…to jest najlepsze połączenie: PRACA, KTÓRA BAWI… SMILE!

IMG_4671Kabaret Smile podczas tegorocznego Kabaretonu  rozbawił publiczność do łez. Michał Kincel, Paweł Szwajgier i Andrzej Mierzejewski po raz kolejny pozwolili ze sobą porozmawiać. Nie zabrakło śmiechów, nuty refleksji i sympatycznej atmosfery. O tym „czy jest w domu kakao” i nie tylko – Kabaret SMILE!

Asia Łukasiewicz: Jaka jest polska publiczność, jest może wymagająca? Jak to jest występować przed nami?
Michał: Na pewno jest trochę łatwiej niż przed ludźmi z Negalu, bo oni nas nie rozumieją. Po prostu fajna jest.
Andrzej: Fajna jest publiczność, ale coraz bardziej wymagająca, a ponieważ jest bardzo dużo kabaretów i ludzie już dużo widzieli. W związku  z tym coraz trudniej ich zaskoczyć, bo są wyrobieni, ale to dobrze!
Paweł: Ale też mają potrzebę odłączenia się od rzeczywistości i poszybowania z nami podczas występu, gdzieś w jakieś inne zakątki.
Andrzej: Coraz łatwiej im przychodzi śmiać się z samych siebie – to dobrze. Publiczność jest, więc wymagająca, ale bardzo życzliwa przy tym.

Asia: A łatwiej jest rozśmieszyć studenta, czy osobę starszą?
Andrzej: Dla nas coraz bardziej osoby starsze.
Paweł: Tak, osoby starsze, bo studenci coraz częściej żyją już internetowymi memami i śmiesznymi serwisami; to ich bardziej bawi niż kabaret ale nie narzekamy, bo też przychodzą i też się bawią. Jest po prostu lekki podział.
Andrzej: Natomiast ja osobiście wolę grać dla rożnej publiczności a nie tylko dla studentów chociażby. Z tego względu, że studenci zawsze mają ten sam wiek, a my się starzejemy i mamy inne problemy. Mamy rodziny, mamy dzieci i przenosimy to na scenę. A, że tak powiem, studenci niekoniecznie wiedzą, o czym mówimy.
Michał: Mają inne problemy!
Paweł: Mają rodziny ale gdzieś.
<zbiorowy śmiech>
Andrzej: Gdzieś albo by jak najdalej ta rodzina była, no i tak to wygląda. Jak zaczęliśmy bardzo wcześnie i robiliśmy studencki kabaret – taki stricte – to byliśmy w stu procentach z tematami razem ze studentami. A teraz się gdzieś tam rozmywamy.
Michał: Ale wtedy nikt nas nie rozumiał.
Andrzej: Tak, dokładnie, nie mieliśmy znów publiczności starszej. A wolimy mieć publiczność dojrzałą, chociażby z powodów ekonomicznych. Student nie zawsze ma na bilet, żeby przyjść <śmiech>.
Michał: Ale przyjdzie na darmówkę.
Andrzej: <śmiech> albo na darmówkę.
Michał: Ale jest jeszcze jedna opcja, w Wolbromiu nie ma uczelni wyższej i gdybyśmy grali dla studentów, to nie moglibyśmy zagrać w Wolbromiu.

IMG_4603

Asia: A jest jakaś sfera społeczna, której nie „wyśmiewacie”? Bo polityki nie ruszacie. To jak to jest?
Andrzej: Oj wiele jest takich sfer, są to tematy tabu. Raczej nie ruszamy tego.
Michał: Wyznajemy taką zasadę, którą wyznaje większość polskich kabareciarzy. Jeżeli na widowni siedzi jedna osoba, którą mogłoby coś obrazić, bądź urazić, to tego nie robimy.
Andrzej: Tak, tu już jest nasza granica. Oczywiście nie wiemy tak naprawdę, jak jest tysiąc osób na widowni, czy kogoś dało się urazić czy też nie. Natomiast stawiamy sobie taką granicę, żeby dawać do myślenia, by podać do dyskusji jakiś temat.
Michał: Tak, żebyśmy byli wobec siebie w porządku.
Andrzej: Tak, wobec siebie. A powiedziałaś ,,wyśmiewać”. Może nie chcemy wyśmiewać, ale zwrócić uwagę w pewien śmieszny sposób na naszą mentalność czy sposób bycia.
Paweł: Tak, mamy np. skecz o przemocy w rodzinie, gdzie za ścianą sąsiad bije swoją żonę, ale to nie znaczy, że śmiejemy się z tego, że on ją bije, tylko zwracamy uwagę na jakiś problem społeczny.
Andrzej: Bardziej nam nie podoba się to, że po prostu ktoś słyszy i nie pójdzie pomóc tej kobiecie. Ktoś mógłby powiedzieć: „ale fajnie, że wyśmiali” i z tegp tego wniosek, że fajnie bić żonę…
Paweł:  Wierzymy jednak w inteligencję widza.

