Pisać to znaczy kochać, czyli rozmowa z poetą

Mateusz, student V roku filologii polskiej. W szeregu swoich zainteresowań stawia: literaturę, historię i języki klasyczne i… pisanie wierszy. Jak sam twierdzi – teksty, które tworzy, są dla niego zapisem przeszłości, mającej różne odcienie: te jaśniejsze, do jakich lubi wracać, ale też te mgliste i ciemne, o których wolałby zapomnieć. Dziś postanowił uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, jak to jest być poetą.

Natalia Nigborowicz, Coś Nowego: Jak zaczęła się Twoja pisarska przygoda?

Mateusz Cich: Ciężko mi powiedzieć, „jak to się zaczęło”. Już w szkole podstawowej miałem w zwyczaju pisywać rymowanki. Dopiero pod koniec gimnazjum zacząłem przykładać wagę do tego, co i jak tworzę i w zasadzie od tego momentu, można by rzec, zaczęła się moja „literacka przygoda”.

NN: Wydałeś już dwa tomiki – „Szklaną Księżniczkę” i „Eòs”. Planujesz dalszą literacką karierę?

MC: Nie, zdecydowanie nie. Może zabrzmi to nieco na wyrost, ale bycie poetą wcale nie jest takie łatwe – absorbuje sporo czasu, z reguły mocno angażuje piszącego emocjonalnie, nie zawsze w sposób pozytywny. Zresztą, jeśli brać pod uwagę aspekt czysto materialny – pisanie raczej wymaga nakładów finansowych niż przynosi pieniądze, zwłaszcza, gdy – tak jak ja – wychodzi się z założenia, że pisanie pod to, by „dobrze się sprzedało”, to profanacja. Tworząc teksty i publikując je, autor oddaje niejako cząstkę siebie odbiorcom, otwiera przed nimi serce, a tego nie da się i nie można postrzegać w kategoriach biznesu. Pisać jednak pewnie będę dalej – choćby dla tych, dla których robię to od lat: znajomych i moich muz literackich.

NN: Mówisz, że oddajesz cząstkę siebie… to znaczy?

MC: Zawsze pisze się w odniesieniu do jakiejś rzeczywistości, czy to tej materialnej, którą możemy jakoś zbadać, czy duchowej, do której inni nie mają dostępu. Tworząc dla konkretnej grupy lub pojedynczej osoby trzeba poświęcić czas, zaangażować intelekt, wykorzystać zdobytą wiedzę, zapamiętane obrazy, wreszcie trzeba, choć nie każdy się do tego przyzna, umoczyć pióra we własnych uczuciach. Oddając komuś wiersz wręczasz mu to wszystko, mimo że dla niego mogą to być tylko ciągi wyrazów na kartce papieru. Poezja wtedy ma sens i jest piękna, gdy autor dzieli się tym, co ma najcenniejszego – swoim światem wewnętrznym. Pisanie w oderwaniu od tego, dla samej sztuki, nie ma moim zdaniem najmniejszego sensu.

NN: W jaki sposób tworzysz kolejne teksty?

MC: Odpowiedź na pytanie, jak powstają wiersze, jest jednocześnie odpowiedzią na inne: jak to jest być poetą? W największym skrócie: to słyszeć i widzieć to, czego nie dostrzegają pozostali. Zdarza się, że będąc na wykładzie czy idąc ulicą usłyszę jakieś słowo, zdanie, które automatycznie buduje w moim umyśle siatkę powiązań z innymi. Czasem jest to tytuł piosenki, czasami jakaś melodia, która zapada mocno w pamięć, a której rytmika łączy się z jakimiś zupełnie innymi wyrazami – i tak, od słowa do słowa, od wersu do wersu, powstają teksty. Prawda jest taka, że wiersz może powstać w każdej chwili, a to zależy od tego, czy konkretna sytuacja z życia wpłynie na mnie na tyle, by zainicjować proces twórczy.

NN: Co Cię szczególnie inspiruje?

MC: Hmm… Bardzo szerokie zagadnienie, w zasadzie mógłbym o tym napisać książkę (śmiech). Z takich najbardziej pociągających tematów mógłbym wymienić filozofię (zwłaszcza tę klasyczną), mitologię, dawną literaturę (antyk, średniowiecze, romantyzm), wreszcie szeroko pojętą kulturę Wschodu, szczególnie ormiańską, bliską mi od jakiegoś czasu. Największymi inspiracjami jednak były i pozostają dla mnie te wszystkie cudowne kobiety, dla których dane mi było napisać (tzw. kobieciarzem nie jestem bynajmniej); każdy ich uśmiech to najpiękniejsze „dziękuję”, jakiego mógłbym życzyć sobie każdy artysta.

NN: Jesteś nie tylko poetą, ale i romantykiem z krwi i kości. Powiedz na koniec, jak chciałbyś przekonać innych do czytania i pisania poezji?

MC: Moim zdaniem wymaga to raczej zmiany podejścia do poezji jako takiej. Dość często słyszę: „A na co to komu w życiu?”, „Co z tego będę miał?”, „To trudne, jakby nie mogli napisać wprost…” – takie postawienie sprawy z logicznego punktu widzenia jest czystym nonsensem. Przecież budząc się każdego rana, spoglądając w okno, rozmawiając z ludźmi dokonujemy dokładnie tego samego, co przy czytaniu czy pisaniu wierszy – interpretujemy rzeczywistość. Naprawdę czymś bolesnym jest spotykać ludzi aspirujących do posiadania wyższego wykształcenia, którzy nie zauważają tej prostej analogii. Zresztą, pomijając ten utylitarny aspekt lektury utworów poetyckich – obcowanie ze sztuką to czysta przyjemność, która na moment pozwala oderwać się od monotonii życia codziennego.
NN: Dziękuję za rozmowę

The following two tabs change content below.
Natalia Nigborowicz

Natalia Nigborowicz

Jestem Natalia, pasjonują mnie podróże i odkrywanie świata. Wolny czas chętnie poświęcam dobrej książce. Zawsze przegrywam z kawałkiem czekolady.