Słaba płeć – nowa polska produkcja

7714987.6

Marzenie o karierze w stolicy staje się rzeczywistością. Jak wiele i czym przyjdzie za nie zapłacić? Co robić, kiedy pewnego dnia tracisz wszystko i… jesteś zdana wyłącznie na siebie? Albo i nie, bo właśnie uświadamiasz sobie, że Ciebie też już nie ma. Zatracona dawno. I nieprawdziwa. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? O co naprawdę warto walczyć? Sporo ważnych pytań i szczerych, okraszonych humorem, ale i sarkazmem, odpowiedzi – to wszystko będzie można znaleźć w nowej komedii Krzysztofa Langa „Słaba płeć”. Film pojawi się w kinach 1 stycznia 2016 r. Dla bardziej niecierpliwych 16 grudnia w warszawskim kinie Atlantic, miał miejsce oficjalny pokaz przedpremierowy, w którym udział wzięli Olga Bołądź, Marieta Żukowska oraz Krzysztof Lang.

Film opowiada historię młodej dziewczyny Zośki (w tej roli Olga Bołądź), która opuszcza rodzinne miasteczko i rozpoczyna karierę w Warszawie. Czerwoną szminką, obłędnie drogą torebką, eleganckim, szykownym kostiumem, zestawem profesjonalnych uśmiechów i pasujących na każdą okazję tekstów, opakowuje prawdziwą siebie. Wszystko po to, by wspiąć się jak najwyżej. Tymczasem po pracy, zrzuca luksusowe szpilki w kawalerce na kredyt, którą dzieli z przyjaciółką i najukochańszym psem. Ta pierwsza zdradza, ten drugi umiera. W międzyczasie Zośka pada ofiarą oszustwa swojego szefa i zostaje zwolniona. Traci pracę, reputację, pieniądze, pseudo przyjaciółkę, najwierniejszego przyjaciela. Wszystko. Piętrzące się niepowodzenia stają się jednak w ostatecznym rozrachunku konieczne do tego, by bohaterka zdała sobie sprawę, że droga, którą obrała nie prowadzi do raju. Przynajmniej nie do tego, o którym marzyła. Postanawia, więc zacząć od nowa. Znaleźć pracę, ale nie w pełnej intryg i oszustw korporacji. Wyczekać okazję do zemsty na szefie. Odnaleźć szczere relacje z przyjaciółmi i zagubioną równowagę. A przede wszystkim- znaleźć prawdziwą siebie.

Film powstał na motywach książki Katarzyny Grygi „Suka”. Krzysztof Lang zdecydował się na tytuł nieco delikatniejszy, acz niewątpliwie przewrotny. Kobiecość, siła i determinacja płci pięknej, emanują z ekranu w wielu wydaniach. Słaba płeć? Na pewno? A jeśli już, kto ją reprezentuje?

Reżyser podczas seansu przedpremierowego podkreślał, iż nowa produkcja nie jest jego pierwszym filmem, który tak silnie koncentruje się wokół kobiet. Kobiety są piękne, nieprzewidywalne i walczą. O tym warto robić filmy – powiedział Lang. I taką kobietę pragnął pokazać widzowi w „Słabej płci”. Czy mu się to udało? A właściwie, czy udało się ją przedstawić Oldze Bołądź?

Niewątpliwie tak. Młoda, polska aktorka po raz kolejny błyszczy na ekranie, kreując postać ciekawą, prawdziwą i wiarygodną. Z jednej strony niewzruszoną, niezależną, silną i twardą babkę, a z drugiej- zagubioną i wrażliwą młodą kobietę, która sukces okupiła najwyższą ceną- sobą. Ta dychotomia będzie bardzo wyraźna, dobrze zaakcentowana i odczuwalna. Jest w Bołądź coś specyficznego, coś, co pozwala jej nie tyle grać, ile stać się kreowaną przez siebie bohaterką.