Asia: A czy był taki skecz, który zaczęliście, ale stwierdziliście, że jednak to nie to. Albo któryś z was nie zgodził się w nim zagrać? Była taka trudność?
Andrzej: Nie, zgodził nie, bo nie wychodzi taki skecz, że mamy z tym problem.
Michał: Był jeden numer.
Andrzej: A nie, nie zgodził zagrać to jest inna rzecz niż skecz, który nie wyszedł, bo takich kilka było.
Paweł: Ale raz mieliśmy, np. taki skecz, że do dwóch sąsiadów pijących herbatę przychodzi papież i gadają z nim sobie i…
Andrzej: To był w ogóle skecz na Ryjek robiony – nieoczekiwana wizyta.
Paweł: …i tak gadaliśmy sobie, …
Michał: Według mnie PEREŁKA!
Paweł: …czy grać ten skecz, bo niby tam jest papież i tak nie wiadomo do końca. I jak tak gadaliśmy, uniknęliśmy na trzy centymetry czołowego zderzenia przy 120 km/h…
Andrzej: Tak, a za nami samochód miał czołówkę, a my mu uciekliśmy
Paweł: …i tak pomyśleliśmy: może to jest ten znak…
Andrzej: <śmiech>
Paweł: …no i nie zagraliśmy tego skeczu od tamtej pory.

Asia: To prawda, że w waszym kabaretowym zespole tylko Michał potrafi śpiewać?
Andrzej i Paweł zgodnie: NIE!
Andrzej: To my uczymy Michała. Przyglądamy się, jak będzie taki moment, że będzie coś nie tak, chociaż nutka fałszu <śmiech>, to zmiana.
Paweł: Tak.
Andrzej: <śmiech> do boksu.
Michał: Tak, sam byłem świadkiem, jak Andrzej instruował Beatę Kozidrak.
Andrzej: Tak, dokładnie, udzielam lekcji ale nie wychodzę na scenę z tym, bo …
Michał: A Paweł świetnie śpiewa, ale zazwyczaj mu się nie chce.
Paweł: Ale to jest tak samo, jak Jacek Cygan. On jest doskonały, jest zbyt doskonały, żeby śpiewać.
Andrzej: Tak!
Michał: Wyobrażacie sobie, żeby śpiewał swoje piosenki?
Paweł: No bez sensu.
Michał: To by były hity nad hitami… a już są hitami!
Paweł: Właśnie, po co robić hit nad hitami?

IMG_4640

Asia: Jak to jest z waszą inspiracją, kto nią jest? Inne kabarety? Czerpiecie od nich jakieś pomysły, podpatrujecie coś?
Andrzej: Życie! Ale nie podpatrujemy, bo to początek końca by był. Natomiast śledzimy, bo to się zmienia bardzo szybko i żeby nie dublować pomysłów. Myślę, że przez tyle lat już jakąś swoją drogę i swój rodzaj humoru wydeptaliśmy, a jeszcze będziemy to zmieniać wielokrotnie, bo nasze głowy są otwarte i my jesteśmy otwarci na różne pomysły – czasami nawet wymagające technologii, czy nie wiadomo czego – i cieszymy się, że te pomysły są.

