„To nie są zawody na to, kto będzie lepiej zbudowany” – wywiad z Hubertem Szymajdą

źródło: goolmanfightersteam.pl

MMA to nie jest sport dla każdego. To lata ciężkich treningów, wylewania hektolitrów potu i przezwyciężania własnych słabości. Żeby wyjść do ringu czy klatki, potrzebna jest wielka odwaga i samozaparcie. Mówi się o nich „Gladiatorzy naszych czasów”. Udało mi się porozmawiać z jednym  z nich – niepokonanym w zawodowym MMA, Hubertem Szymajdą.

Pamiętasz swoją pierwszą bójkę?

Pierwsze starcia na pewno były jeszcze w podstawówce, ale dokładnie ich nie pamiętam. Jest jednak jedna bójka, którą zapamiętałem, gdyż przez nią dostałem zakaz wstępu na zajęcia SKS przez rok. Mieliśmy takie zasady, że ci co wygrywali w ping-ponga, szli grać w siatkę. Jeden z kolegów mnie oszukał i doszło do starcia. Niestety on doniósł nauczycielowi. Już wtedy wiedziałem, że chcę się bić, że chcę trenować. Mój wujek trenował karate kyokushin w Świdniku, ja też chciałem zacząć zdobywać umiejętności pod okiem jego i trenera. Moja mama nie chciała się na to zgodzić. Jej argumenty były standardowe: będę się bił, przez to polecą oceny, zachowanie w szkole itd.

Miała rację?

Z perspektywy czasu myślę, że było to błędem, że nie pozwoliła mi na treningi. Choćby dlatego, że na nich mógłbym się wyżyć i to przełożyłoby się na moje zachowanie w szkole. Być może byłbym bardziej rozważnym dzieciakiem, bo pamiętam, że często dochodziło do różnych bójek i zaczepek w szkole z moim udziałem. Z nauką nie miałem nigdy problemów, ale z zachowaniem – zawsze. Byłem raczej uczniem, który miał doklejane do dziennika kartki z uwagami.

Kiedy zacząłeś na poważnie trenować?

Moje pierwsze treningi, to było karate kyokushin w Szkole Podstawowej nr 3 w Świdniku u Leszka Gierszona. Miałem wtedy 13 lat. Przychodziłem bardzo napalony na treningi. Wiadomo, naoglądałem się filmów. Trochę inaczej sobie to na początku wyobrażałem. Byłem uzależniony od kolegi, tzn. jeśli on szedł na trening, to i ja. Analogicznie, jak on nie szedł, bo np. chorował, to ja również odpuszczałem. Po roku on zrezygnował, a ja razem z nim. Dopiero, gdy skończyłem gimnazjum, postanowiłem, że chcę na poważnie wziąć się za sport. Zacząłem trenować intensywnie, prawie codziennie. Dojeżdżałem też na zajęcia do Lublina, do Jacka Czerniaca. Powoli zaczął się kształtować mój charakter walki. W wieku 18-19 lat doszły do tego zajęcia z MMA. Na początku skupiałem się głównie na boksie tajskim, żeby poprawić uderzenia rękoma na głowę. Zacząłem się również pomału interesować sportami chwytanymi, takimi jak: judo, jiu-jitsu, grappling itp.

Masz na swoim koncie trzy zawodowe walki, wszystkie zwycięskie. Czujesz, że MMA, to jest to, co chcesz w życiu robić? Da się z tego żyć?

Sam sobie zadaję to pytanie każdego ranka. Do czasu stoczenia tych trzech zawodowych walk, nie miałem żadnych sponsorów. Wszystko organizowałem sobie sam. O walkach często dowiadywałem się tydzień przed. Było to nieprofesjonalne i wiązało się z tym duże ryzyko. Tak naprawdę do pierwszego starcia nie byłem do końca przygotowany. Jednak powiedziałem sobie wtedy, że wygram tę walkę, co by się nie działo. Udało mi się. Co do życia z MMA, to jest to na razie trudny temat w Polsce. Wszystko w tej chwili dopiero raczkuje. Zaledwie dwa lata temu rozwinął się Profesjonalny Związek MMA. Ciężko zdobywać sponsorów, jak i ciężko o dobrą gażę z walki. To żadna tajemnica, zawodnicy mojego pokroju dostają od 600 do 1000 zł za zwycięstwo, zaś za przegraną od 400 do 600. Porządny obóz i przygotowania do walki, to koszt ok. 2500 zł. W tej kwocie jest również dieta, suplementacja, wiadomo, trzeba wynajmować sale, sprzęt również ulega eksploatacji. Tak naprawdę w Polsce jest jeszcze bardzo mało typowych klubów MMA. To pokolenie, które będzie po nas, będzie dopiero miało warunki do treningów i profesjonalnych trenerów. Na razie ciężko jest się utrzymać z MMA. Wiadomo, jeżeli ktoś trafi do dobrej organizacji, gdzie będzie miał cały sztab ludzi, począwszy od managerów, lekarzy, fizjoterapeutów i trenera z prawdziwego zdarzenia, to zupełnie inaczej to wygląda. Myślę, że zawodnicy KSW nie mogą narzekać. U mnie zaczyna się to rozwijać, z dnia na dzień jest coraz lepiej. Na dzień dzisiejszy jest to coś, co chciałbym robić. Nie wyobrażam sobie dnia bez dwóch sesji treningowych i myślenia o walkach.

Hubert Szymajdaur. 07.06.1989miejsce urodzenia: Świdnikwzrost: 177 cmwaga: 77 kgklub: Oknińsk Teami Biała Podlaskarekord: 3-0-0źródło: goolmanfightersteam.pl
Hubert Szymajda
ur. 07.06.1989
miejsce urodzenia: Świdnik
wzrost: 177 cm
waga: 77 kg
klub: Oknińsk Team Biała Podlaska
rekord: 3-0-0
źródło: goolmanfightersteam.pl

Jak powinien odżywiać się zawodowy fighter?

Moim zdaniem nie ma sensu podchodzić do tego, jak do kulturystyki. To nie są zawody na to, kto będzie lepiej zbudowany. Na turniejach amatorskich zauważam, że niektórzy bardzo przykuwają do tego uwagę, a niestety w walce widać, że ich umiejętności techniczne znacząco odbiegają od wysokiego poziomu. Dieta zawodnika MMA powinna bazować na regularnych posiłkach, mniej więcej co 2-3 godziny. Ja osobiście nie staram się ważyć jedzenia. Po każdym posiłku uzupełniam swoją dietę suplementami, tj. aminokwasami, białkiem i węglowodanami bezpośrednio po treningu. Jem dużo ryb, mięsa, do tego węglowodany w postaci kaszy, makaronu bądź ryżu plus warzywa, najlepiej surowe. Staram się zjeść w ciągu dnia około sześciu posiłków.

Jest jakaś postać, na której się wzorujesz?

Moim największym idolem jest Georges St-Pierre z UFC, który ostatnio zawiesił rękawice na kołku. Walczył w kategorii do 77 kg (półśrednia) tak, jak ja. Trenował również karate kyokushin. Imponuje mi tym, że wygrywał, nie posiadając imponujących warunków fizycznych. Przez ok. 10 lat był niepokonany, nikt mu praktycznie nie był w stanie zagrozić. Jeśli chodzi o Polskę, to najbardziej podoba mi się styl Borysa Mańkowskiego, którego możemy oglądać na KSW. Walczy sprytnie, jest bardzo bystry, dynamiczny, nie bazuje tylko na sile. Prawie w każdej walce przeciwnicy przewyższają go warunkami fizycznymi, pomimo to, wychodzi z tych walk zwycięsko.

Są zawodnicy, którzy specjalizują się w jednym stylu. Jeden jest typowym parterowcem, inny jest lepszy w stójce. Są również tacy, którzy łączą obie te płaszczyzny. Jaki jest wg Ciebie ideał zawodnika MMA?

