Odloty i nieloty, czyli subiektywne podsumowanie sezonu

http://sport.fakt.pl/
http://sport.fakt.pl/

Kolejny sezon skoków narciarskich dobiegł końca. Blisko pięciomiesięczne zmagania obfitowały w wiele niespodzianek, emocjonujących konkursów oraz przykrych rozczarowań. Sprawdźmy, jak przebiegał sezon 2014/2015, oraz jaką rolę odegrali w nim Polacy.

Sukcesy, sukcesy i po sukcesach

Apetyty polskich kibiców zostały rozbudzone poprzednim sezonem, który był dla naszych skoczków niezwykle udany. Dobre występy młodych zawodników, a także Kryształowa Kula Kamila Stocha sprawiły, że finisz sezonu w słoweńskiej Planicy był świętem polskich skoków. Ukoronowaniem były dwa złota olimpijskie Stocha przywiezione z Soczi. Po tak udanym sezonie kibice, jak i sami zawodnicy, mieli prawo mieć nadzieję, że następny będzie równie udany.

Okazało się jednak, że było zupełnie inaczej. Jeszcze rok temu zgrany kolektyw zaczął się sypać, a brak największej gwiazdy sprawił, że sukcesem było osiągnięcie przez któregoś z polskich zawodników miejsca w pierwszej dziesiątce zawodów. Kontuzja, która wyeliminowała Stocha na ponad miesiąc, osłabiła morale drużyny i sprawiła, że wszyscy z niecierpliwością czekali na powrót Mistrza.

Znamienne, że podczas gdy czołowe ekipy z innych państw posiadają wyrównane składy, my po raz kolejny funkcjonujemy według schematu: lider i kilku średniaków. O ile w poprzednim sezonie koledzy Stocha błyszczeli formą i zdobywali punkty, o tyle w tym roku bardziej byli zajęci szukaniem zasięgu w Playu niż trenowaniem. Na pochwałę zasługuje Klemens Murańka, który pod koniec sezonu złapał wysoką formę i osiągał dobre lokaty. Popularny Piotr Żyła standardowo przeplatał świetne skoki beznadziejnymi, w międzyczasie błyszcząc w mediach i swoim czarującym uśmiechem próbując robić dobrą minę do złej gry. Maciej „Potrzebuję Psychologa” Kot po raz kolejny udowodnił, że odporność psychiczna nie idzie u niego w parze z talentem. Pozostali zawodnicy jak Kubacki, Zniszczoł i Ziobro zdobyli trochę punktów, ale generalnie nie zachwycili. Fenomenem jest więc zdobycie przez naszą drużynę brązowego medalu na Mistrzostwach Świata w Falun. Najwyraźniej chcieć to móc, a czasami potrzebna jest również odrobina szczęścia oraz słabsza dyspozycja rywali. Oby w następnym sezonie nasi zawodnicy zajęli się trenowaniem zamiast graniem w reklamach a będzie dobrze. Jeśli jeszcze kontuzje ominą Stocha, to naprawdę możemy liczyć na udany sezon.

5943291-kamil-stoch-643-452
http://sport.dziennik.pl/

Najważniejsze imprezy

Oprócz toczącej się przez cały sezon walki o zwycięstwo w Pucharze Świata, najważniejszymi imprezami w kalendarium były Turniej Czterech Skoczni oraz MŚ w Falun. Pierwsza z imprez to prestiżowe zawody rozgrywane na przełomie starego i nowego roku, na czterech różnych skoczniach w Niemczech i Austrii. I w tej właśnie imprezie byliśmy świadkami największej niespodzianki. Niczym królik z kapelusza wyskoczył tam Austriak Stefan Kraft. Sympatyczny zawodnik zaledwie 6 punktami przewagi wygrał ze swoim rodakiem Michaelem Haybockiem. Obu zawodników można potraktować jako największe niespodzianki sezonu. Kibice przyzwyczajeni do zwycięstw bożyszcza nastolatek Gregora Schlierenzauera przekonali się, że siła austriackich skoków leży w szerokiej i dobrze zbilansowanej kadrze.

Druga impreza, czyli MŚ w Falun nie miała jednego triumfatora. W zawodach drużynowych zwyciężyli Norwegowie co, patrząc na przebieg całego sezonu, było i tak sporym zaskoczeniem. Dla nas najważniejszą wiadomością było zdobycie brązowego medalu przez Polaków. Najistotniejsze wydarzenia odgrywały się jednak na średniej i dużej skoczni, gdzie w zmaganiach indywidualnych walczyli najlepsi zawodnicy sezonu. I tutaj kolejna niespodzianka. Severin Freund, który powinien spokojnie zgarnąć dwa złota i grzać się w ich blasku przez następne 10 lat, oddał jeden z tytułów Rune Velcie. Bo trudno inaczej nazwać przegraną o 0.4 punktu.