Asia:  A co jeśli ktoś czerpie inspirację z waszych skeczy?
Michał: Pytanie czy kopiuje nasz skecz, czy czerpie inspirację. Jeśli czerpie inspirację to bomba, my mieliśmy na naszej życiowej drodze tak fajnie, że pomógł nam jeden kabaret z Lublina – taki dosyć doświadczony – tam było dwóch braci i taki gruby.
Andrzej: <śmiech>
Paweł: I nadal jest!
Michał: I nie czerpaliśmy inspiracji, natomiast pomogli nam wielce.
Andrzej: I też na pewno nas ukształtowali. Ja na pierwszym występie kabaretu na żywo na jakim byłem, to był kabaret Dno i kabaret Ani Mru Mru, to było jeszcze w liceum.
Paweł: A jeśli ktoś czerpie inspiracje z tego co robimy, to super, co innego jak zżyna, kopiuje, to dla nich źle.
Andrzej: Tak, najczęściej to jest widoczne na jakichś przeglądach amatorskich kabaretów. To jest dziwna sytuacja, bo nie podoba nam się to na scenie. Z drugiej strony rozumiemy, bo my tak samo zaczęliśmy w liceum – grając skecze Dudka i Moralnego Niepokoju.
Michał: Ale nie jechałeś na przegląd z tym.
Andrzej: No nie jechałem, to racja, bo to w szkole gdzieś tam sobie było. Ale zawsze mówimy: róbcie swoje, szukajcie swojego. Może, niech ten nasz skecz da wam taką energię i odwagę wyjścia na scenę, ale potem jakby odrzućcie to i róbcie swoje.

IMG_4664

Asia: Wspomnieliście o Ani Mru Mru, a czy po tym jak niedawno ukazała się ich książka, to też pojawił się i u was taki pomysł, że może i wy?
Michał: Ja przeczytałem tę książkę już i dla mnie, znającego to życie i ten świat, ta książka jest po prostu nudna. Ja uważam, że my, jako my, nie bylibyśmy w stanie nic ciekawszego zaproponować czytelnikom, bo tak naprawdę nasze życiowe drogi, pomimo tego że odległe w latach, są bardzo podobne, bo wszyscy to przeżywaliśmy co oni przeżywają, bo tak jest po prostu. Dramat artysty w tym kraju.
Andrzej: Albo szczęście
Michał: Tak, albo szczęście.
Paweł: Ja od wielu lat chcę napisać jakiś kryminał ale nie mam czasu.
Michał: Tak, chyba, że w taką stronę. Bardzo nas jara to, że kiedyś może uda się zrobić jakiś scenariusz filmu, sztuki albo musicalu. To jest dla nas dużo fajniejszy problem niż pisanie o sobie.

Asia: A kabaret jest nadal przyjemnością, czy już obowiązkiem?
Andrzej: Cały czas.
Paweł: Cały czas obowiązkiem…
<zbiorowy śmiech>
Andrzej: Dbamy o to, bo są takie momenty wypalenia. W ciągu roku pojawia się urlop, nie przesadzamy z graniem, bo to widz zabiera energię z Ciebie i to dobrze.
Paweł: I później od razu po takim urlopie widzimy na nowo w sobie świeżość.
Michał: Tak zwaną chuć grania.
Andrzej: Jak wszystko się wypośrodkuje to jest bardzo fajnie, natomiast dalej to nas bawi, cieszy i tak będziemy to utrzymywać, żeby tak było, bo to jest najlepsze połączenie: PRACA, KTÓRA BAWI!

IMG_4523

Asia: A dogadujecie się ze sobą przy pisaniu i robieniu skeczy?
Andrzej: Dogadujemy się, każdy ma jakieś swoje zdanie, każdy coś rzuci i później są z tego jakieś wnioski. Nie było tak,  że…
Michał: Nie pojawia się veto…
Andrzej: Nie było tak, że nie i NIE!
Michał: Pojawia się głosowanie – 2:1 zazwyczaj.
Paweł: I jak mamy jakieś wątpliwości, czy coś jest dobrze czy nie, to zagramy to raz i publiczność zweryfikuje od razu.
Michał: I zawsze się staramy żeby być między sobą w porządku.
Andrzej: Natomiast nie mieliśmy takiej sytuacji, bo nawet nie wyobrażam sobie skeczu, gdzie nagle jeden mówi kategorycznie NIE i nie wyjdzie na scenę, bo mu się to nie podoba,  a dwóch gra, bo to nie wpłynie dobrze na zespół.
Michał: I gra, gra, gra i Andrzej no chodź.
<zbiorowy śmiech>

