Słodko-gorzka prawda o Birdmanie

źródło: filmweb.pl
źródło: filmweb.pl

Trudno oceniać film, który od tygodni jest gloryfikowany przez wszelkiej maści recenzentów. Zdobywca czterech Oscarów i masy innych statuetek – Birdman został okrzyknięty przez media zagraniczne dziełem genialnym, a do kin ruszyli również Polacy, by przekonać się na własne oczy, czy hollywoodzka kapituła nie pomyliła się w ocenie. Schowany nieco w cieniu Idy, bo przecież ciężko rywalizować z dobrem narodowym, został ciepło przyjęty również przez krytyków znad Wisły. Czy jednak słusznie?

Tak, jak na solidny posiłek przystało, w swojej recenzji najpierw zacznę od smaku gorzkiego, słonego, a później skupię się na deserze, czyli słodkich (w języku niekulinarnym pozytywnych) aspektach najnowszego filmu Alejandra Gonzáleza Iñárritu.

Przed seansem Birdmana widzowie o wyczulonym słuchu powinni zakupić w aptece stopery. Twórcy filmu serwują specyficzną ścieżkę dźwiękową, którą optymiści nazywają wręcz awangardową, nietypową, fantastyczną, a pesymiści, tudzież gustujący w bardziej urozmaiconych melodiach – denerwującą i odpychającą. Gnioty z najwyższych miejsc na listach przebojów? Bach i Mozart przekładany Chopinem w nowoczesnej aranżacji? Czy może poszczególne utwory źle dopasowane do akcji dziejącej się na ekranie? Nic z tych rzeczy. Większość warstwy muzycznej w Birdmanie tworzy… perkusja! Tak, rytmiczne walenie pałeczkami po talerzach i innych akcesoriach składających się na ten cudny instrument, a wszytko okraszone pojawiającym się gdzieniegdzie perkusistą lub, w scenach bardziej ambitnych – orkiestrą. Pomysł może i oryginalny, ale dla niektórych widzów (w tym dla mnie) bardzo irytujący. Po kilku minutach seansu, zamiast zachwytów nad oscarowym dziełem, w głowie pojawia się tylko natarczywe, rytmiczne uderzanie werbli. Trudno się go pozbyć i skupić uwagę na czymś innym. Momenty, gdy w tle leci delikatna muzyka instrumentalna są prawdziwym balsamem na uszy. I niezależnie, czy jest to utwór najwyższych lotów, czy tania muzyczka wykonana przez podrzędną orkiestrę – wszystko, byle nie ta perkusja. Twórcom filmu chyba nie chodziło o to, by widzów irytować. Ale wyszło jak wyszło. Stopery lub słuchawki i można na to „niedociągnięcie” przymknąć oko, a w gruncie rzeczy nawet ucho.

Przełknęliśmy gorzką pigułkę w postaci kiepskiej muzyki, pora więc na jakieś pozytywy. Jednym z nich jest zdecydowanie gra aktorska. Odgrywający główną rolę Michael Keaton, wcielający się w postać gwiazdora filmowego, Edward Norton, czy Zach Galifanakis w roli dobrodusznego przyjaciela głównego bohatera zadbali o wysoki poziom gry aktorskiej. Do tego urocze panie: Amy Ryan, Emma Stone, czy Naomi Watts i mamy mieszankę może i nie apetyczną, ale cieszącą oko.

Birdman
filmweb.pl

Celowo nie opisywałam fabuły filmu na początku tekstu. Po pierwsze, jest ona tak skomplikowana i nazwijmy to górnolotnie „głęboka”, że można by o niej stworzyć co najmniej osobny tekst. Po drugie, w Birdmanie jest wisienką na torcie. Wisienką nietypową, bo początkowo jej nie widać i może niejako irytować. Ciężko jest śledzić losy głównego bohatera, czyli Riggana Thomsona i jednocześnie dumać nad sensem jego zachowań, czy nad postacią tajemniczego Birdmana, którego głos ciągle słyszy Thomson i który kilkakrotnie materializuje się na ekranie. Po wyjściu z kina i ochłonięciu (oraz obowiązkowo po wyciszeniu, ponieważ natarczywa perkusja prześladuje również po zakończeniu seansu) można pokusić się o (nad)interpretację obejrzanego dzieła.

