Pod wrażeniem chińskiej kultury, czyli ocena wystawy Inne Oblicza

leadPewnego grudniowego dnia wybrałem się do Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Moja wizyta była związana z zadaniem, jakie dostałem do wykonania na jednym z przedmiotów moich studiów magisterskich. Było nim napisanie własnej impresji z wizyty właśnie w wyżej wymienionym miejscu.

Owe zadanie otrzymaliśmy już w listopadzie i domyślałem się, że parę osób z roku przede mną już zdążyło być w tymże muzeum. Postanowiłem więc zrobić coś na kształt sondy. Brały w niej udział nie tylko moi koledzy i koleżanki ze studiów, ale też inni znajomi. Pytałem czy dana osoba była w Muzeum Etnograficznym. Jeśli odpowiedź była twierdząca, to dopytywałem o wrażenia jakie wynieśli z wizyty. Słowo „nuda” pojawiało się w niewielu relacjach, ale częściej można było usłyszeć od pytanych określenia: „nie zachwyciło mnie”, „góra godzinę czasu zajmie Ci zwiedzanie wszystkiego”, „muzeum jak to muzeum”. Nie brakowało również i pozytywnych ocen, ale nie ma co ukrywać – większość wyrażała się sceptycznie. Również i ja sam wyobrażałem to sobie jako zadanie do „odbębnienia”. Było jednak coś, co każdy, ale to każdy bez wyjątku wspominał w swojej wypowiedzi. Tym „czymś” były chińskie maski. Bez względu na to czy ocena była in plus czy in minus. Nikt z pytanych przeze mnie osób nie przeszedł obojętnie obok tej wystawy. Wiedząc, że owe maski będą na I piętrze, wybrałem je jako pierwsze do mojej obserwacji.

Inne Oblicza

fot. Dawid Małek

 „Inne oblicza. Maski, marionetki i sztuka cieni ze zbiorów Chińskiego Narodowego Muzeum Sztuki”. To dość pokaźna kolekcja masek, strojów, lalek, przyrządów, obrazów, a nawet… bajki dla dzieci. Wszystko to pochodzi sprzed kilku tysięcy lat i jest to jedna z lepszych lekcji o kulturze chińskiej. Maski i lalki były wykorzystywane nie tylko do sztuk teatralnych, ale także do obrzędów religijnych. Kolorystyka, bogate wzornictwo, rozmiary (niektóre maski są kilka razy większe niż ludzka głowa) powodowały, że  widzowie w starożytności, tak jak i ja w 2014 roku byli pod wielkim wrażeniem tej gry kolorów oraz emocji. Niektóre z masek były odzwierciedleniem nakładania scenicznego makijażu. Właśnie ten fakt, że ciężko odróżnić czy jest to makijaż, czy maska, powoduje, że znajduję wiele słów uznania dla wykonawców tych dzieł. Makijaże są wykorzystywane przy obchodach święta Shehuo i różnych operach. Na twarzach u każdego z artystów pojawiały się inne motywy dekoracyjne, które kreują charakter u danego aktora. Jako, że Shehuo świętowano na wolnym powietrzu, makijaż ten był bardziej dekoracyjny i posiadał żywsze, jaskrawsze barwy. Najciekawsza część występuje zazwyczaj na czołach artystów. Innym ciekawym elementem były długie brody. Najbardziej przypadły mi do gustu makijaże lokalne, wykonania Shuanga Qixianga, a konkretnie „Dziewięciogłowy ptak” (na zdjęciu środkowa maska w pierwszym rzędzie). Trzy środkowe głowy ptaka są koloru czarnego, zaś sześć bocznych ma odcienie szarości. Jego skrzydła mają rozpiętość na niemal całą szerokość maski, a są one umiejscowione w takim miejscu, że z nich wyłaniają się oczy artysty. Złoto-czarny ogon z elementami koloru białego i czerwonego zajmuje cały nos i brodę.

Różne oblicza masek

muZaintrygowany początkiem wystawy wszedłem do kolejnego pomieszczenia, gdzie odkryłem jeszcze więcej ciekawych rzeczy. Przede wszystkim dotarłem wreszcie do masek. Pierwszymi maskami jakie zobaczyłem, były maski operowe Dixi z prowincji Kuejczou. W operze Dixi przeważały legendy o militarnej przeszłości Chin. Przedstawia ona wiele scen bitewnych z historia państwa środka. W walce biorą udział dobrzy i źli generałowie. Tutaj godną wyróżnienia maską jest Mu Guiying inaczej zwana „kobietą generałem”. Hełm ma bardzo wiele zdobień, sama twarz natomiast wskazuje na jedną cechę – opanowanie.

