Spotlight w Dolby Theatre – Oscary 2016

12782146_1138686429514712_1425136564_nGodzina 1, minut 50, ciemna noc dookoła. Mam już zapas gorącej herbaty, czekoladę, koc i odpalony Canal+. Już za chwil kilka rozpocznie się wyczekiwana przez wszystkich fanów kinematografii gala – 88 gala rozdania Oscarów. Jak co roku, mimo zmęczenia, wytrwale oglądałam wręczanie statuetek najlepszym twórcom filmu. Podziwiałam też piękne kobiety i przystojnych mężczyzn, znanych nam z wielkiego ekranu, którzy pozowali w ekskluzywnych kreacjach na czerwonym dywanie.

Ceremonia wręczenia Oscarów rozpoczęła się około godziny 2.30 czasu polskiego. Wcześniej mogliśmy podziwiać gwiazdy zbierające się w Dolby Theatre. W tym roku, oprócz relacji Canal+, zainteresował mnie również profil The Academy na Snapchacie, gdzie ukazywały się urywki z czerwonego dywanu. I tak mogliśmy dostrzec chociażby Eddiego Redmayne’a, który miał przepięknie skrojoną marynarkę, ciekawie dopasowaną do spodni w innym odcieniu. Cieszę się, że nie wziął przykładu z granej przez siebie roli i wybrał coś bardziej męskiego. Pierwszą osobą, która rzuciła mi się w oczy na czerwonym dywanie była Cate Blanchett. Aktorka założyła długą suknię, w kolorze lazurowego morza. Dół sukni naprawdę był piękny, przypominał morską bryzę pokrytą kwiatami. Oczywiście znalazły się na niej również kryształki podobne do porannej rosy. Górna część sukni była ładnie skrojona. Cate prezentowała się olśniewająco i można stwierdzić, że wyglądała jak milion dolarów (nie po raz pierwszy). W ubiegłym roku moją największą uwagę zwróciła Lady Gaga, która miała na sobie przepiękną białą suknię uzupełnioną o rękawiczki z czerwonej skórki. W tym roku niestety jej kreacja mnie zawiodła. Artystka założyła coś w stylu kombinezonu, również w kolorze bieli. Kreacja była jednak dość oryginalnie skrojona i nie do końca trafiła w mój gust. Przepięknie natomiast prezentowała się Charlize Theron. Aktorka, która w tym roku niestety nie otrzymała nominacji (choć niesłusznie, bo jej rola w Mad Max: Na drodze gniewu była rewelacyjna), założyła klasyczną, czerwoną suknię, z głębokim dekoltem. Całość uzupełniła o długi srebrny wisior. Od klasycznej czerwieni odeszła natomiast Jennifer Lawrence. Aktorka nominowana była za rolę w filmie Joy. Tym razem postawiła jednak na czerń, a jej suknia składała się z koronki i tiulu. Nie była to zbyt udana kreacja, mi osobiście przypominała ptasie upierzenie. Zachwyciła mnie natomiast Brie Larson, gwiazda filmu Pokój, która założyła długą granatową suknię, piękną w swej prostocie. Proste, puszczone do tyłu włosy dodawały jej dziewczęcego uroku. Warto wspomnieć o nienominowanej w tym roku, ale obecnej na gali Jessice Albie. Aktorka wyglądała niczym helladzka księżniczka w prostej białej sukni, z grubym czarnym pasem. Całość uzupełniła o wielki złoty łańcuch, który idealnie komponował się z krojem sukienki. Były również dwie przedziwne kreacje, które mi osobiście się nie podobały: żółta sukienka Alici Vikander (która przypominała mi trochę ubiegłoroczną, nieudaną kreację Keiry Knightley) oraz czerwona Gwen Stefani. Obie panie moim zdaniem wyglądały tandetnie. Na koniec komentarza  z czerwonego dywanu muszę wspomnieć o wspaniałej filmowej parze: Kate Winslet i oczywiście Leonardo DiCaprio. Kate z roku na rok jest coraz piękniejsza. W tym roku na galę oscarową założyła długą, czarną, błyszczącą suknię, bez ramion, której jedynym charakterystycznym elementem było zawinięcie z lewej strony. Natomiast Leonardo postawił na klasykę: czarny garnitur, biała koszula, mucha… ach, co za przystojniak! Aktorzy na wspólnym zdjęciu komponowali się idealnie.

oscary fot

Czas przejść do samej gali. Rozpoczął ją oczywiście prowadzący – Chris Rock. Komik miał nie lada zadanie, ponieważ w ubiegłych dwóch latach Ellen DeGeneres oraz Neil Patrick Harris postawili mu wysoko poprzeczkę. Widzowie oczekiwali naprawdę wiele, Rock jednak trochę ich zawiódł. Jako prowadzący nie wymyślił nic oryginalnego. Nawet powielił pomysł Ellen ze sprzedawaniem pizzy, sprzedając ciastka. Szkoda, że nie zrobił sobie selfie, np. z Leonardo. Motywem przewodnim 88 gali stał się rasizm, który był tam wepchnięty trochę na siłę, ze względu na to, że w tym roku nie było ciemnoskórego nominowanego do nagrody. Powtarzanie na każdym kroku jednak tego, że czarni mają takie same prawa jak biali mogło spowodować u widzów mdłości, zwłaszcza o tak późnej porze. Niesamowicie ciekawy był natomiast pomysł na przyznanie Oscarów dla filmów animowanych. Krótkometrażowy film został nagrodzony przez… Minionki. Długometrażowy natomiast przez jubilatów – Toy Story. Będąc przy animacjach muszę napisać, że jestem przeszczęśliwa, iż nagrodę za najlepszy długometrażowy film animowany otrzymał W głowie się nie mieści. Tak dobrej animacji dawno nie było, a morał przypomina stare, piękne bajki Disneya.

Jeśli chodzi o nagrodzone filmy, w tym roku poziom był bardzo wyrównany. Naprawdę ciężko było wytypować jakikolwiek film, zwłaszcza w głównej kategorii. Tegorocznym wielkim wygranym był bez wątpienia Mad Max: Na drodze gniewu. Pomimo, że nie zdobył Oscara w głównej kategorii, zmiótł konkurencję, zwłaszcza w kategoriach technicznych. I tak całkowicie zasłużenie wygrał statuetkę za: najlepszą charakteryzację, najlepszy dźwięk, najlepszy montaż dźwięku oraz najlepszą scenografię. Oprócz tego, choć trochę było mi szkoda Kopciuszka, który był bardzo bliski memu sercu, Mad Max zgarnął statuetkę za najlepsze kostiumy. Nie mogę jedynie pogodzić się z jedną nagrodą, w której pokonał Big Short: najlepszy montaż. Uważam, że film Adama McKaya bardziej zasłużył na tę statuetkę, ponieważ dawno nie widziałam tak ciekawego montażu w filmie. Właśnie Big Short był moim faworytem w tej kategorii. Film o kryzysie ekonomicznym triumfował natomiast jako najlepszy scenariusz adaptowany, całkiem zasłużenie.