Birdman opowiada historię podstarzałego aktora, który pragnie przez całe życie odcinać kupony od sukcesu jakim było wcielenie się w rolę superbohatera. Postanawia stoczyć walkę o swoją dawną sławę oraz, na drugiej płaszczyźnie, o rodzinę. Rodzinę, która delikatnie powiedziawszy mu się rozsypała – rozstał się z żoną, a dorosła córka zasmakowała w narkotykach i skończyła na odwyku. Po latach zostaje jego asystentką w teatrze. A co w tym teatrze robi Thomson? I tutaj wracamy do punktu wyjścia, czyli marzenia o powrocie na szczyt. Główny bohater pragnie stworzyć sztukę idealną, genialną, przed którą będą klękać recenzenci, a widzowie zaczną ponownie wielbić dawnego Birdmana. W jego mozolnych działaniach ciągle coś mu przeszkadza. Raz jest to recenzentka nielubiąca gwiazdorów filmowych, raz właśnie gwiazdor, który ma swój plan na to, jak powinna wyglądać sztuka. Najbardziej nachalnym przeciwnikiem jest jednak dawna tożsamość Riggana – Birdman. Główny bohater ciągle słyszy jego głos, który można interpretować jako jego głos wewnętrzny, wręcz ucieleśnienie rozbuchanego ego, które walczy z resztkami racjonalizmu i próbuje przebić się na zewnątrz. Ten głos ciągle motywuje Thomsona, sprawia również, że zyskuje moc przenoszenia różnych przedmiotów (z punktu widzenia innych bohaterów Riggan po prostu własnoręcznie rzuca wszystkim dookoła, w jego mniemaniu czyni to siłą woli).

Michael Keaton i Birdman
filmweb.pl

Po pewnym czasie zaczynamy się zastanawiać, czy Birdman jako osobna postać istnieje, czy jest tylko wymysłem Thomsona? Czy głos, który słyszy jest realny i można go traktować jako uroczy element fantastyki zamierzonej przez twórców, czy może jest to jawna sugestia, że główny bohater ma problemy psychiczne? Posiada nadludzką moc, czy wszystko czyni sam z siebie? I w końcu, czy Birdman jest ucieleśnieniem przeszłości, od której nie może się odciąć, jest sprawcą jego zachowań, czy może to jego wielkie ego kieruje jego działaniami?

Wymienione pytania są trudne, a odpowiedzi na nie powinien udzielić sobie każdy widz indywidualnie. I to jest właśnie wielką zaletą tego filmu. Birdman nie serwuje gotowego rozwiązania. Nie wskazuje jasno interpretacji i sensu filmu. Zmusza do myślenia (i to nie płytkiego, w stylu „czy morderca dogoni blondynkę?” lub „czy oni w końcu będą razem?”), a tym samym jest filmem ambitnym i nietuzinkowym. A takie właśnie dzieła lubią widzowie i w takich gustują znawcy kina. Łącznie z tymi, którzy corocznie przyznają Oscary.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Gurmińska

Katarzyna Gurmińska

Studentka dziennikarstwa, wciąż poszukująca własnej drogi i możliwości rozwoju. Pasjonatka podróżowania, przy okazji licznych tułaczek, zawitała na kontynent Ameryki Południowej, który sprawił, że bezwarunkowo się w nim zakochała i marzy o ponownym spotkaniu z nim. Pomimo odwiedzenia wielu miejsc w Europie i zasmakowania w różnorodnych kulturach twierdzi, że najpiękniejszym miejscem na świecie jest… jej rodzinny Kazimierz Dolny. Uwielbia fotografować, a najlepiej odnajduje się w fotografii reporterskiej. Zakochana w sporcie, w wolnej chwili ogląda mecze piłki nożnej oraz wyścigi kolarskie, a przy sprzyjających warunkach jeździ na rowerze. Interesuje się historią Polski, szczególnie tą sięgającą czasów II wojny światowej.
Katarzyna Gurmińska

Ostatnie wpisy Katarzyna Gurmińska (zobacz wszystkie)