Starość byłaby piękna

Bycie aktorem jest nie lada wyzwaniem, ale najważniejsze to mieć wsparcie najbliższych i czas na realizację pasji. O tym, jak wszystko ze sobą pogodzić, a także o spektaklu „Czworo do poprawki” w rozmowie z Marcinem Korczem.

 

Klaudia Bzducha, Coś Nowego: Zakończył się spektakl „Czworo do poprawki”, który premierowo wystawiliście
w Lublinie, w Centrum Spotkania Kultur. Co miał on przekazać widzom?

Marcin Korcz: Ja, w całej sytuacji jestem żołnierzem, nie jestem dowódcą, więc nie chcę się bawić w założenia. Po prostu przyjeżdżam wykonywać swoją pracę. Mam wytyczoną drogę i to robię. Nie chcę bawić się w teoretyzowanie. To jest licentia poetica (przyp.wolność twórcza i poetycka). Tu każdy, według własnego uznania będzie to interpretować. Dla jednego była to tylko komedia, dla drugiego – coś zupełnie innego. Jestem aktorem, nie teoretykiem teatru.

K.B: Mówisz, że przyjechałeś tutaj, by wykonać swoją pracę. Dlaczego aktorstwo? W młodości trenowałeś przecież długodystansowe biegi przełajowe.

M.K: Mój tata jest nauczycielem WF-u, dlatego ja byłem zarażony miłością do sportu. W dalszym ciągu oczywiście się to utrzymuje. Uprawiam różne dyscypliny, próbuję wszystkiego (śmiech). Jedne przypadają mi do gustu bardziej, inne mniej. A aktorstwo? To chyba taka chęć żyłki showmana. To tak grubo nazwane, ale nigdy nie miałem problemu, by wyjść na scenę i prowadzić apel itd. Dodatkowo, to pewien zbieg okoliczności. Moment, gdy miałem decydować o wyborze swojej drogi życiowej, sprawił że, spróbowałem rozwijać się w tym kierunku. By dostać się do Szkoły Aktorskiej w Łodzi, przygotowywałem się przez 2 lata, jeżdżąc do Katowic, do Studia Aktorskiego Doroty Pomykały. Efektem tego było dostanie się do Szkoły, a potem potoczyło się to wszystko, jak lawina.

K.B: Chciałam powiedzieć, że dostałeś się do Szkoły za pierwszym razem i to jest naprawdę niezwykłe.

M.K: Będąc na drugim roku, mogliśmy obserwować te egzaminy. Prawda jest taka, że z tysiąca tych kandydatów, którzy starają się dostać na pierwszy rok, zaledwie 30-40% jest przygotowanych. Z tego, predyspozycję do zawodu ma 60%. Wychodzi tak, że zostaje 200 osób, pomiędzy którymi toczy się rywalizacja. Z tej całej liczby, 150 osób to kobiety, a 50 to mężczyźni. Prawdopodobieństwo, że przyjmą mężczyznę, który się przygotował i ma predyspozycję, są stosunkowo duże. Oczywiście, pojęcie predyspozycja do zawodu, jest bardzo szerokie. Ty obserwując człowieka wiesz, czy on się do tego zawodu nadaje czy nie.

K.B: Teraz jesteś aktorem teatralnym i telewizyjnym – czy znajdujesz czas na ten sport, zainteresowania?
M.K: Ja w ten sposób odpoczywam. Nie umiem odpoczywać inaczej, niż przez uprawianie sportu. Ten sezon jest fatalny, bo nie miałem czasu na odpoczynek. W tamtym roku, bardzo dużo uwagi poświęciłem na kitesurfing, pływanie. Zwłaszcza na Półwyspie Helskim czy za granicą. Obecnie właśnie te dwie dyscypliny są mi najbliższe i je najczęściej uprawiam.

 

K.B: Dwa lata temu brałeś udział w programie „Taniec z Gwiazdami”, gdzie udało Ci się dojść do półfinału. Jak wspominasz ten program?

M.K: Jestem pokoleniem, które wychowało się na „Tańcu z Gwiazdami”. Jak byłem mały to oglądałem pierwsze edycje. Wtedy wygrywał Olivier Janiak. Dla mnie to było świetne przeżycie. Jak dostałem propozycję, to praktycznie się nie zastanawiałem. Tym bardziej, że mam predyspozycje taneczne, bo wszyscy u mnie w rodzinie tańczą. Ja kiedyś chciałem być tancerzem zawodowym. To co powiedziałem wtedy w programie było prawdą, to nie było manipulowane (śmiech). Mając te „plecy”, nie wahałem się, by wziąć w tym udział. To naprawdę fantastyczna przygoda. Trochę uzależniająca pod względem ilości adrenaliny, którą Ci wstrzykuje do organizmu. Live to niesamowite napięcie, presja. Jak przywykniesz do tego, jaka jest Twoja rola, cel w tym show, to można się tam super bawić.

K.B: Czytałam, że Twoja babcia Zosia, była największą fanką.

M.K: Zocha jest w ogóle fantastycznym człowiekiem. Jakby każdy na starość, zachowywał się tak jak ona, był tak pozytywnie nastawiony, to starość była piękna.