Ciekawą aktorsko kreację stworzył również Piotr Głowacki, wcielając się w rolę „burakowatego” szefa. Szyderczy uśmiech politowania dla tej postaci sam cisnął się na usta. Głowacki zagrał z ekspresją i z humorem. Niekiedy wyrazistość postaci była wręcz przesadna. Spotęgowało to jednak karykaturalny wymiar granej przez niego postaci, a wszelkie jej wady zostały napiętnowane. A to przecież chodziło.
Na drugim planie aktorska czołówka. Figura, Adamczyk, Dziędziel. Role mniej znaczne, ale odpowiednio zaakcentowane. Majstersztyk.

0004EBFN7LD5LJ0E-C322-F4Nie porwała mnie Marieta Żukowska w roli Marianny – przyjaciółki Zośki. Mimo że zagrała poprawnie i oddała charakter swej postaci, to czegoś mi jednak zabrakło. Stworzyła postać zabawną, komiczną, ale… No właśnie. Pozostaje jakieś bliżej nieokreślone „ale”.

Dwa słowa o zdjęciach i muzyce, harmonijnie wkomponowanych w charakter „Słabej płci”. Zdjęcia dają nieodparte wrażenie oglądania Warszawy okiem osoby nieznającej miasta. Muzyka finezyjna i lekko zadziorna. Jak główna bohaterka.

Pora na łyżkę dziegciu, a będzie nią scenariusz. Dialogi miejscami pozostawiały wiele do życzenia; czasami zahaczały o tandetę i banał.

Jednak tym, co w0444915 komedii Langa raziło w stopniu najsilniejszym był… wątek miłosny. Całe szczęście, nie zdominował on fabuły. Nie na niego miały być skierowane główne światła reflektorów, niemniej jednak nie było w nim ani pomysłu, ani ciekawej realizacji. Mimo iż Olga stworzyła samodzielnie świetną rolę, to w duecie z filmowym Jankiem nie wyszło. Wątek miłosny pozostawiał wiele do życzenia. Był niedopracowany, nieprzemyślany, płytki i nijaki. Przede wszystkim zabrakło chemii między Bołądź a Korczem. To uczucie było, bo być musiało. Głównie dla zasady, że wątek miłosny pojawić się przecież musi. No i się pojawił. W kiepskim wydaniu. I kiepskim zakończeniu. Wieńczący film pocałunek młodych ludzi, którzy jednak postanawiają dać sobie szansę, wypadł dość blado na tle tego, co można było jeszcze przez zakończenie dopowiedzieć.

Olga Bołądź, na chwilę przed przedpremierowym seansem powiedziała, że współtworzenie „Słabej płci”, praca z reżyserem- były dla niej przyjemnością, a efekt końcowy owej pracy i przyjemności nazwała komedią… niegłupią.

Chyba trafiła w punkt. Takim mianem należałoby określić ten film.. Obejrzeć go warto, bo poza kiepską realizacją wątku miłosnego, historia Zośki jest ujęta i zrealizowana naprawdę ciekawie. Z humorem, sceptycznie, ale i poważnie. Film, mimo, iż stworzony w lekkiej formie porusza istotne kwestie, stawia ważne pytania i udziela mądrych odpowiedzi. W całej tej komediowej aurze pobrzmiewają nuty dramatyzmu, skomplikowanych wyborów, trudnych przeżyć, konsekwencji, nieprawdziwości, zagubienia w tym co ważne i nieważne. I grają ładną melodię, wydobywającą całą esencję produkcji.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Fronc

Katarzyna Fronc

Mam na imię Kasia. Kocham w swoim życiu parę rzeczy. Na pewno moje studia, czyli polonistykę. Kocham pisanie o wszystkim, co związane z kulturą, a więc o teatrze, filmie, literaturze, muzyce, a w zasadzie pisanie w ogóle. Kocham twórczość Henryka Sienkiewicza i Paulliny Simmons. Kocham grać na gitarze, śpiewać trochę też. Kocham niespodzianki, nowe wyzwania, piękne wspomnienia. Kocham jedzenie w duuużych ilościach 🙂 Interesuję się również muzyką chóralną. Najbardziej zaś kocham... kochać, to jest kwintesencja wszystkiego! 🙂