RECENZJA: Phil Collins – Face Value (1981)

Phil-Collins-Face-Value-2015-300x300

To miała być zwyczajna emerytura zasłużonej ikony muzyki i drugiego frontmana Genesis. A jednak nie! Phil Collins wrócił z zamiarem nagrania nowej płyty solowej. Jest to znakomita okazja ku temu, by powrócić do dawnych lat i wcześniejszych albumów. Na koniec stycznia otrzymaliśmy wzbogacone wznowienia dwóch z ośmiu zapowiedzianych reedycji solowych osiągnięć Phila. Wraz z albumem Both Sides wrócił debiutancki jubilat Face Value, któremu 9 lutego stuknęło trzy i pół dychy.

Phil zerka na nas face to face z frontu czarno-białej okładki. Jego spojrzenie nie jest już tak obojętne jak na oryginalnej fotografii Trevora Keya. Wizerunek robi szczególne wrażenie przy dużym formacie, gdy koperta płyty winylowej zajmuje całe pole widoku.

Płyta powstawała niedługi czas po licznych zawirowaniach w sferze prywatnej artysty, spowodowanych rozwodem z żoną. Większością kompozycji frontman Genesis udowodnił, iż życie jest najlepszym autorem tekstów. Nie wspominając autonomicznej produkcji. Phil bowiem samodzielnie skomponował każdy utwór oraz wyprodukował swoje pierwsze solowe dzieło. Przy okazji zaprosił do współpracy takie persony jak chociażby Erica Claptona oraz basistów – Johna Giblina i Alphonso Johnsona.

Nie jest to czysta kontynuacja gatunku obecnego na poprzednich albumach popełnionych wespół z panami Banksem i Rutherfordem. Z początkiem lat osiemdziesiątych Phil korzysta z coraz bardziej powszechniejszych technik. Jako znakomity perkusista wprowadził na swoim solowym krążku automat perkusyjny. Jego dźwięki, opatrzone nieco mrokliwym brzmieniem, otwierają zarówno płytę jak i pierwszy przebój z niezależnego dorobku Collinsa In the air tonight. Po przekroczeniu połowy maszyna udziela miejsca żywym bębnom.

Materiał został opracowany pod wpływem nieszczęśliwych przeżyć, a mimo tego momentami słyszymy radosne melodie, chociażby w podchodzącym pod funk Behind the Lines oraz It Must Be Love. Collins podejmuje także współpracę z fortepianem w oszczędnym pod względem ilości instrumentów The Roof Is Leaking, bardzo chętnie i z udanym efektem końcowym chwyta się motywów nie związanych ściśle z rockiem, czego dowodem jest Droned czy Hand in Hand.  Na sam koniec zostawił słuchaczom coś wyjątkowego. Niespodzianką jest utrzymana w klimacie zmyślnej, syntezatorowej przejażdżki własna interpretacja eksperymentalnego numeru The Beatles Tomorrow Never Knows.

Phil osiągnął spore sukcesy już wcześniej grając w Genesis. Ale poprzez Face Value dowiódł o swoich wysokich umiejętnościach bycia także solistą. Płyta jest również udaną próbą przenosin w świat muzyki pop. Chociaż u koneserów progresu może wywoływać nieco kontrowersji, to jednak dzięki swojemu powodzeniu artystycznemu ten album przyciąga każdego jak magnes.

—————————————————————————————————————————————–

A już za niedługo kolejna słodka porcja wznowień. Na 26 lutego zaplanowano wypuszczenie dwóch kolejnych reedycji z solowego dorobku Phila, a mianowicie albumów Hello It Must Be Going (1982) a także Dance Into The Light (1996). Podobnie jak Face Value i Both Sides nowe edycje będą wzbogacone o dodatkowe dyski z niepublikowanymi materiałami archiwalnymi (wersje demo i live). Kwestią odświeżenia dźwięku zajął się wieloletni współpracownik Genesis, producent Nick David, mający za sobą współpracę z Marilion, Mike+The Mechanics czy Herbertem Gronemeyerem. Ten sam człowiek w 2010 roku został nominowany do nagrody Grammy za najlepiej brzmiący album muzyczny.

The following two tabs change content below.
Michał Abramek

Michał Abramek

Pochodzący z prowincjonalnego miasta w województwie lubelskim student Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, założyciel Agencji Reporterskiej "PassionTV" oraz kanału "Bez Cenzury". Preferuje zamiłowanie do starej, dobrej muzyki, jaka bawiła starsze pokolenia, zapalony fan rocka progresywnego, hard rocka i muzyki awangardowej bez ustanku poszukujący nowych, ciekawych brzmień.