Poważnym kandydatem do Oscarów był w tym roku film Zjawa. Co prawda nie zyskał on tyle nagród co Mad Max, ale otrzymał aż trzy statuetki, w tym dwie w najważniejszych kategoriach, a jedną w kategorii technicznej. I tak po raz drugi z rzędu Oscara odebrał Alejandro González Iñárritu. Uważam jednak, że nie zasłużył tym razem na nagrodę. W ubiegłym roku kibicowałam mu całym sercem, uważałam bowiem, że Birdman był absolutnym arcydziełem. Zjawa natomiast w mojej ocenie miała wiele niedociągnięć, na które tak szanowany reżyser nie powinien sobie pozwolić. Myślę, że statuetkę w tej kategorii powinien zdobyć również Adam McKay za Big Short. Zjawa zdobyła Oscara także za zdjęcia. Nie ma co ukrywać, obrazy w filmie były piękne. Choć dla mnie oczywiście to było za mało. Uważam, że o wiele lepsze fotografie były w Nienawistnej ósemce Quentina Tarantino i to właśnie ten film był dla mnie faworytem do tej nagrody. I choć Emmanuel Lubezki jest wielkim operatorem i zawsze tworzy perełki niesmak pozostał. No i najważniejsza nagroda za Zjawę. Zupełnie niespodziewanie Oscara otrzymał Leonardo DiCaprio za najlepszego aktora pierwszoplanowego. Byłam wzruszona. DiCaprio niewątpliwie zasłużył na tę statuetkę po tylu latach. Traktuję to bardziej w kategorii całokształtu i chęci ucięcia internetowych spekulacji, jakoby Akademia nie lubiła DiCaprio. Uważam, że rola Leonardo w Zjawie nie była wybitna. O wiele bardziej zasłużył na tę statuetkę dwa lata temu za Wilka z Wall Street. Wpływ na taką kolej rzeczy mogła mieć również słaba konkurencja. Pomimo tego, że Matt Damon bardzo dobrze zagrał w Marsjaninie, film ten przeszedł niezauważony podczas tegorocznej gali (choć również niezasłużenie). Mówiono, że dużą konkurencją dla DiCaprio był Eddie Redmayne. Ja uważam jednak, że Redmayne w Dziewczynie z portretu zagrał identycznie jak rok temu w Teorii wszystkiego, za którą otrzymał już Oscara. Jakiekolwiek nie byłyby powody przyznania DiCaprio statuetki, niewątpliwie cieszy ona wszystkich fanów aktora i Oscarów. Aktor zasłużył również na otrzymane podczas gali „standing ovation”.

                                            

Oprócz Big Short po jednej statuetce otrzymały: Most Szpiegów, Dziewczyna z portretu, Pokój, Nienawistna ósemka oraz Ex Machina. Za rolę w Moście Szpiegów Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego otrzymał Mark Rylance. Odniosłam wrażenie, że tylko i wyłącznie po to, żeby ten film zdobył jakąkolwiek nagrodę. Uważam bowiem, że o wiele bardziej na tę statuetkę zasłużył Tom Hardy za rolę w Zjawie. I choć nie podobał mi się, aż tak ten film sądzę, że Hardy zagrał nawet lepiej niż DiCaprio. Poważnym konkurentem do tej nagrody był również Sylvester Stallone. Myślę, że wszyscy fani Rocky’ego Balboa liczyli na to, że Stallone otrzyma Oscara chociażby za całokształt i odbije sobie tym samym otrzymywane przed laty za tę rolę Złote Maliny.

Dziewczyna z portretu zatriumfowała w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa, którą została całkowicie zasłużenie Alicia Vikander. Swoją grą przyćmiła (oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa) pierwszoplanową rolę Eddiego Redmayne’a. Była moją faworytką w tej kategorii i cieszę się, że otrzymała Oscara.

Brie Larson zdobyła Oscara w kategorii najlepsza aktorka pierwszoplanowa za rolę główną w Pokoju. Ona również była moją faworytką. Żałuję tylko, że Pokój nie otrzymał więcej statuetek, ponieważ był genialnym filmem, „niestety” bez takich kontrowersji jak to miało miejsce w przypadku „najlepszego filmu 2016”.

Nienawistna ósemka nie jest najlepszym filmem Quentina Tarantino. Mimo wszystko jednak został doceniony przez Akademię za najlepszą muzykę oryginalną. Szkoda mi tylko trochę, że Gwiezdne wojny nie doczekały się wyróżnienia. Uważam, że za tak charakterystyczną ścieżkę dźwiękową jaka jest w tym filmie i która znana jest każdemu, nawet tym, którzy nigdy Star Wars nie oglądali, powinny zdobyć nagrodę. Nienawistna ósemka była natomiast moim faworytem jeśli chodzi o najlepsze zdjęcia (niestety nagroda ta powędrowała, jak już wspomniałam, do Zjawy).