W tym momencie MMA jest tak rozwinięta na całym świecie, że nie możesz się skupić na pojedynczej dyscyplinie. Zawodnicy są coraz bardziej przekrojowi, a kluby są bardziej profesjonalne.  Może być tak, że ktoś, kto całe życie był kickbokserem, poprzez wieloletni trening doprowadzi swój parter do takiego samego poziomu, jak ma kickboxing. O nim możemy powiedzieć, że jest zawodnikiem przekrojowym. Nie ma sensu trenować oddzielnie pojedyncze dyscypliny. W walce MMA trzeba często używać wszystkiego na raz. Dlatego na treningu należy to łączyć. Moim zdaniem właśnie tacy zawodnicy, którzy trenują przekrojowo są najbardziej niebezpieczni, bo ciężko sobie z nimi ułożyć jakiś plan walki, trudno przewidzieć, czego się można po nich spodziewać.

Patrząc pod kątem sytuacji Mameda Khalidova oraz swojej przyszłości powiedz, czy wolałbyś być absolutną gwiazdą MMA w Polsce, czy jednym z wielu w UFC?

Każdy chciałby odnieść sukces w dziedzinie, w której się specjalizuje. Jeżeli chodzi o Mameda Khalidova, to lubię oglądać jego walki. Szanuję go jako zawodnika, ale nie jest moim idolem, choćby z tego względu, że jest trochę sprytnie prowadzony, bo w tym momencie walczy z zawodnikami, którzy byli na topie jakieś 5-6 lat temu. Fajnie, że pokonuje zawodników, którzy jeszcze kilka lat temu byli mistrzami, ale moje podejście do walki jest takie, że trzeba sobie rzucać coraz to nowe wyzwania. W przypadku Mameda nie wiem o co tam dokładnie chodzi, a jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Podejrzewam, że nie chce on walczyć w innych organizacjach z tego względu, że straciłby lokalnych sponsorów. Jakimś firmom z Polski nie będzie się opłacało reklamować w UFC, bo to nie jest ich rynek odbiorców. Jak będę na jego poziomie, będą mnie spotykać podobne problemy, to być może będę postępował, jak on. Na razie jestem niższej rangi zawodnikiem i nie wiem jeszcze z czym to się dokładnie je. Na tę chwilę chcę sobie stawiać wyzwania, bo to dla prawdziwych fighterów jest najważniejsze.

Wpuszczanie w Polsce do ringu „celebrytów” pomogło MMA?

Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że jednak tak. Walka, dajmy na to, Pudziana z Najmanem ściągnęła przed telewizory każdego Heńka, czy Mietka, bo wszyscy byli ciekawi, jak taki wielki gość jak Pudzian poradzi sobie na ringu. Dzięki temu, ludzie zdobyli podstawową wiedzę na temat tego sportu. Jest to dzisiaj społecznie dużo bardziej akceptowane niż jeszcze kilka lat temu.

Jakie masz plany na najbliższe miesiące?

15 lutego mam stoczyć walkę w Bieżuniu na PLMMA 28 z Piotrem Danelskim z Arrachion MMA Olsztyn (teamu Mammeda). Mój rywal, choć ma na koncie tylko jedną walkę zawodową, myślę, że będzie ciężkim przeciwnikiem ze względu na jego warunki fizyczne. Ma ponad 195 cm i nie jest typem gościa, który wygląda jak tyczka. Będzie groźny w stójce, bo ma duży zasięg, ale widziałem, że nieźle rusza się też w parterze. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze i  walka potoczy się tak, jak sobie ją zaplanuję.  Wcześniej, w najbliższą sobotę 25 stycznia, mam zawalczyć w Pucharze Polski na Amatorskiej Lidze MMA w Sochaczewie. Traktuję ten turniej, jako sparingi przed czekającą mnie walką w lutym.

The following two tabs change content below.
Mateusz Ostrowski

Mateusz Ostrowski

Wychowany na trybunach pasjonat piłki kopanej, który wszystkie swoje oszczędności potrafi wydać na meczowe wojaże.
Mateusz Ostrowski

Ostatnie wpisy Mateusz Ostrowski (zobacz wszystkie)