Recenzja: Roger Waters – Amused To Death (2015)

Roger-Waters-AmusedRoger Waters znów postanowił wyjść z bunkrów, aby wraz z wybitnym producentem Jamesem Guthrie odświeżyć swoje największe dzieło, jakim jest płyta Amused to Death. Odświeżona wersja wydanego w 1992 roku albumu została poddana cyfrowemu remasteringowi i zmiksowaniu, o czym sam Waters zawiadomił kilka miesięcy temu w krótkiej prezentacji. Fani basisty rozumieją to dwojako. Jedni traktują zamiar jak chwyt marketingowy, drudzy natomiast – jako zapowiedź całkowicie nowego materiału.

Było lato 2013 roku. Wiele młodych osób wciąż wspominało miesiąc maj, kiedy toczyli ciężki, niemalże rozbrajający bój z egzaminami maturalnymi. Ci sami ludzie gotowali siebie samych na przenosiny gdzieś do innych zakątków kraju, celem rozpoczęcia nauki  w szkołach wyższych. Jednego z nich dopadł z tego powodu kryzys, gdyż wielkimi krokami zbliżał się moment wyjścia z dotychczasowego życia. Licealna idylla dobiegała końca.

Na pomoc Strudzonemu Marzycielowi przyszedł wujaszek Roger z Wielkiej Brytanii, wręczając mu egzemplarz swojego ostatniego dzieła. Okładkę wypełniała fotografia małpy obserwującej wielką źrenicę na ekranie teleodbiornika. Dzieło nosiło nazwę Rozbawieni na śmierć. Gostek bał się zadać pytanie o to, ile razy jeszcze będzie wysłuchiwał okrutnych opowieści o śmierci ojca podczas II wojny światowej, złapanych autostopowiczkach czy niepełnosprawnych geniuszach. Wolał potulnie milczeć i umieścił plastik w odtwarzaczu.

Po dwudziestu trzech latach wujo wynajął pana Jamesa, aby na potrzeby reedycji podrasował cały materiał. Album oprawiono w nową szatę graficzną (miejsce małpy zajęło dziecko) i wypuszczono w kilku nowoczesnych formatach. Na pierwszy rzut oka wychodzi płyta hybrydowa i winylowy picture-disc. Rzecz jasna zwykły kompakt i winyl nadal zostaje w użyciu.

Prolog jest identyczny jak w oryginale. Noc. Koniki wydające swoje dźwięki w polu. Telewizor. Takowy stan rzeczy trwa niespełna minutę. Naraz gitarzysta Jeff Beck rozpoczyna swój popis o melancholijnym brzmieniu. Wyczyn jest nietuzinkowy. Za każdym razem, gdy go słyszę zapadam się w fotel i zazwyczaj siedzę w nim nieruchomo aż do ostatniego numeru. W tle weteran I wojny światowej Alf Razzell poczyna snuć wspomnienia o Billu Hubbardzie –  swoim towarzyszu broni. Razzell opisuje moment, gdy spełniając życzenie rannego kolegi z armii zostawił go na pustkowiu.

amused-to-death-52a28d1cd7721
Oryginalna okładka „Amused to Death” (1992)

Jednak pierwszy światowy konflikt to nie jedyny wątek na płycie wujka. Niebawem przenosimy się do czasów bardziej współczesnych. Dwóch komentatorów sportowym stylem relacjonuje operację storpedowania platformy wiertniczej w Zatoce Perskiej. Na Placu Niebiańskiego Spokoju w Pekinie wraz z innymi ginie młoda studentka filozofii opisana jako żółta różyczka pełna nadziei. Komentarza widzów oglądających telewizję jakoś nie słychać. Prawdopodobnie zostali rozbawieni na śmierć.

