SnapBook – wywoływanie zdjęć prosto z Instagrama

Przyjaźnią się od 15 lat. Od zawsze chcieli rozkręcić wspólny biznes. Patryk Mucha i Adrian Skiba w lipcu ubiegłego roku stworzyli aplikację SnapBook, dzięki której w szybki i prosty sposób można wywołać zdjęcia w najlepszej jakości. Spotkałam się z Adrianem na krótką rozmowę o ich działalności. Sprawdźcie i przekonajcie się sami, że warto wywoływać zdjęcia, a już na pewno przy pomocy SnapBooka.

IMG_1335
Założyciele SnapBooka od lewej: Patryk Mucha i Adrian Skiba

Kasia Leszczyńska: Czym jest SnapBook? Skąd wziął się pomysł na aplikację?

Adrian Skiba: Nasza historia nie ma jednego początku. Inspirację zaczerpnęliśmy ze Stanów. Pierwowzorem miał być sam SnapBook. Obecnie pomysł poszedł dalej i rozwijamy się. Wszystko zaczęło się od urodzin naszej przyjaciółki. Chcieliśmy zrobić jej wyjątkowy prezent. Wpadliśmy na pomysł ze zdjęciami. Żeby nie było to jednak oklepane, chcieliśmy zrobić to w ciekawej formie. Żeby wywołać zdjęcia musieliśmy je zgrać, pojechać z nimi do galerii, strasznie dużo roboty… I zaczęliśmy się zastanawiać, że z aplikacją mobilną byłoby łatwiej. Były już tego typu aplikacje w innych krajach, m.in. Stanach właśnie. A w Polsce czegoś takiego brakowało. Stwierdziliśmy, że zrobimy to w formie foto – albumu, z możliwością wyrywania zdjęć.

K.L.: Był pomysł, trzeba było przejść do realizacji? Jakie były początki Waszej działalności?

A.S.: Znaleźliśmy firmę, która dla nas wykona coś takiego. Przez pierwsze pół roku współpracowaliśmy z drukarnią w Warszawie. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że to bez sensu, ponieważ jeśli chcemy coś robić dobrze, musimy to robić sami. Stworzyliśmy swoją własną drukarnię w Świdniku, jesteśmy w trakcie organizacji biura. Nasz SnapBook szybko się rozwija. Bardzo się z tego cieszymy, ponieważ pokazuje to, że ludzie czekali na łatwiejszą formę wywoływania zdjęć.

K.L.: Czekali i się doczekali. Z jaką reakcją odbiorców się spotykacie?

A.S.: Ludzie mogą wyrwać sobie zdjęcia z albumu, zrobić z nich mozaikę, powiesić na ścianie, cokolwiek. Przysyłają nam zdjęcia ze SnapBookiem. Jest to niesamowicie motywujące. Przysyłają zdjęcia, dziękują, chwalą produkt. Piszą, że jest super, że nam kibicują i chcą, żebyśmy się rozwijali. Dzięki temu wydaje mi się, że idziemy w dobrą stronę.


K.L.: Nie baliście się rozwijać tego typu biznesu na Lubelszczyźnie?

A.S.: Nie zamykamy się na żaden region. Nie ma dla nas znaczenia, czy jest to Lublin, czy może Korea Północna. Kochamy Lublin, jest cudownym miastem, ale nie ma dla nas znaczenia biznesowego. Z aplikacji może skorzystać każdy i każdy może zamówić ten album. Pomimo to bardzo dużo zamówień mamy z Lublina właśnie.

K.L.: Nazwę SnapBook łatwo skojarzyć ze Snapchatem. Pomimo tego obie aplikacje niewiele mają ze sobą wspólnego. Skąd taki pomysł na nazwę?

A.S.: To skojarzenie jest akurat przypadkowe. Bardziej chodzi właśnie o ten „snap”, czyli szybko, nagle. Coś nad czym nie musimy się zastanawiać, co idealnie pasuje do naszej aplikacji. ,,Książka na szybko” w luźnym tłumaczeniu.

K.L.: Jest jakaś konkretna grupa ludzi, do której chcecie trafić?

A.S.: Nie ma konkretnej grupy, zdjęcia wywołuje każdy. Wstyd się przyznać, ale dopóki nie rozwinęliśmy interesu nigdy nie wywoływałem zdjęć. Od kiedy znalazłem te firmy zagraniczne, zwłaszcza francuska mi się podobała, wywołuję zdjęcia. Często też rozdaję je znajomym w prezencie. Na pewno mamy – to są osoby, które zawsze wywołują zdjęcia, ale na nikogo się nie zamykamy. Gdybyś przejrzała nasze zamówienia, zauważyłabyś, że rozstrzał jest ogromny. Każdy z nas też promuje produkt w innej grupie. W zespole SnapBooka są przede wszystkim osoby bliskie, znajomi, przyjaciele. Jest strasznie wesoła atmosfera. No i każdy odpowiada za jakiś kontakt. Mamy zamówienia indywidualne, ale również firmy zamawiają u nas foto – albumy. W szczególności nasz produkt rozwija się dzięki „szeptanemu marketingowi”. Jakaś dziewczyna z małego miasteczka zamówiła SnapBooka i za jakiś czas otrzymaliśmy kolejne zamówienia z tej samej miejscowości.