Asia: „Czy jest w domu kakao?”, skecz o Marilyn Mansonie –  skąd ten pomysł?
Andrzej: Napisaliśmy go na Ryjka. To skecz na temat „Ostatnia noc” i jakoś tak wpadło, w zasadzie nie pamiętam jak, ale pamiętam, gdzie go wymyśliliśmy, w którym miejscu to było.
Michał: Gdzie?
Andrzej: Tzn. widzę salę, ale…
<zbiorowy śmiech>
…to od tego tematu wychodziliśmy
Paweł: Czyja ostatnia noc i co później – poranek. Np. mamy też doświadczenie takie, jak wracamy z nad morza, z trasy – nocą, amfiteatr tam i 3 tysiące ludzi i rano siadamy po całonocnej podróży i są normalne teksty: Śmieci musisz wynieść.
Michał: Kiedy przyniesiesz mi ten parasol…
Andrzej: Ja to bym nazwał taki dzień łosia z tej publiczności, z tych świateł z tego wszystkiego na domowo.
Michał: Ooooo i o tym też Marcin pisał w tej książce.
Andrzej: Taki normalny dzień, bo jestem normalnym człowiekiem i takie przejście. Jednego dnia: autografy, zdjęcia, jesteś w telewizji, a na drugi dzień idziesz z dzieckiem na spacer i jeszcze musisz pomyśleć, żeby w piwnicy porządek zrobić.
Michał: I z celebryty do robola.
<śmiech>
Andrzej: Nie, to źle brzmi – do normalnego życia.
Paweł: A raz się zdziwił mój sąsiad, kiedy zobaczył mnie przy bloku, jak wyrzucałem śmieci do dużego śmietnika i tak: „Kurde, to Pan też śmieci wyrzuca?”. A ja tak, że no jakoś się nie rozpływają same…
Andrzej: A ostatnio też jeden Pan był bardzo zdziwiony, że mam dzieci i też taka sytuacja…
Ta praca ma dużo plusów i minusów, ale ważna jest pokora. My nie mieliśmy tak, że zrobiliśmy jeden program i nagle „truuuf” i…
Paweł: Jak to „truuuuuuuuu”? Jak ona to napisze, Andrzej?
<zbiorowy śmiech>
Michał: Wystrzelicie!
Andrzej: …i wypikowaliśmy w górę. Po prostu dzięki ciężkiej pracy z programu na program było lepiej, tak mówią i publiczność i krytycy. I wiemy, jaka to jest droga i ciężka praca.

IMG_4616

Asia: A może były sytuacje takich natarczywych fanów czy nieco szalonych?
Andrzej: Oj, często po alkoholu. To nie jest taka granica między widzem, a nami, jak np. aktor a widz.
Michał: Tam jest ,,proszę Pana” a tu ,,Siemaaaa”.
Andrzej: …ale my też poruszamy takie tematy dotyczące ich.  Jesteśmy zabawni, ziomale.
Paweł: Chłopaki z sąsiedztwa.
Andrzej: I tak nas ludzie traktują i w sumie słusznie, ale jak się pojawia alkohol, to już w ogóle.
Michał: Często też jesteśmy przyjaciółmi tych ludzi, chociaż w ogóle się nie znamy i czasami to bywa miłe.
Paweł: Czasami my jesteśmy ich przyjaciółmi, a oni naszymi nie są…
Michał: …często to jest bardzo miłe, ale zdarzają się i takie mocniejsze rzeczy.
Andrzej: Ale to sporadycznie, rzadko raczej.

Asia: A taka miła sytuacja, która ostatnio wam się przytrafiła?
Michał: A ostatnio mieliśmy taką sytuację. Na maila naszego napisała pewna Pani, że dzięki temu, że jesteśmy i że robimy to, co robimy jej jest łatwiej przejść bardzo ciężką chorobę. Po czym przypadkiem spotkaliśmy się z tą Panią w Katowicach – jak się okazało była na naszym występie. Otrzymaliśmy od niej list z takim podziękowaniem: dziękuję wam chłopaki, nie wiem, czy to przez to, że mam dzięki wam dobry humor ale wyniki mi się poprawiły.  I to było bardzo miłe, aż ciary idą.
Andrzej: I to jest coś takiego właśnie.
Michał: Że chcesz to robić dalej i niesie to za sobą pewien bagaż, no nie wiem jak to nazwać.
Andrzej: No pomocy.
Michał: Odpowiedzialności.
Paweł: I warto też dodać, że scena, mimo że kabaretowa – śmieszna, to i tak ciągnie za sobą dużą odpowiedzialność. Jak się wychodzi na tę scenę  to warto, żeby nie zmarnować czasu widzom.

Asia: Dziękuję za rozmowę! 🙂
IMG_4713

The following two tabs change content below.

Joanna Łukasiewicz

.