Rozłam na górze

źródło: wiadomosci.radiozet.pl
źródło: wiadomosci.radiozet.pl

Zgrany do tej pory pisowski duet zaczął fałszować. Ostre tony Jarosława Kaczyńskiego i spokojne Andrzeja Dudy za nic nie mogą się zgrać. Obserwatorzy zachodzą w głowę, czy to początek rozłamu na szczycie władzy, czy tylko gra pozorów, mająca sprawić, że przymilny Duda zacznie być w końcu postrzegany jako samodzielny byt polityczny.

Od momentu zaprzysiężenia Prezydent Duda raz po raz strzelał sobie w kolano. Zarzuty o bylejakość, miałkość i brak inicjatywy próbował zbyć ładnym uśmiechem i wciskaniem kitu, że nadal jest prezydentem wszystkich Polaków. Trudno od niego oczekiwać, by postępował wbrew swoim przekonaniom i poglądom, ale jawne chodzenie na postronku PiSu i Jarosława Kaczyńskiego sprawiły, że Duda zaczął tracić w oczach umiarkowanych wyborców. Tych, którzy z dwojga złego woleli wybrać młodego i nieco mdłego prawnika niż skompromitowanego myśliwego.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że z trio trzymającego władzę w Polsce, to właśnie teoretycznie najważniejsza osoba w państwie jest najmniej wyrazista. Beata Szydło lansuje się programem „500+”, Jarosław Kaczyński raz po raz ciska gromy na oponentów, a Andrzej Duda… po prostu jest. A jeśli już zabiera głos, to powtarza opinie uznawane za jedynie słuszne przez partię rządzącą. Partię, którą opuścił, by nie posądzano go o polityczne uzależnienie od macierzystej frakcji. Jak widać, karma wraca.

Zepchnięty na margines Prezydent w końcu tupnął nogą i pokazał, że jest dorosły i ma prawo głosu. Niedzielne obchody z okazji 6. rocznicy katastrofy smoleńskiej potraktował jako trampolinę do lepszej przyszłości. Przemówieniem, które miało chwycić za serca i przypodobać się wszystkim, nawet najbardziej zagorzałym przeciwnikom, postanowił wrócić do gry. I pokazać, że jest samodzielny, a jako prezydentowi zależy mu przede wszystkim na jedności.

Starał się chłopak, starał, a wyszło jak wyszło. Przemowa, jak to przemowa, raz gorsza, raz lepsza. Ta wiała nudą na kilometr. Może to przez monotonny ton głosu, może przez problem z gestykulacją, ale ciężko jest przebrnąć przez całość orędzia do narodu. Orędzia o tyle istotnego, że niosącego w swej treści powiew świeżości i próbującego wybić się na niezależność. Padły słowa o przebaczeniu, jedności, wzajemnym szacunku, o potrzebie rzetelnego śledztwa w sprawie tragedii w Smoleńsku, które nie będzie polityczną przepychanką. Nie brakło również słodzenia Lechowi Kaczyńskiemu, co można odebrać jako zabezpieczenie przed zarzutami radykalnych zwolenników PiSu, że Prezydent jest w stanie zakopać wszystko, nawet historyczną prawdę, na rzecz przymilenia się wszystkim. Duda kiwał się na boki, uprzejmie uśmiechał, a z jego ust płynęły piękne słowa. I już mógł świętować zdobycie dusz Polaków oraz poklask nieprzychylnych do tej pory dziennikarzy, gdy wszystko legło w gruzach. Kilka godzin później przemówił Jarosław Kaczyński. I nici z pojednania.

O ile Kaczyński przyzwyczaił rodaków do mocnych wystąpień, o tyle jego niedzielna przemowa była ostra. Bardzo ostra. Prezes wyszedł na mównicę i w swoim przemówieniu zakwestionował wszystko, co powiedział kilka godzin wcześniej Prezydent Duda. Nie wprost, ale nawołując do moralnego napiętnowania winnych katastrofy smoleńskiej czy wymierzeniu odpowiedniej kary, dał znać, że pojednania nie będzie. A na pewno nie w najbliższym czasie. Odkrycie prawdy, osądzenie winnych i wymierzenie kary, a dopiero później radosne chwytanie się za ręce i zjednoczenie. Zjednoczenie na poziomie ogólnym, narodowym, bo trudno jest sobie wyobrazić prezesa Kaczyńskiego żyjącego w zgodzie z Bronisławem Komorowskim czy Donaldem Tuskiem.

Jedna przemowa wiosny nie czyni. Czas pokaże, czy prezydent Duda poczuł się ośmieszony przez prezesa Kaczyńskiego czy może w końcu wybije się na całkowitą niezależność. Następne decyzje i wystąpienia będą sygnałem, czy pokorny do tej pory piesek zerwał się ze smyczy i zacznie szczekać po swojemu, czy może potulnie wróci do budy swego pana, radośnie merdając na każde jego zawołanie.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Gurmińska

Katarzyna Gurmińska

Studentka dziennikarstwa, wciąż poszukująca własnej drogi i możliwości rozwoju. Pasjonatka podróżowania, przy okazji licznych tułaczek, zawitała na kontynent Ameryki Południowej, który sprawił, że bezwarunkowo się w nim zakochała i marzy o ponownym spotkaniu z nim. Pomimo odwiedzenia wielu miejsc w Europie i zasmakowania w różnorodnych kulturach twierdzi, że najpiękniejszym miejscem na świecie jest… jej rodzinny Kazimierz Dolny. Uwielbia fotografować, a najlepiej odnajduje się w fotografii reporterskiej. Zakochana w sporcie, w wolnej chwili ogląda mecze piłki nożnej oraz wyścigi kolarskie, a przy sprzyjających warunkach jeździ na rowerze. Interesuje się historią Polski, szczególnie tą sięgającą czasów II wojny światowej.
Katarzyna Gurmińska

Ostatnie wpisy Katarzyna Gurmińska (zobacz wszystkie)