„Primabalerina” Doroty Gosiąrowskiej

primabalerinaTrzydziestokilkuletnia Nina jest sierotą wychowaną przez siostry zakonne. Pracuje w ośrodku spokojnej starości „Kalinowe Zacisze” i wiedzie spokojne życie. Niespodziewana utrata dachu nad głową niszczy jej stabilizację i zmusza do mieszkania z przyjaciółką. Niedługo potem umiera pani Irma – mieszkanka ośrodka w bardzo podeszłym wieku i bliska przyjaciółka Niny. Przepisuje jej kamienicę we Lwowie, czego młoda opiekunka kompletnie się nie spodziewała. Kobieta dopiero odkrywa, że tak naprawdę nie wie nic o przeszłości starszej pani. Równocześnie zaprzyjaźnia się z Igorem – sympatycznym gejem, który również przyjaźnił się ze staruszką, a teraz stara się pomóc Ninie odnaleźć się w nowej sytuacji. W efekcie para przyjaciół wybiera się w podróż do Lwowa.

Nina podążając śladami zmarłej przyjaciółki, dowiaduje się wiele o jej życiu, ale i zagłębia w swoją duszę. Spotyka przystojnego Michaiła, który zawładnie jej sercem. Przygląda się pięknemu miastu, co do którego miała wiele obaw, ale ostatecznie się w nim zakochuje (tu gratulacje dla autorki, bo w sposób niezwykle obrazowy opisała Lwów). Walczy o miłość, przyjaźń i swoje miejsce na ziemi, którego zawsze szukała.

Książka zawiera mnóstwo opisów, a mało dialogów. Staranne opisy z jednej strony dokładnie obrazują otoczenie i emocje, a z drugiej trochę przytłaczają, przez co niestety uniemożliwiają szybkie czytanie. Również bogate słownictwo i zachwyca, i nieco męczy. Czas akcji osadzony jest w czasach współczesnych, a bohaterowie wypowiadają się momentami w sposób archaiczny. Aż dziwnie jest pomyśleć, że ta kobieta, której „pąs pojawił się na policzku” żyje w dwudziestym pierwszym wieku. Od strony technicznej nie podoba mi się też to, że tekst nie jest podzielony na żadne rozdziały, czy podrozdziały. To może błahostka, ale mnie, jako czytelnika irytuje, że nie mogę „doczytać rozdziału” i na nim zakończyć, tylko muszę przerywać wątek.

Książka nie jest nudna. Nie pozostawia czytelnika obojętnym, zakończenie zaskakuje i to mocno! To lektura wymagająca od odbiorcy pełnego skupienia, a dzięki temu odkrywa przed nim to, co w niej najpiękniejsze. Główną bohaterkę zrozumie niemal każda kobieta poszukująca swojej tożsamości, ale i rozkwitająca z wiekiem. Warto było usiąść przy „Primabalerinie” i przenieść się w tajemnicze zakątki Lwowa.

The following two tabs change content below.
Sandra Czarniecka

Sandra Czarniecka

Studiuję drugi rok edytorstwa. Pisaniu i czytaniu poświęcam większość wolnego czasu. Jestem zakochana w twórczości Nicholasa Sparksa, Guillaume Musso i we współczesnych boysbandach. Uwielbiam odkrywać nowe rzeczy i jestem bardzo ciekawa świata. Marzą mi się podróże po Polsce, zobaczenie Wieży Eiffla i rudy kot. Inspiracje czerpię z innych ludzi, ich historii i doświadczeń.