Kibicowskie święto na Narodowym

10743769_721538144590559_459411755_nKto nie był na meczach polskiej reprezentacji z Niemcami i Szkocją ma czego żałować. Nie dość, że oba spotkania były niezapomnianymi widowiskami, to na dokładkę jeszcze po raz pierwszy od kilku lat mogliśmy poczuć fantastyczną atmosferę towarzyszącą tym wydarzeniom.

Jeśli ktoś w oba popołudnia, zmierzając w kierunku Warszawy, zatrzymał się na jednej z pobliskich stacji  benzynowych, to nie mógł nie zauważyć kręcących się grupek osób ubranych w stroje w kolorach barw narodowych. Byli to zmierzający ze wszystkich stron Polski kibice, którzy w drodze na Stadion Narodowy zatrzymali się na krótki odpoczynek. Pierwsze, nieśmiałe jeszcze, charakterystyczne dla piłkarskich stadionów okrzyki i śpiewy były zapowiedzią tego, co miało wydarzyć się wieczorem.

źródło: sport.tvp.pl
źródło: sport.tvp.pl

Im bliżej pierwszego gwizdka, tym większe tłumy kibiców zaczęły pojawiać się wokół stadionu. Kolejka autobusów i samochodów oczekujących na wjazd na pobliski parking wydawała się nie mieć końca. Z każdego z nich „wysypywały” się biało-czerwone postacie, które natychmiast stawały się celem sprzedawców piłkarskich gadżetów. Niewielu udało się jednak zawrzeć jakieś handlowe transakcje, albowiem przybysze okazali się nieźle wyekwipowani.  Ze wszystkich stron do uszu docierały gromkie okrzyki i chóralne śpiewy. Prawdziwa próba generalna, na której jeszcze nie wszystkie instrumenty stroją i każdy śpiewa trochę po swojemu, a czasem nawet zdarzy się jakaś fałszywa nuta.

Okoliczne knajpki, zwłaszcza te na ulicy Francuskiej też miały swoje święto. Znalezienie wolnego stolika graniczyło praktycznie z cudem. Niektórzy kibice, nieźle już pokrzepieni, z entuzjazmem artykułowali swoje przemyślenia o szansach polskiego zespołu. Przed meczem ze Szkocją obok Polaków pojawiły się także liczne grupy sympatyków z Wysp wyróżniające się tradycyjnymi strojami. O wzajemnych relacjach pomiędzy obiema grupami kibiców można powiedzieć, że nie były wrogie, a czasem nawet przyjazne, co objawiało się pozowaniem do wspólnych zdjęć

Najbardziej podniosły moment to oczywiście hymny. Wyciągnięte wysoko ręce z foliowymi białymi i czerwonymi prostokątami utworzyły na trybunach gigantyczny biało-czerwony obraz. Mazurka Dąbrowskiego wraz z kibicami odśpiewali także wszyscy polscy piłkarze. Przy niemieckim hymnie pojawiły się na początku lekkie gwizdy, które szybko przemieniły się w rytmiczne oklaski. Przy hymnie szkockim od razu były oklaski.

Spontaniczność dopingu to jest to, co różni tę piłkarską arenę od hal podczas meczów polskiej reprezentacji siatkarskiej. W tych drugich doping jest równie wspaniały, ale posiada swoich wodzirejów. Tu wszystko jest z serca. Najbardziej niezapomniany moment tego dwumeczu, to chwila po strzale Łukasza Podolskiego w poprzeczkę polskiej bramki. Skandowany okrzyk „Polacy jesteśmy z wami” osiągnął maksymalny poziom głośności. Stadion drżał w posadach. Niemcom musiały ugiąć się nogi, a Polakom urosły skrzydła. Siedem minut później entuzjazm piłkarzy i kibiców osiągnął apogeum, gdy do bramki trafił Sebastian Mila.

10726789_721538521257188_782317731_nGrupka niemieckich kibiców nie rzucała się raczej w oczy. No chyba że kilku sfrustrowanych wandali, którzy zdemolowali toaletę. Szkoci zupełnie inaczej. Co prawda było ich trochę więcej, a przebieg meczu i końcowy wynik były dla nich korzystniejsze, ale swoją postawą na trybunach na pewno wzbudzili podziw. Charakterystyczny, równy wyspiarski śpiew niósł się po całym stadionie.

Drugi mecz nie był już może tak udany sportowo dla Polaków jak pierwszy, ale za to pokazał kilka innych ważnych aspektów. Zjednoczenie kibiców wokół reprezentacji niezależnie od sympatii klubowych oraz bycie z drużyną w dobrych i złych momentach meczów to wartości nie do przecenienia. Ponadto mentalność tej grupy zawodników to coś, z czym w piłce nożnej w reprezentacyjnym wydaniu już dawno się nie spotkaliśmy. Nareszcie widać, że każdemu, kto wybiegł na boisko zależy na grze w drużynie narodowej, że ambicji i woli walki starcza od pierwszej do ostatniej minuty, a stracona bramka nie podłamuje. To wszystko naprawdę dobrze rokuje na przyszłość.

A kibice pełni entuzjazmu ruszyli w powrotną drogę. Entuzjazm był tak wielki, że czasem zdarzało się o kimś zapomnieć i gdy tylko przyszło chwilowe otrzeźwienie, trzeba było po niego wracać. Trudno się temu zresztą dziwić, bo w końcu jak często ostatnio piłkarscy kibice mieli okazję nie śpiewać „Polacy nic się nie stało…”.

The following two tabs change content below.
Kinga Wiśniewska

Kinga Wiśniewska

Licealistka i początkująca dziennikarka sportowa. Zakochana we wszystkim co hiszpańskie. Dziennikarka Fali Sportu, Wiadomości24.pl i korespondentka Strefy Siatkówki. Zdobywczyni III miejsca w kategorii relacja sportowa w konkursie na Dziennikarza Obywatelskiego Roku 2013. Jej wywiad z Antonio Salasem zatytułowany „Zbierali fundusze na mojego zabójcę..” ukazał się w internetowym wydaniu dziennika Polska The Times. Zaprzyjaźniona z dyktafonem. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem.