Rozmowy (pod)różne

Jest coś, co już od pierwszego miesiąca studiów wręcz spędza mi sen z powiek. Powroty do domu! I nie mam tu na myśli tego, że nie chcę spędzać czasu z rodziną i traktuję to jako przykry obowiązek. Chodzi mi mianowicie o coś zupełnie innego – otóż długość podróży oraz publiczne środki transportu skutecznie mnie do tego zniechęcają. Jednak, jak się okazuje, świat alternatywnej komunikacji zbiorowej może być ciekawym tematem felietonu. A zwłaszcza współtowarzysze podróży, z całą swoją mizerią problemów, rozterek i interesów…

Janusz biznesu

Wchodzę do przedziału, patrzę – jakiś mężczyzna już w nim jest, więc standardowe dzień dobry i grzecznie zajmuję swoje miejsce. Odpowiedzi nie słyszę, no trudno. Pan czymś zajęty, ale nie przeszkadza, więc i ja zajmuję się swoimi sprawami. Gdy nagle zaczyna się: zakłada słuchawkę Bluetooth i wykrzykuje tajemnice handlowe. (W myślach odtwórz męski, protekcjonalny ton): – Dwa tysiące przelej (głośne żucie gumy). Dwa tysiące! Ona chce mieć to na CITO, nie rozumiesz? Taaa… (znów żucie gumy).

Eh, ci janusze biznesu…

Dorian i Cubano

– Nie… Z Kamilem się tylko całowałam. No daj spokój, a o czym ja mam z nim rozmawiać?! Za to ten Dorian.. wiesz, ja nigdy nie spotkałam takiego faceta. Takiego wiesz, na poziomie, z klasą… Zabrał mnie do KUBANO. No jak to, KUBANO nie znasz? To taki klub w Warszawie, 3 piętra ma. A wcześniej zrobił kolację, mówię ci, tak się najadłam! Nooo… Makaron  zrobił. Ale nie jakieś kluski ze skwarkami, tylko taki dobry…

Siadam obok takiej damy i już wiem, że będzie ciekawie. Rozterki miłosne, niby nic takiego, jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku, więc powinnam zrozumieć. Zrozumieć, owszem, ale nie muszę słuchać tej historii milion razy, bo przecież trzeba zadzwonić do wszystkich przyjaciółek. No w końcu nie każdą Dorian zabiera do Cubano…

Pan Wiesiek

Na uwagę, a nawet na oddzielny akapit, zasługuje też Pan Wiesiek. Nie wiem, kim jest, co w życiu robi, jest jednak osobą, która bardzo zapadła mi w pamięć. Wsiada do busa już prawie spóźniony i okazuje się, że jest jedno wolne miejsce, na samym końcu pojazdu. Pan Wiesiek, jako wytrawny podróżnik, kręci nosem i zastanawia się, co tu zrobić, byle tam nie siedzieć.

Wybawieniem okazuje się być dla niego młoda dziewczyna, która niemal ze łzami w oczach prosi kierowcę, by zabrał ją bez rezerwacji. To był piątek wieczorem, więc i w kierowcy obudziły się ludzkie uczucia i postanowił skorzystać z dodatkowego, rozkładanego fotela tuż przy swoim. I tu do akcji wkracza Pan Wiesiek – na całe nieszczęście kierowcy – i tak rzecze do niewiasty: – Siadaj tam z tyłu, ja się tu przemęczę.

I się zaczęło… Ledwie kierowca ruszył, Pan Wiesiek obrał sobie za punkt honoru zabawić go rozmową. Głównie mówi o robocie, ale wspomina też swojego szwagra, jak pili ostatnio, jak stare Renault musieli wyklepać, bo zardzewiało, w końcu pyta:
– Ej słuchaj, ty, a te busy to sami tankujecie? Bo mój szwagier też kiedyś jeździł takimi podobnymi i wiesz, proszę ja ciebie, sam musiał olej zmieniać i tankować i wszystko, mówię ci. A u was jak jest?
Kierowca lekko oszołomiony tym natłokiem informacji, decyduje się odpowiedzieć.
– Nie, wie pan, firma się tym zajmuje. Ja tylko kluczyki dostaję i ruszam w trasę… – odpowiada zdawkowo i sięga po coś do schowka. Odpakowuje kanapkę, zrobioną z okrągłej bułki (to ważne dla tej historii). Nie zdążył jej jeszcze ugryźć, a Pan Wiesiek dopytuje:
– Ej, a co tam masz? Pączka jesz?

Trudno mi było w tamtym momencie opanować śmiech. Założyłam słuchawki i już nie słuchałam mądrości Pana Wieśka. Współczuję tylko kierowcy, bo ja wysiadłam w Czerwińsku, a Pan Wiesiek jechał jeszcze 50 km dalej…

Były sportowiec

Wracam do domu rodzinnego. Po trzech godzinach spędzonych w autobusie z Lublina do Warszawy, ponad półgodzinnym czekaniu na przystanku na kolejny, tym razem bezpośredni już transport do domu,  nie mam sił na nic. Głodna i zmęczona, chcę tylko jak najszybciej pokonać ostatni odcinek swojej trasy i w końcu zobaczyć się z rodziną. Siadam na końcu autobusu, myśląc, o czym napiszę ten tekst. Chciałam tylko spokojnie sobie pomyśleć, ale nie tym razem…

Miejsce obok  mnie zajmuje starszy Pan. I od razu przechodzi do rozmowy. Mówi, że ledwo zdążył, że poprzedni autobus mu uciekł, że zimno i pada. Uśmiecham się, kiwam potakująco głową, licząc, że zrozumie moją niechęć do konwersacji. Tym bardziej ostentacyjnie odwracam głowę w drugą stronę i już mam podłączone słuchawki do telefonu, gdy nagle Pan zaczyna opowiadać o sobie. O tym, jak był trenerem w klubie bokserskim, szanowanym sportowcem w tym półświatku, ale wraz z którąś zmianą władzy stracił pracę. Opowiadał o podróżach po świecie i osobistościach, z jakimi miał przyjemność się spotkać. Nie było w tym jednak ani krzty przechwałek czy wywyższania się – widać było, że miał ogromną potrzebę kontaktu z  drugim człowiekiem. Dowiedziałam się, że jest wdowcem, a jego dzieci mieszkają daleko, więc na weekend jedzie do znajomego księdza, odwiedzić go w parafii. Jego kuzyn czy ktoś z tej linii pokrewieństwa.

To była jedna z ciekawszych i przyjemniejszych podróży do domu, tak odmienna od poprzednich powrotów. A na koniec dostałam ciastko. Niby nic wielkiego, zwykłe, kruche ciastko… Proustowska magdalenka to nie była, lecz gdyby dostała je tamta blondynka, może nie musiałabym tyle słuchać o KUBANO?

 

The following two tabs change content below.
Wiktoria Frej

Wiktoria Frej

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Zakręcona, co widać na załączonym obrazku. Już dawno postanowiła dorosnąć dopiero na starość. Bez wzajemności zakochana w Czesławach swojego życia, ponadto w dobrych książkach i jedzeniu. Ceni słowo pisane ponad wszystko.
Wiktoria Frej

Ostatnie wpisy Wiktoria Frej (zobacz wszystkie)