Szukam mieczy: stalowego i srebrnego. Gerlat z Rivii

Sezon-burz_(1)„Strzeżcie się rozczarować, bo pozory mylą. Takimi jakimi się wydają być rzeczy są rzadko, a kobiety nigdy.” Pozornie kolejna książka o Wiedźminie i to wydana 14 lat po ostatniej części sagi o Biały Wilku może być traktowana jako reklama i zapowiedź gry Wiedźmin 3: Dziki Gon. Jednak nic bardziej mylnego, „Wiedźmin. Sezon burz” to powieść, która przypomina, dlaczego Andrzej Sapkowski uważany jest za króla polskiego fantasy.

Dwadzieścia lat temu poznaliśmy Geralta z Rivii, mutanta, który mimo wielkiej chęci obojętności zawsze mieszał się w przeróżne konflikty. Wyuczony  w Kaer Morhen odmieniec, krążąc po świecie ratował ludzi od wszelkiego rodzaju potworów. Od Ostatniego Życzenia, aż po Panią Jeziora Wiedźmin przekonywał się o tym, że największe zło wcale nie czai się w ciemnych lasach, jaskiniach, czy nieuczęszczanych traktach, lecz w ludzkich sercach.

Nie inaczej jest w najnowszej powieści Andrzeja Sapkowskiego. Oczywiście pojawiają się tu: aguara, idra, wodjanoj, teriantrop, czy ogrotroll, ale największym zagrożeniem są właśnie ludzie.
Wszystko zaczyna się w Kereck – krainie rządzonej przez króla Belohuna. Wiedźmin trafia tam by odpocząć. Niestety zamiast zbierać siły w przytulnej oberży już pierwszej nocy trafia do aresztu. Tam też traci swoje miecze: stalowy i srebrny. Zostaje również wplątany w intrygę, w której główną rolę będą odgrywali czarodzieje, a wśród nich piękna rudowłosa Lytta Neyd.

Wiedźmin ma jeden cel: odzyskać miecze, bez których czuje się niemal bezbronny. Pomaga mu przy tym jego wierny przyjaciel, poeta Jaskier. Jednak jak to z Geraltem bywa, jedna sprawa pociąga za sobą kolejne i kolejne. I tak przyjdzie mu zmierzyć się z czarodziejem, dla którego życie ludzkie nic nie znaczy. Spotka lisicę, która dla porwanego dziecka jest w stanie zrobić wszystko, a także wplącze się w królewską intrygę. A przecież on chce tylko odzyskać wiedźmińskie miecze, których cena wywoławcza to 1000 koron.
Fabuła nowego Wiedźmina jest świetnie skonstruowana. Każdy następny rozdział wciąga nas coraz mocniej w XII – wieczny świat, w którym największym dobrem jest władza, a ludzie tylko wyglądem różnią się od potworów. Ze znanych postaci, obok Jaskra występuje również Yennefer, która mimo, że pojawia się na krótko, pozostawia za sobą woń intrygi, namiętności i uczucia.

Humor, lekkość, ukryte metafory i porównania, doskonała narracja. To wszystko było w poprzednich siedmiu częściach opowieści o wiedźminie i jest również w ósmej.  Przy typowo żartobliwych fragmentach: „Robię się chyba popularny, pomyślał Geralt splatając ręce na piersi. Zbyt popularny. Może ufarbuję włosy? Albo ogolę się na łyso”, znajdują się te, w których tkwi mocna prawda „Bo zawsze będzie istniała ciemność. Zawsze będzie rozpanoszone w ciemności zło, zawsze będą w ciemności kły i pazury, mord i krew. I zawsze będą potrzebni wiedźmini.” Ale właśnie do tego przyzwyczaił nas Sapkowski. Jego Geralt jest ironicznym, twardo stąpającym po ziemi półczłowiekiem, który nie zawaha się narazić swojego życia i zdrowia, gdy tylko ma okazję pomóc człowiekowi. Może właśnie dlatego tak bardzo go lubimy, bo każdy z nas chciałby mieć odwagę i siłę, by postępować tak jak on.

Andrzej Sapkowski stworzył doskonały persquel Ostatniego życzenia. Umiejscowił akcję przed odczarowaniem strzygi, córki króla Foltesta, dzięki temu nie czujemy się zagubieni w historii Geralta. Wszystko układa nam się logicznie w całość, tak, że kończąc Sezon burz możemy śmiało zaczynać Ostatnie życzenie. Nowy Wiedźmin na pewno nie rozczaruje starych fanów, a młodym da nowe spojrzenia na Wiedźmina. Krótko mówiąc warto było czekać te 14 lat. Jednak to nie koniec, bowiem „Historia trwa, (…)  Historia nie kończy się nigdy”.

The following two tabs change content below.