12767471_1138681632848525_462047697_nNo i nadszedł czas na Spotlight. Film ten zdobył dwie nagrody: za najlepszy scenariusz oryginalny oraz nagrodę główną. Tutaj mogłabym pisać bardzo dużo. Uważam, że film był interesująco zrobiony, pomysł był naprawdę dobry. Szkoda mi tylko, że było w nim zbyt wiele uogólnień. Bohaterowie stali się przezroczyści, być może dlatego, że każdy z nich był ważny w tym filmie. Aktorzy tym bardziej powinni w interesujący sposób zarysować swoje postaci. Właśnie dlatego też nie potrafię zrozumieć nominacji dla Marka Ruffalo za najlepszego aktora drugoplanowego (podobnie jak w zeszłym roku nie potrafiłam zrozumieć jego nominacji w tej samej kategorii za Foxcatcher). Rachel McAdams pokazała trochę więcej, ale też nie zdominowała innych aktorek w kategorii dla najlepszej aktorki drugoplanowej. Były również niedociągnięcia związane z zawodem dziennikarskim. Nie podobała mi się praca przedstawionych tam redaktorów. Przede wszystkim nie było czuć tej pasji, jaką powinni kierować się bohaterowie filmu. Stąd też moje niezrozumienie, dlaczego Spotlight dostał akurat w dwóch tak istotnych kategoriach nagrody. Niesamowicie zawiodłam się na Akademii z tego powodu.

Nie sposób opisać tak dokładnie wszystkich kategorii. Istotną nagrodą była jeszcze ta za najlepszą piosenkę. Tu znów się zawiodłam. Co prawda kibicowałam z całych sił The Weeknd za piosenkę Earned It. Pomimo, że pochodzi ona z filmu, który zdobył w tym roku najwięcej Złotych Malin – Pięćdziesiąt twarzy Greya, uważam, że piosenka zasłużyła na Oscara, bo jest genialna. Bardzo dobra była też piosenka Lady Gagi Til It Happens to You. Należy tu wspomnieć o samym występie wokalistki na gali. Podczas śpiewania piosenki na scenę wyszły ofiary gwałtu i molestowania. Było to związane z filmem, w którym pojawiła się ta piosenka – Pole walki. Wystąpienie wzruszyło widzów, a Lady Gaga wraz z ofiarami dostali owacje na stojąco od zgromadzonych w Dolby Theatre. Niestety laureatem w kategorii muzycznej został Sam Smith i najgorsza piosenka w historii Bonda: Writing’s on the Wall.

Istotnym elementem Oscarów zawsze były przemówienia. Żeby nie przedłużać czasu antenowego w tym roku pojawiło się urozmaicenie: wszyscy, którym nagrodzeni chcieli złożyć podziękowania byli wypisani na pasku u dołu ekranu. Ułatwiło to życie realizatorom, prowadzącemu, a także samym laureatom, którzy dzięki temu mogli nikogo nie przeoczyć. Szkoda tylko, że zabrakło w tym roku prawdziwych perełek wśród przemówień. Dwa lata temu błyszczała przemowa Jareda Leto, w ubiegłym roku Patricii Arquette oraz Grahama Moore’a. W tym roku mogliśmy posłuchać jedynie o popieraniu związków homoseksualnych przez Sama Smitha, który sam jest gejem oraz o ochronie lasów i powietrza, o których mówił Leonardo DiCaprio.

Gala Oscarów 2016 wypadła słabo w porównaniu z poprzednimi latami. Prowadzenie kiepskie, główny film przeciętny. Największy wygrany: Mad Max: Na drodze gniewu (nietypowy film jak na oscarowe nominacje). Najwięksi przegrani: Marsjanin i (niestety) Gwiezdne wojny. Fajnie, że chociaż jako element rozrywkowy gali pojawił się R2D2 oraz C3PO. Najprzyjemniejsze zaskoczenie: Oscar dla Leonardo DiCaprio. Najgorsze: piosenka Sama Smitha nagrodzona. Mam nadzieję, że w przyszłym roku konkurencja będzie bardziej emocjonująca (podobnie jak w roku ubiegłym), a gala będzie znów na wysokim poziomie. Inaczej chyba nie znajdę więcej motywacji na spędzenie całej nocy myślami z Hollywood.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Leszczyńska

Katarzyna Leszczyńska

W Coś Nowego: tańczę, śpiewam, recytuję. Po prostu Kasia.