RECENZJA: Peter Gabriel – So (1986)

soNaprawdę minął już rok od trzeciej dekady Towarzyszy Broni? Sprawdzenie na równi zakurzonych notatek osobistych, kalendarza oraz archiwów „Coś Nowego” dało jasną odpowiedź, że tak. Za to dokładnie trzydzieści lat temu – 19 maja 1986 – nakładem wytwórni Geffen, na półki sklepów płytowych zawitał Peter – młody, przystojny z dystyngowaną fryzurą, wpatrujący się bezpośrednio pogodnym wzrokiem. Jego wizerunek nie jest już ani trochę zniekształcony – nie deformują go ślady dłoni czy pokryta kroplami deszczu przednia szyba samochodu. To zupełnie nowy Peter Gabriel proponujący swój piąty album solowy o zwyczajnym tytule So – będący całkowitym przeciwieństwem swoich poprzedników.

Do momentu opublikowania tego materiału Peter kojarzony był z muzyką zawartą na pierwszych czterech albumach – wszystkich opatrzonych wyłącznie jego imieniem i nazwiskiem. Były to dosyć eksperymentalne próby sprecyzowania swojego solowego stylu, które osiągnęły powodzenie dopiero przy „Czwórce” reprezentowanej przez pamiętne San Jacinto i pozytywnie odjechane Shock the Monkey. Musiały minąć cztery lata, aby posłuchać nowości. Starszych zwolenników mogło nieco zaskoczyć zupełnie nowe podejście do komponowania objęte przez Petera.

So to zdecydowanie album komercyjny nagrany pod radiostacje. Nigdzie bowiem wcześniej w dorobku Gabriela nie było tak popowych kawałków. I żeby nie było potem jakichś niejasności – popowych w tym dojrzałym znaczeniu. Bo na przykład takie Red RainSledgehammer są przyjemne dla uszu (podobnie, jak dla oczu ekstazą jest teledysk do tego drugiego będący animowanym majstersztykiem), a co mówić o pełnym syntezatorowego blasku Big Time. Z perspektywy przebojowości to właśnie one przyczyniły się do powędrowania płyty na same szczyty notowań w Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy Nowej Zelandii. So to także znany duet Petera z Kate Bush – Don’t Give Up – dialog utrapionego człowieka ze wspierającą go pocieszycielką. W zbiorze dziewięciu nagrań jest także Mercy Street, w którym uwagę przykuwa egzotyczny rytm charakterystyczny dla muzyki z gatunku worldbeat ubóstwianej przez Petera. That Voice Again jest innym takim magnesem przyciągającym do głośnika poprzez stylową kompozycję. Nie inaczej wypada wyluzowana interpretacja This Is The Picture (Excellent Birds) wykonana z autorką oryginału Laurie Anderson. Przed samym końcem mamy jeszcze uspokajającą miniaturkę We Do What We’re Told, a w ramach epilogu gra In Your Eyes z udziałem Youssou N’Doura – senegalskiego wokalisty.

W 2012 roku So wypuszczono ponownie i, jak się można spodziewać, na pojedynczym kompakcie końca widać nie było. Bo, rzecz jasna, dla spragnionych przygód z obrazem i dźwiękiem pojawił się ‚Deluxe Box’ a w nim co nie miara merchu – od audiofilskich winyli i wydań kompaktowych po film DVD o tworzeniu płyty. Dlaczego o tym piszę? Wzgląd jest szczególny, bowiem w bonusach umieszczono zapis fajnego koncertu z amfiteatru na górze Lycabettus w Atenach z października 1987, na którym Peter zagrał, można rzec śmiało, same najlepsze kawałki (od San Jacinto po IntruderHere Comes The Flood). Dwie godziny performance’u zostały zarejestrowane na 35-milimetrowej taśmie filmowej, po latach zresztą zrekonstruowanej technologicznie, a dźwięk opracowany w 5.1 Surround. Nie wspominając już o tym, że nigdy wcześniej ten koncert nie został wydany.

Co do oryginału – płytę chwalono pod względem produkcji. W latach osiemdziesiątych studia nagraniowe zaopatrywane były coraz częściej w cyfrowe maszyny rejestrujące. Na przekór poszedł Peter wziął w obroty klasyczną taśmę, którą analogowo zmiksował z pomocą producenta Daniela Lanoisa. Współpraca zaowocowała albumem o krystalicznym dźwięku, z dużą ilością wyraźnych instrumentów i aranżacji. Ostatnie wznowienie tylko uwydatniło dobre strony jego brzmienia.

The following two tabs change content below.
Michał Abramek

Michał Abramek

Pochodzący z prowincjonalnego miasta w województwie lubelskim student Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, założyciel Agencji Reporterskiej "PassionTV" oraz kanału "Bez Cenzury". Preferuje zamiłowanie do starej, dobrej muzyki, jaka bawiła starsze pokolenia, zapalony fan rocka progresywnego, hard rocka i muzyki awangardowej bez ustanku poszukujący nowych, ciekawych brzmień.