Recenzja: Mark Knopfler – Tracker (2015)

Mark-Knopfler-Tracker

Ostatnio w jednym z najpopularniejszych polskich magazynów muzycznych ukazał się obszerny materiał poświęcony Legendzie Gitary – Markowi Knopflerowi. Lider brytyjskiej grupy Dire Straits ostatecznie położył jej kres dokładnie 20 lat temu, pragnąc rozwinąć swoją karierę solową. Obok sześciu studyjnych płyt w dorobku Dire Straits mamy jeszcze trzy zbiory nagrań koncertowych znakomicie uzupełniających dyskografię. Za to sam Knopfler serwuje nam kolejną porcję swojej  solowej twórczości. Album Tracker miał swoją premierę 16 marca 2015.

Sporo tutaj folkowych zagrywek, aczkolwiek duch starego zespołu powraca, mimo stanowczego odrzucenia przez autora macierzystego brzmienia na rzecz wyciszonych autorów. Płyta aż kipi od ciepłych, relaksujących brzmień oraz autobiograficznych tekstów. Przy singlu często tańczyliśmy z rodziną podczas ostatnich świąt wielkanocnych, chociaż nie powinniśmy przez wzgląd na tekst. Beryl promujący wydawnictwo jest dedykowana pamięci pisarki Beryl Bainbridge jako nawiązanie do pośmiertnego przyznania jej literackiej nagrody Bookera. I na tym nie koniec wspomnień. Już sam utwór Laughs and Jokes and Drinks and Smokes zabiera nas w podróż po młodzieńczych latach Knopfera. Ową balladę zdobi zaadaptowana przez autora melodia celtycka, połączona z jazzową rytmiką. Nie inaczej wypada Basil traktujący o brytyjskim literacie Basilu Buntingu. Pod względem aranżacyjnym miodem dla uszu są kolejne piosenki. Druga połowa River Towns wypełnia niebiański saksofon grający pod wakacyjną melodię. Sporo osób uważa, że Skydiver ma w sobie coś z muzyki The Beatles, lecz czy do końca? W każdym razie tutaj ubóstwiam wielowokalowy refren. Taneczną rytmiką zaskakuje natomiast wyklaskany Broken Bones. Z dylanowskimi klimatami mamy przyjemność spotkać się w Light of Taormina. Album w oryginale kończy wykonany w duecie z kanadyjską wokalistką Ruth Moody Wherever I Go.

Kto uważa, że jedenaście piosenek to za mało, może pokusić się o edycję deluxe z czterema bonusami. W gruncie rzeczy szkoda, że takie dzieła jak Terminal of Tribute To czy My Heart Has Never Changed nie zostały uwzględnione w standardowej trackliście. A co do melomanów i kolekcjonerów… Mark pomyślał nawet o nich. Przewidziano bowiem limitowany box, zawierający zarówno wersję winylową, jak i kompaktową z dodatkowym dyskiem DVD oraz licznymi grafikami i fotosami. Krótko – album na bogato.

Z jednej strony szkoda, że to już nie ten sam Mark Knopfler, śpiewający Money for Nothing lub Sultans of Swing. To szkocki Wirtuoz po sześćdziesiątce, wypracowujący solowy styl muzyki – beztroskiej, a nawet sielankowej, z lekką domieszką reminiscencji biograficznych.

Album refleksyjny i stonowany, idealny na letnie, gorące dni z kieliszkiem wina przy otwartym oknie tarasowym z widokiem na pola i lasy. Identyczne, jak te z okładki. Chylę czoło!

The following two tabs change content below.
Michał Abramek

Michał Abramek

Pochodzący z prowincjonalnego miasta w województwie lubelskim student Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, założyciel Agencji Reporterskiej "PassionTV" oraz kanału "Bez Cenzury". Preferuje zamiłowanie do starej, dobrej muzyki, jaka bawiła starsze pokolenia, zapalony fan rocka progresywnego, hard rocka i muzyki awangardowej bez ustanku poszukujący nowych, ciekawych brzmień.