DSC_0060
fot. Weronika Krysa

K.L.: Łatwo jest stworzyć SnapBooka?

A.S.: Ludziom wydaje się, że stworzenie takiego albumu jest bardzo prostą sprawą. Okazuje się, że nie. Trzeba dobrze dobrać papier, okładkę, folię… Inną rzeczą jest grubość. Nasz album nie może przekroczyć 2 cm. Gdyby przekroczył, podczas wysyłki pocztowej jego cena podniesie się o 200%. Takich niuansów jest mnóstwo. Teraz wypuszczamy kolejne produkty, do których np. musi być pudełko. Znalezienie dostawcy pudełek też nie jest łatwą sprawą. Wątków w realizacji produktów foto jest mnóstwo.

DSC_0041
fot. Weronika Krysa

K.L.: Skupmy się w takim razie na specyfikacji Waszego produktu. Możemy wywołać zdjęcia szybko z Instagrama, Facebooka, ale też te, które mamy w DropBoxie, czyli nawet zdjęcia robione lustrzanką, w najwyższej jakości. Cena SnapBooka natomiast nie jest stosunkowo droga, bo jedynie 19,99 zł za 50 zdjęć, czym byłam miło zaskoczona…

A.S.: No niestety teraz to ulegnie zmianie, z wielu powodów. Jesteśmy oczywiście ograniczeni pocztą. Jest to jedyna opcja, która nam odpowiada, oprócz tego poczta jest nadal najbardziej popularnym pośrednikiem. Niestety do tej pory szło to zbyt wolno, a klienci produkt chcieli mieć na „już”, zwłaszcza w przypadku prezentów. Stąd też zmiana na polecony priorytet. Jest to najlepsza, ale też najdroższa opcja wysyłki na poczcie. Zmieniliśmy też formę zdjęć drukowania na papierze. Musieliśmy też zmienić technikę, kupić inną maszynę i dogrzewać ją w specjalny sposób, żeby folia nie odchodziła od albumu. Stąd też wzrost ceny SnapBooka na 29,99. Aczkolwiek jest to nieznaczna zmiana i wciąż mocno atrakcyjna na rynku. Oczywiście cena obejmuje też wysyłkę.

K.L.: Porozmawiajmy w takim razie o najnowszych produktach. W tym tygodniu pojawiły się nowe opcje w Waszej aplikacji, jest też tajemnicze „coming soon”. Poopowiadasz o najnowszych produktach?

A.S.: Najnowsze opcje to oprócz SnapBooka m.in. Polaroidy, Magnesy, SnapBook Insta, czyli zmniejszona forma zdjęć, zdjęcia plastikowe, wodoodporne, czy też w większym formacie. Każdy produkt ma swój opis z opcją kupna. Już w naszej aplikacji jest spory wybór produktów, a cały czas się rozwijamy. Do każdego z nich chcemy dać opcję „gift”, czyli, np. do polaroidów drewniane podstawki, dzięki czemu będzie można takie zdjęcie postawić na biurku. Będą też ramki na zdjęcia.

DSC_0047
fot. Weronika Krysa

K.L.: Od początku mieliście taką wizję Waszej firmy?

A.S.: Na początku myśleliśmy, że będzie to aplikacja jednoproduktowa, czyli tylko SnapBook. Myśleliśmy też, że skupimy się na outsourcingu, czyli będziemy produkować SnapBooka w jakiejś drukarni, z którą nawiążemy współpracę. Z czasem, w miarę rozwoju, okazało się, że ciekawszych możliwości jest dużo więcej. Dla nas samych jest to niesamowicie rozwojowe, ponieważ każdego dnia mierzymy się z nowymi problemami i wyzwaniami. Nie mamy granic rozwoju. Nie mamy też barier lokalizacyjnych, ponieważ jesteśmy aplikacją dostępną wszędzie, dla każdego.

K.L.: Mogę przez to rozumieć, że nie zamykacie się tylko na polski rynek?

A.S.: Coraz więcej zamówień SnapBooka jest zza granicy. Pomimo że zupełnie nie reklamujemy tej aplikacji. Od czasu do czasu ja, czy Patryk popykamy sobie na Instagramie, żeby trochę wypromować profil SnapBooka. Mamy zamówienia m.in. z Brazylii, Bułgarii, Niemiec, Francji, Stanów Zjednoczonych. To też jest motywujące. Pomimo braku reklamy ci ludzie trafiają do nas i kupują.

K.L.: Stąd też wersja anglojęzyczna na stronie?

A.S.: Tak, choć strona jest cały czas w budowie. Na początku miał być to jedynie layout pod aplikację. Stwierdziliśmy jednak, z myślą przede wszystkim o polskim rynku, że warto mieć stronę internetową, przez którą będzie można zamawiać produkty. Polscy klienci są bardziej przyzwyczajeni do zamawiania przez www. Bardzo dużo osób zamawia też przez aplikację, więc oczywiście niczego nie wykluczam.

