Quo vadis Brytanio?

źródło: ndie.pl
źródło: ndie.pl

Najnowsze raporty o stanie wiary w Wielkiej Brytanii są zatrważające. Większość populacji stanowią ateiści, a w siłę rosną muzułmanie. Wielka Brytania przestała być krajem chrześcijańskim.

Religia, która na wyspach brytyjskich rządziła niepodzielnie (poza Irlandią, która zawsze była mocno katolicka) od XVI wieku, 500 lat później jest w odwrocie. Niespełna połowa Brytyjczyków określa się jako wierzący. Większość stanowią ateiści i bezwyznaniowcy. Wśród wierzących maleje liczba Chrześcijan, a wzrasta odsetek Muzułmanów. Patrząc na to, jak stopniowo islam podbija Europę można przypuszczać, że za pewien czas większość (odsuwając w cień niewierzących) stanowić będą wyznawcy Allaha. Tak kończy się odcinanie się Chrześcijan od własnych korzeni.

Jakie antidotum na zaistniałą sytuację proponują zaradni Anglicy? Otóż międzywyznaniowy Instytut Woolfa z Cambridge proponuje, by Wielka Brytania stała się krajem tolerancyjnym i otwartym na inne wyznania. Byłoby to piękne i szczytne założenie, gdyby nie mały mankament… tolerancja proponowana przez ów Instytut (a więc ludzi światłych i inteligentnych, jak mniemam) sugeruje rozwiązania, które ostatecznie pogrążą i tak już dogorywające Chrześcijaństwo na Wyspach. I tak oto otwarcie mówi się o zniesieniu w  szkołach wyznaniowych obowiązku codziennego apelu o charakterze chrześcijańskim. Jeśli te kilka minut udręki ma spowodować głębokie traumy u małych ateistów czy słodkich i niewinnych dzieci muzułmańskich imigrantów, to można w ostateczności ten postulat przyjąć. Szkoda tylko, że wielu ludzi w równym stopniu nie respektuje praw Chrześcijan, chociażby do noszenia na szyi krzyżyka w miejscu pracy.

Kolejnym pomysłem wspomnianego Instytutu jest zmienienie zasad przyjmowania dzieci do szkół wyznaniowych tak, by przynajmniej połowę (czytaj: większość) uczniów stanowiły pociechy niekoniecznie wyznające wiarę krzewioną przez daną placówkę. I tak rodzic, który posyła swoje dziecko do katolickiej szkoły z nadzieją, że będzie tam wzrastało wśród podobnych sobie rówieśników, musi liczyć się z tym, że większość kolegów potomka będą stanowili… Muzułmanie. Tadam, niespodzianka!

To jeszcze nie wszystko. Najbardziej absurdalnym pomysłem jest uwzględnienie w koronacji przyszłego monarchy elementów innych religii. I tak Książę Karol po śmierci swej matki, Elżbiety II (oby żyła długo i szczęśliwie), wziąłby udział w bardzo ciekawej szopce. Nie wiadomo do czego posunęłaby się inwencja twórcza piewców otwartości na różne wyznania. Może przyszły król, niczym wyznawca Allaha, podczas zaprzysiężenia klęczałby na dywaniku i oddawał pokłony w kierunku Mekki? A może podczas koronacji dumnie nosiłby na głowie rondel na makaron, z szacunku dla wyznawców Latającego Potwora Spaghetti? Twórcy tego irracjonalnego pomysłu urozmaicenia ceremoniału koronacji zapomnieli chyba, że monarcha brytyjski jest jednocześnie głową Kościoła anglikańskiego. To tak, jakby wymagać od papieża, by podczas inauguracji pontyfikatu nosił jarmułkę, a zgodnie z trendami prawosławnymi zapuścił długą brodę. Ale to nic, ekumenizm ponad wszystko.