Gdybym miał opisać maski operowe Nuo z prowincji Hunan jednym zdaniem, napisałbym, że są one przeznaczone dla szamanów. W większości przedstawiają one demonów. Ich charakterystyczną cechą są: wyłupiaste oczy i wypukłe czoła. Nuo z innych regionów różnią się wyglądem na tyle, żeby odróżnić ich od tych z Hunan. Ten region znalazł się najwyżej w mojej klasyfikacji.

nuo

umbaNajładniejszymi ze wszystkich są dzieła z regionu Tybetu. Tańczy się tam w maskach bydła, tygrysów, smoków, lwów itp. Tańce tamtejsze odbywały się jeszcze przed przyjęciem buddyzmu, ale kiedy zaistniała tam ta religia, powstał taniec o nazwie Cham. Wykonuje się go w tybetańskich świątyniach. Aktorzy zakładają wielkie maski umba (łowcy lub rybaka), wyposażeni są też w różne bronie. Pomagają im w odtwarzaniu wielu legend, historii, bajek i motywów z innych oper.

            Wśród eksponatów, które przedstawiały wyłącznie maski tybetańskie (bez strojów), naprawdę miałem bardzo ciężki wybór we wskazaniu tej najbardziej intrygującej. Był jednak jeden eksponat, który wydawał mi się wyróżniać od pozostałych: Bóstwo cmentarne. Otóż cechą łączącą wszystkie maski tybetańskie, była swego rodzaju „korona” zdobiona trupimi czaszkami. Ten przykład, który opisuję jest jedną wielką trupią czaszką z trzema oczami. Korona tego bóstwa była bardziej zwyczajna przez brak czaszek, ale za to z boków maski wystawały tęczowe „wachlarze”, a na ich zakończeniach występują białe twarze na czarnym tle.

Teatr lalek

teatrZ masek przechodzimy do chińskiego teatru lalek, marionetek i pacynek itp. Teatry lalek, które później również przekształciły się w opery, opowiadały ludziom  legendy chińskie. Wykonanie takiego dzieła było misterną pracą. Liczne, dokładne zdobienia, dwuwarstwowa struktura oraz wykorzystanie złotej folii dawało bardzo widowiskowy efekt. Służył on głównie do obchodzenia święta urodzin Buddy. Za teatrzykiem stoją animatorzy i poruszają marionetkami, jednocześnie śpiewając. Animatorzy byli zdolni do wykonania lalkami takich czynności jak: nalewanie herbaty, pisanie, akrobacje, które do bólu przypominają ruchy ludzkie.

Różne oblicza wystawy

Wystawa lalek jest podzielona wg rodzajów: marionetki, pacynki, głowy pacynek, lalki i jawajki (lalki poruszane od dołu za pomocą kijów). Najciekawiej wyglądały umieszczone obok siebie pacynki, które nazywały się: Świniokształtny bojut, Mnich Tang, Król małp i Mnich Sha.

lalki

Teatr cieni

Kolejną atrakcją tej wystawy był teatr cieni. To unikatowa forma sztuki ludowej. Cienie przedmiotów, które są poruszane, padają na specjalny ekran, który daje efekt filmu (chiński teatr cieni powstał tysiące lat przed narodzinami kinematografii). W tle zdarzeń ze sceny teatru można było usłyszeć śpiew lub melodię. Teatr cieni wykształcił różne gatunki, typowe dla poszczególnych prowincji chińskich. Największy efekt był tuż po zachodzie słońca. Opowiadane były tu bajki, historie wojenne, które traktowały o lojalności, uczciwości i odwadze Chińczyków. Jedną z takich bajek jest Żółw i Żuraw. Najlepszym rozwiązaniem, żeby opowiedzieć o czym jest ta bajka, będzie zaczerpnięcie z opisu bajki na tabliczce w muzeum: „W stawie wywiązuje się kłótnia pomiędzy żółwiem i dwiema żabami. Z pomocą żurawia żabom udaje się pokonać przeciwnika, jednak później żółw usiłuje ukradkiem dokonać na ptaku zemsty. W trakcie konfrontacji żuraw korzysta ze swojego długiego dzioba i skrzydeł, a żółw – ze swojej skorupy. Potyczkę wygrywa żuraw”.

To oczywiście nie jedyna wystawa w tym muzeum, ale tylko ta spowodowała, że chciałem podzielić się z Wami pisząc ten tekst. Będzie czynna do 1 marca 2015 roku, więc pozostało już niewiele czasu żeby sprawdzić, czy i Was to tak zainteresuje.

Z Warszawy dla Coś Nowego, Dawid Małek.

Zdjęcia pochodzą z prywatnej galerii autora.

The following two tabs change content below.
Dawid Małek
Miejscem, w którym przyszedłem na świat było miasto Radom a mieszkam w maleńkiej miejscowości o nazwie Grabowska Wola. Lubię wiele dziedzin sportowych, ale kocham tylko piłkę nożną. Lubię robić wszystko, co jest związane z footballem: grać na boisku, na komputerze, oglądać mecze no i.... opisywać piękno tego sportu. Interesuje się również historią, trochę motoryzacją i geografią. Nie jestem na 100% przekonany, czy zostanę dziennikarzem, jednak w podjęciu decyzji i zweryfikowaniu moich predyspozycji może pomóc praktyka w takich miejscach, jak gazeta studencka "COŚ Nowego".