K.L.: Czy każdy SnapBook jest inny?

A.S.: One są takie same przez miesiąc. Z każdym nowym miesiącem zmieniamy koncept, wpadamy na coś nowego. Właśnie wprowadziliśmy więcej produktów, w związku z tym do każdego SnapBooka będziemy dodawać zdjęcie z opisem, co znajduje się na okładce. Oprócz tego będziemy mieli w ofercie około dziesięciu nowych produktów, plus dodatki, m.in. ramki na zdjęcia.

K.L.: Zauważyłam, że okładki Waszych SnapBooków nie biorą się znikąd. Czym się inspirujecie?

A.S.: Pomysłów na okładkę mamy mnóstwo. Jeśli zafascynuje nas jakiś wzór, staje się on dla nas inspiracją. Jakieś trzy miesiące temu, razem z Patrykiem byłem w Stanach i tam rzuciło mi się w oczy graffiti na ścianie. Zrobiłem zdjęcie, przesłałem do naszej drukarni, a nasz grafik Tomek przerobił je na okładkę. Tak to powstaje, wszystko jest zaczerpnięte z życia.

1R8A8709

K.L.: Czy zamawiający SnapBooka ma możliwość wyboru okładki?

A.S.: Nie, my decydujemy o tym, jaka okładka jest w danym miesiącu dostępna. W tej kwestii zdania naszych klientów są podzielone. Zdecydowana większość jest jednak ciekawa, jaki motyw przewodni będzie w tym miesiącu. Piszą na Instagramie, pytają co będzie teraz. Jest to dla nich niespodzianką, a ciekawość skłania ich do zakupu. Uważamy to za dodatkowy atut produktu i staramy się trafić w gust kupujących.

K.L.: W Waszej aplikacji nie spodobało mi się to, że przy zamówieniu nie mogę zmienić kolejności zdjęć. Chcąc zostawić sobie zdjęcia w Waszym albumie, nie wydzierając ich, wolałabym, żeby miały one porządek chronologiczny. Planujecie zmiany w tej kwestii?

A.S.: Jakiś czas temu rozmawialiśmy z Patrykiem o tym, że ta aplikacja tak naprawdę nigdy nie będzie skończona. Wątków, które można w niej zmienić, chociażby dodać koszyk, jest naprawdę wiele. Oczywiście cały czas będziemy ją rozbudowywać, urozmaicać. Teraz już wiele rzeczy się zmienia i będzie to aplikacja na naprawdę europejskim poziomie. Aczkolwiek masz rację, jest to sprawa problematyczna, zwłaszcza jeśli chodzi o produkt jakim są zdjęcia. Mieliśmy już wiele komentarzy podobnych do Twoich i będziemy starali się to zmienić w przyszłości.

K.L.: A co z reklamą? Myślicie o promocji swojej aplikacji?

A.S.: Od początku staramy się sięgać do blogerów. Wiele osób do nas się zgłasza, chociażby na Instagramie, z pytaniem o promocję. Coraz więcej jest też takich osób zza granicy. My też sami proponujemy taką współpracę w zamian za produkt. Zdjęcia najbardziej uderzają chyba w społeczność mam z małymi dziećmi. Są to osoby, które najczęściej wywołują zdjęcia. Dziecko się rozwija, a za sprawą zdjęć pozostają wspomnienia. Stąd też dużo współpracujemy z mamami prowadzącymi blogi.

K.L.: Jakie macie największe marzenia odnośnie działalności? Jakie są Wasze plany na przyszłość bliższą, dalszą?

A.S.: Nie jesteśmy zachłanni, bo bardzo fajnie nam się to wszystko rozwija. Widzimy w tym cel. Promocję aplikacji zrobiliśmy chyba raz, SnapBook po prostu jest, a pomimo tego nie mamy problemu z zamówieniami. Teraz, po wejściu nowej wersji aplikacji, uznanie ludzi jest dla nas najważniejsze. Jeśli ludzie będą zadowoleni, będzie się to samo nakręcało.

K.L.: Na koniec w takim razie może zachęcisz naszych czytelników do sprawdzenia i kupienia Waszego produktu?

A.S.: Nie będę namawiał do kupna, aczkolwiek zapraszam do sprawdzenia aplikacji. Jestem przekonany, że jak ktoś sprawdzi, zamówi i zrobi komuś fajny prezent. Jest to obecnie najlepsza aplikacja w Polsce, dzięki której można wywoływać zdjęcia.

K.L.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

A.S.: Dziękuję i zachęcam czytelników Coś Nowego do sprawdzenia naszej aplikacji.

Zapraszamy do zapoznania się ze stroną internetową produktu, a także ściągnięcia aplikacji dostępnej w App Store i Google play: KLIK.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Leszczyńska

Katarzyna Leszczyńska

W Coś Nowego: tańczę, śpiewam, recytuję. Po prostu Kasia.