K.B: Bycie aktorem to życie w ciągłym biegu, udział w wielu wydarzeniach. Ciebie mimo to, ciężko spotkać na ściankach. Dlaczego unikasz tego świata show biznesu?

M.K: Ja uwielbiam swój zawód. To sprawia mi dużo radości. A te wszystkie okoliczności, gdzie muszę iść na ściankę po premierze filmu, to trauma. Mam z tym duży problem. Nie wiem nawet dlaczego, ale nie interesuje mnie to. Mam wystarczająco dużo pracy, kolejnych propozycji, że nie potrzebuję chodzić na ścianki, by być jeszcze bardziej rozpoznawalnym. Na razie tego nie potrzebuję, a zobaczymy co będzie dalej.

K.B: Gdybyś miał wybierać między teatrem a telewizją – na co byś się zdecydował?

M.K: Pół roku temu, powiedziałbym, że zdecydowanie film, serial, ponieważ pewna powtarzalność mnie denerwuje. Jak już robię coś ponad 50 razy, to wpadam w irytację, bo już mi się nie chcę. To znaczy, zawsze staram się szukać nowości, odkrywać coś innego. Odbijam się od teatru dramatycznego, gdzie jestem na etacie. Prucie się, jeżdżenie po skrajnie różnych emocjach, bardzo dużo kosztuje. Serial czy film, to pewna koncentracja tu i teraz. Ewentualnie masz doubla lub dziewiętnaście doubli, bo tak też się zdarza. Ale jest to praca, której później już nie powtarzasz. To jest konkret. Zrobiłem teraz dwie komercyjne rzeczy (przyp. „Czworo do poprawki” i „Ślub doskonały” w Teatrze Kwadrat), które dają mi dużo radości. Ten świat aktorski, w którym tkwię, mało daje zwrotu. Jak np. matematyk, który obliczy 2+2 to wyjdzie mu 4. Wtedy jest sukces, bo on wie, że coś dobrze zrobił. U nas tego nie ma. Od zawsze jest to subiektywna ocena widza. Ty nigdy nie wiesz czy dobrze zagrałeś, czy ta praca przez Ciebie włożona, ma sens. Te dwa projekty komercyjne są nastawione na to, by widza rozbawić. Jeśli on się śmieje, to jest jak 2+2, które daje 4. Tutaj masz tę stopę zwrotu, bardzo szybko. Na ten moment mojej kariery, to mi się podoba.

K.B: Zagrałeś w swoim życiu już wiele ról, m.in. w serialu „Przyjaciółki”, „Rodzina Zastępcza” czy teraz w „O mnie się nie martw”. Którą z tych ról najlepiej wspominasz?

M.K: W każdej było coś, co mi się bardzo podobało. Uwielbiam występować w „Przyjaciółkach”. Trochę jest już tego dużo, bo 13 sezonów. Dagmar to czysty wygłup. Idę na plan, krzyk: „kamera – akcja” i rżnę głupa. Lubię to robić (śmiech). Rozumiem tę postać bardzo wnikliwie. Lubię się bawić tekstem, często go zmieniam. Od samego początku pracuję tylko z Anitą Sokołowską. My się nawzajem bardzo lubimy i to się przełożyło na naszą współpracę. Dużo radości mam również, grając Pawła Radeckiego w serialu „O mnie się nie martw”. Obecnie jest go trochę mniej, ale to lepiej, bo w poprzednim sezonie miałem bardzo dużo pracy. Na tę radość składa się również to, że tutaj mam dobrych partnerów, dogadujemy się z reżyserami, materiał jest różny. Nie znaczy to, że on jest zły, bo cały czas trzyma poziom, tylko czasem niektóre wątki trafiają do Ciebie bardziej, a niektórych do końca nie rozumiesz. Przyjaźnimy się z Olą Adamską, więc to dla nas obojga, duża frajda wygłupiać się, kłócić.

K.B: Na koniec chciałabym zapytać – gdybyś mógł życzyć sobie czegoś na nadchodzący czas, co by to było?

M.K: Tak stricte zawodowo?

K.B: Zawodowo, prywatnie – pełna dowolność (śmiech)

M.K: Mam dużo rzeczy, ale co tak najbardziej (śmiech). Chciałbym mieć jeszcze werwę, żeby się rozwijać, by nie osiadać na laurach. To znaczy nie mówię, że to robię, ale często mówię sobie, że dobrze byłoby coś zrobić, ale zrobię to za miesiąc. A chodzi o to, by tego nie było. Starzeje się i pewne rzeczy będą przychodzić trochę dłużej, później. Na przykład, jeśli chodzi o język angielski. Mówię w języku komunikatywnym, ale gdybym chciał aplikować o pracę w filmach zagranicznych, to obawiam się, że mógłby się tutaj pojawić problem. A bardzo by mi się marzyło, wziąć udział w takiej produkcji.

K.B: Dziękuję bardzo za rozmowę.

The following two tabs change content below.
Klaudia Bzducha

Klaudia Bzducha

Studentka II roku. Interesuje się muzyką i kulturą. Od niedawna próbuje swoich sił w fotografii. Kontakt: klaudia.bzducha@gmail.com
Klaudia Bzducha

Ostatnie wpisy Klaudia Bzducha (zobacz wszystkie)