Według przewidywań niektórych religioznawców, które można odnaleźć na brytyjskich portalach typu The Spectator, w 2033 roku Anglikanizm w Wielkiej Brytanii przestanie istnieć. Te same prognozy wskazują na to, że z kolei samo Chrześcijaństwo zostanie wyrugowane z Wysp w 2067 roku. Czy jest więc już za późno na uratowanie sytuacji? Z pewnością jest jakaś nadzieja na to, by obronić religię chrześcijańską w kraju Królowej Elżbiety. By to jednak uczynić trzeba dostrzec przyczyny obecnego kryzysu.

Nie od dzisiaj wiadomo, że Kościół anglikański tonie w błocie. Liczne skandale, błogosławienie związkom homoseksualnym, wyświęcanie kobiet na pastorów (a od niedawna na biskupów, o czym pisał m.in. ,,Newsweek”) doprowadziły do tego, że wiekowa wspólnota stała się bezzębna, tracąc narzędzia do walki z rozwijającym się sekularyzmem. Wierni coraz częściej odchodzą od Kościoła, ponieważ nie znajdują w nim oparcia. To, co początkowo budziło zachwyt, czyli otwartość, tolerancja i świeckie życie sprawiło, że ludzie nie widzą już w Kościele ostoi wiary i wartości. Co innego dzieje się chociażby w Stanach Zjednoczonych, gdzie wspólnoty protestanckie są żywe i energiczne, przyciągając do siebie coraz więcej wiernych. Drugim z powodów, dla których Anglikanizm umiera jest otwartość na przybyszów o odmiennej niż europejska kulturze. Chodzi przede wszystkim o wyznawców Islamu, którzy w Europie nie szukają raju. Ich celem jest „nawracanie” (dość delikatne określenie na mordowanie w imię religii) niewiernych. Na razie czynią to zgodnie z obietnicami „poprzez brzuchy ich kobiet”. Jednak coraz częściej do głosu dochodzą islamiści parający się bardziej brutalnymi metodami, czego przykładem jest niedawny atak nożownika w Londynie.

Wydaje się, że w tej sytuacji potrzeba cudu. Naprawienie błędów w rodzimej wspólnocie i jednoczesne powstrzymywanie przybyszów przed kulturowym i wyznaniowym przejęciem kraju wydaje się niemożliwe. Patrząc na przykład kraju, w którym mieszka i pracuje wielu naszych rodaków warto się zastanowić, czy za kilkadziesiąt lat nie grozi nam podobna sytuacja. W momencie, gdy wyznawcy islamu zapukają do naszych drzwi może się okazać, że jedyną ostoją, tak jak podczas wieków obfitych w wojny i zniewolenia, będzie Kościół Katolicki. O jego sile stanowią jego wyznawcy. I to od nas zależy, czy niczym Brytyjczycy popłyniemy z falą ateizmu i islamizmu, czy przetrwamy wśród moralnych i politycznych zawirowań w Europie. Warto nad tym pomyśleć dopóki mamy ster w rękach.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Gurmińska

Katarzyna Gurmińska

Studentka dziennikarstwa, wciąż poszukująca własnej drogi i możliwości rozwoju. Pasjonatka podróżowania, przy okazji licznych tułaczek, zawitała na kontynent Ameryki Południowej, który sprawił, że bezwarunkowo się w nim zakochała i marzy o ponownym spotkaniu z nim. Pomimo odwiedzenia wielu miejsc w Europie i zasmakowania w różnorodnych kulturach twierdzi, że najpiękniejszym miejscem na świecie jest… jej rodzinny Kazimierz Dolny. Uwielbia fotografować, a najlepiej odnajduje się w fotografii reporterskiej. Zakochana w sporcie, w wolnej chwili ogląda mecze piłki nożnej oraz wyścigi kolarskie, a przy sprzyjających warunkach jeździ na rowerze. Interesuje się historią Polski, szczególnie tą sięgającą czasów II wojny światowej.
Katarzyna Gurmińska

Ostatnie wpisy Katarzyna Gurmińska (zobacz wszystkie)