Oprawą graficzną projektu zajął się Forin, z tego co wiem – współpracował z Pezetem, W.E.N.Ą, O.S.T.R. Chyba nie musiałeś go długo namawiać? Dlaczego akurat On?

Forin podszedł do pracy z dużym entuzjazmem, podjął bardzo udaną próbę wizualnego odzwierciedlenia muzyki, co przy złożonej koncepcji EP nie było prostym zadaniem. Bardzo zależało mi na tym, żeby Grzesiek był odpowiedzialny za  artwork. Od długiego czasu jestem zadeklarowanym fanem jego prac, nie mogłem chyba lepiej trafić w przypadku tak ważnego dla mnie wydawnictwa, jakim jest „Hey You EP”.

Z tego co mi wiadomo – pochodzisz z Koszalina. Mieszkałeś tam do matury, później gościłeś w Poznaniu. Jak Twoje miasto rodzinne, najmłodsze lata odbiły się na tym, czym się teraz zajmujesz? Skąd/od kogo czerpałeś „zajawkę” jako młody chłopak?

Mimo tego, że Koszalin nie zalicza się do metropolii, to na brak inspiracji nie mogłem narzekać. To miasto ma nawet nieźle rozwiniętą scenę. Na samym początku podpatrywałem takie osoby jak DJ Kostek, którego funkowe sety przeszły do legendy. Bardzo ważnym dla mnie miejscem jest Plastelina, klub w którym szlifowałem skillsy oraz poznawałem elektronikę, house i inne gatunki muzyczne, nadal bardzo chętnie tam wracam. Z Koszalinem związanych jest wiele ciekawych osobistości, Burn Reynolds, Zaju, Tom Mosler, TopCut, Weedjet, NASA, HO::LO (brand produkujący torby z banerów, odkąd pamiętam silnie wspiera kulturę klubową), BlaBla, czy ZGR, długo można byłoby wymieniać. No i jak już wspomniałeś, później miałem kilkuletni epizod poznański, a od niedawna mieszkam w Warszawie.

Istnieje jakiś system, możliwość wspierania w Polsce młodych twórców/dj-ów?

Najłatwiej jest chyba dzielić się wzajemnie promówkami i grać w setach rodzimą muzykę, to chyba najbardziej zwraca uwagę. Poza tym jakość zawsze prędzej czy później zostaje doceniona.

Istnieje jakaś szkoła producencka w kraju?

Z tego co się orientuję to nie, ale od czasu do czasu organizowane są różnego rodzaju warsztaty związane z podstawami np. Abletona, czy spotkania z uznanymi producentami z zagranicy w ramach RBMA. Jest za to szkoła djska, Falcon i Kebs ruszyli w Warszawie ze SpinLab, gdzie prowadzą kursy poświęcone nauce skreczu, dogrywaniu cutów i mixowaniu.

Są jakieś złote zasady, wskazówki – chociażby od Ciebie dla tych którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z tego typu muzyką?

Przede wszystkim trzeba być w tym, co się robi autentycznym, rozwijać się i zawsze dążyć do wyznaczonego przez sobie celu oraz nie patrzeć na innych, ale jednocześnie śledzić trendy. Wszyscy, którzy gdzieś zaszli i wywarli silny wpływ na scenę, wyróżniali się głównie oryginalnym stylem.

W takim razie dziękuje za rozmowę i życzę powodzenia!

Dzięki ogromne! Niech Słońce świeci nad wami zawsze!

The following two tabs change content below.
Mateusz Grzeszczuk

Mateusz Grzeszczuk

Dziennikarz telewizyjny i radiowy, poeta i instruktor harcerski. Członek Chełmskiej Grupy Literackiej ''Lubelska 36'' i Inicjatywy Dworzec Wschodni. Wydał dwie książki poetyckie ''Z brakiem czasu'' (Chełm 2011) i ''Anatomie'' (Lublin 2012). Publikował w ogólnopolskiej prasie i magazynach kulturalno-literackich. Wolontariusz Ośrodka ''Rozdroża'' i Międzynarodowego Festiwalu Awangardy Muzycznej ''Kody''. Współorganizator Międzynarodowego Konkursu Fotograficznego ''Teatr w obiektywie'' w ramach spotkań SANS, lubelskich spotkań poetyckich ''Peron Poezja'' oraz Ogólnopolskiego Festiwalu ''Przestrzeń Literacka'' Chełm 2013. Prowadzi bloga ''Podsłuchalnia'' na którym zamieszcza rozmowy ze znanymi i inspirującymi osobowościami.