W ciągu 70-ciu minut można kilkukrotnie przeżyć szok. Czy to za sprawą gorzkich tekstów o wojnie i ciemnej stronie świata? Czy przez same efekty? Bez względu na to najtrudniej jest przejść przez ostatni kwadrans płyty. Mogłoby się wydawać, że It’s A Miracle w końcowej fazie zostaje celowo ściszone. Owo działanie przypomina niepracujący umysł przestający odbierać choćby najcichsze sygnały. Tylko gdzieś w oddali brzmi jakiś chórek. Wówczas, jakby na zawołanie, pojedynczy wysoki dźwięk flegmatycznego solo gitarowego zrywa z letargu. Człowiek przebywał w stanie śmierci klinicznej przez ponad godzinę, by zaraz wrócić do rzeczywistości. Podróż po świecie pełnym krwi i wojny dobiega końca. Słuchając dzisiaj tej płyty spoglądam wstecz na tamten okres, gdy słyszałem ją pierwszy raz. Te same nastroje wciąż są obecne. I chyba Amused To Death nie będzie kojarzone z niczym innym.

Nie jest to następca dwóch wcześniejszych płyt wujasa. To najlepsza, niezależna i najbardziej dopracowana całość ze wszystkiego, co kiedykolwiek stworzył (pracował nad nią pięć lat). Bez wątpienia jest to płyta wymagająca, stawiająca bardziej na warstwę tekstową niż dźwiękową. Właściwie można oddzielić je od siebie. W tym wypadku odseparowane od siebie bronią się samoistnie.

W analizie sekcji technicznej należy nadmienić pewien istotny detal. Album Amused to Death obok takich płyt, jak Dangerous Michaela Jacksona oraz Prisoners of Paradise chłopaków z Europe został zmiksowany w nowoczesnej technologii QSound. Celem tej metody jest stworzenie trójwymiarowego dźwięku płynącego  z kanałów stereo. Słuchając nagrań za pośrednictwem sprzętu hi-fi, jak i słuchawek, odbiorca ma wrażenie wyjątkowej, zupełnie innej przestrzenności – jaką oferuje dźwięk dwukanałowy.

Najnowsza odsłona przynosi wiele różnic względem oryginalnego wydania. Gdzieniegdzie wokale zostały jeszcze bardziej wystawione na pierwszy plan (What God Wants p.I). W Perfect Sense p.II zamiast nagranego wspak przekazu można usłyszeć głos komputera HAL 9000 z pamiętnej Odysei Kosmicznej Kubricka. Natomiast The Bravery Being Out Of Range zostało poddane całkowitej obróbce. Na wierzch wyszły smaczki pod postaciami gitarowych solówek, które zatuszowano w oryginalnym miksie. Ograniczono także ilość chórków, a odgłosy publiki usunięto.

Do rejestracji materiału Roger zaprosił grupę znamienitych artystów. Obok wspomnianego Jeffa Becka oraz klawiszowca Patricka Leonarda na pierwszą linię wyszli członkowie legendy rocka, jaką jest zespół Toto – gitarzysta Steve Lukather i perkusista Jeff Porcaro. Obok nich na gitarach basowych zagrali Randy Jackson, James Johnson, John Pierce i John Patitucci.

Mogłoby się obyć i bez tego wznowienia, gdyż oryginał zawsze pozostanie oryginałem. Nie mniej skoro już jest, to niech bawi nasze uszy. Niektóre, wręcz elementarne rzeczy zostały na swoim miejscu – wzmocnione i uatrakcyjnione. Podsumowując – nie jest źle.

A co tam! Lepiej być nie może!

The following two tabs change content below.
Michał Abramek

Michał Abramek

Pochodzący z prowincjonalnego miasta w województwie lubelskim student Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, założyciel Agencji Reporterskiej "PassionTV" oraz kanału "Bez Cenzury". Preferuje zamiłowanie do starej, dobrej muzyki, jaka bawiła starsze pokolenia, zapalony fan rocka progresywnego, hard rocka i muzyki awangardowej bez ustanku poszukujący nowych, ciekawych brzmień.