Dwóch gladiatorów

Zarówno Turniej Czterech Skoczni jak i Mistrzostwa Świata odbywały się w cieniu najważniejszej batalii sezonu – walki o Kryształową Kulę, czyli zwycięstwo w końcowej klasyfikacji Pucharu Świata. Na zaśnieżonej arenie stanęło dwóch gladiatorów: Słoweniec Peter Prevc oraz Niemiec Severin Freund. Pierwszy z nich sezon może zaliczyć do nieudanych. Celował w podium MŚ, ale mocno chybił i wylądował daleko od medali, zarówno w konkursach indywidualnych, jak i drużynowym. Freund z kolei ze srebrnym i złotym medalem MŚ wydawał się skakać jeszcze lepiej, zmotywowany odniesionymi sukcesami. Ciężar zdobytych medali nie przeszkadzał mu w dalekich skokach i zdobywaniu kolejnych, jakże cennych punktów. Jak w dobrze zaplanowanym widowisku, dwóch gladiatorów walczyło do końca sezonu. W ostatni weekend, w słoweńskiej Planicy, Prevc miał za sobą kilkanaście tysięcy kibiców, którzy dmuchali z całych sił pod narty swojemu ulubieńcowi tak, by leciał jak najdalej, po zwycięstwo dla siebie i spragnionych sukcesu rodaków. Freund natomiast udał się do Planicy z prawie stupunktową zaliczką i świadomością, że tylko jego słaba postawa może pozbawić go końcowego zwycięstwa. Rozstrzygnięcie przyszło dzisiaj. Freund rzutem na taśmę wygrał w końcowej klasyfikacji. Pomógł mu…rodak Prevca, Jurij Tepes, który wyrywając zwycięstwo Prevcowi z rąk, pozbawił go szansy zdobycia Kryształowej Kuli.

Nieloty

Któż to jest ten nielot? Zawodnik, który najbardziej zawiódł? A może taki, który się najbardziej skompromitował? Do tej mało prestiżowej grupy możemy zaliczyć zarówno tych skoczków, którzy przez cały sezon byli w kiepskiej formie, jak i tych, którzy po raz enty wrócili ze sportowej emerytury tylko po to, żeby przetrzeć rozbieg startowy tym najlepszym. Do tych pierwszych możemy zaliczyć Thomasa Dietharta. Ubiegłoroczny triumfator Turnieju Czterech Skoczni w tym sezonie jest cieniem samego siebie. W zdobywaniu słabych lokat dzielnie towarzyszy mu nie kto inny jak Maciej Kot, czyli wspomniany już wcześniej zawodnik o dużym talencie i kiepskiej psychice. Z kolei nieudane powroty zaliczyli dwaj Finowie: Jane Ahonen i Harri Olli. Patrząc na ich występy w tym sezonie nasuwa się refleksja, że zarówno dla ich dobra, jak i piękna sportu, lepiej by było, gdyby następny sezon przeżywali z pozycji kanapy przed telewizorem.

Odloty

Miniony sezon był jedyny w swoim rodzaju jeśli chodzi o długości skoków. Mowa rzecz jasna o lotach na skoczniach mamucich, gdzie zawodnicy skaczą ponad 200 metrów. W tym roku oglądaliśmy pasjonującą walkę o rekord świata w długości skoku. Padł on łupem Andersa Fannemela, który lotem na 251.5 metra zapisał się na stałe w historii tej dyscypliny. Patrząc jednak na profile ciągle rozbudowywanych skoczni oraz na możliwości innych skoczków wydaje się wątpliwe, by Norweg długo cieszył się z pobitego rekordu. W tym sezonie został również pobity rekord Polski, a najdłuższym lotem w historii mógł cieszyć się Kamil Stoch, który poszybował na 238 metr.

Byliśmy świadkami również kilku innych odlotów, mianowicie na sportową emeryturę. Ze skokami pożegnał się m.in. utytułowany Andres Bardal.

37efb74034fa46fae26dea94e335aebe
http://eurosport.onet.pl/

Pechowcy

Podczas gdy trwała pasjonująca walka o najważniejsze zwycięstwa, kilku zawodników spędzało ten czas w szpitalach oraz gabinetach rehabilitantów. Największymi pechowcami sezonu 2014/2015 byli Kamil Stoch, Andreas Wellinger oraz Simon Ammann. Wszyscy trzej mogli spokojnie walczyć o najwyższe laury, z mistrzostwem świata na czele. Pech oraz, w przypadku dwóch ostatnich zawodników, upadki na skoczni sprawiły, że większość sezonu spędzili na opatrywaniu stłuczeń i siniaków niż solidnym trenowaniu. Pozostaje im życzyć, by w następnym sezonie omijały ich kontuzje, a z pewnością powalczą o czołowe lokaty.

I co teraz?

Sezon się zakończył, a na następne zmagania pozostanie nam poczekać aż 8 miesięcy. Najgorliwsi kibice będą mogli wprawdzie podziwiać skoczków latem na igielicie, ale  to jest ledwie mizerna namiastka tego, co czeka nas zimą. Zakończony dziś sezon trzymał nas w napięciu do końca. Wspaniałe zwycięstwa, wyrównana walka, rekordowe skoki czy przerażające upadki sprawiły, że na długo pozostanie w pamięci kibiców. Szkoda tylko, że zabrakło w nim mocnych polskich akcentów. Pozostaje żyć nadzieją, że w przyszłym sezonie wiatr będzie wiał pod narty naszym zawodnikom, a rozpoczynający się niedługo sezon przygotowawczy pomoże im zbudować odpowiednią formę. Tymczasem, już oficjalnie: narodowa skokomania zawieszona do listopada.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Gurmińska

Katarzyna Gurmińska

Studentka dziennikarstwa, wciąż poszukująca własnej drogi i możliwości rozwoju. Pasjonatka podróżowania, przy okazji licznych tułaczek, zawitała na kontynent Ameryki Południowej, który sprawił, że bezwarunkowo się w nim zakochała i marzy o ponownym spotkaniu z nim. Pomimo odwiedzenia wielu miejsc w Europie i zasmakowania w różnorodnych kulturach twierdzi, że najpiękniejszym miejscem na świecie jest… jej rodzinny Kazimierz Dolny. Uwielbia fotografować, a najlepiej odnajduje się w fotografii reporterskiej. Zakochana w sporcie, w wolnej chwili ogląda mecze piłki nożnej oraz wyścigi kolarskie, a przy sprzyjających warunkach jeździ na rowerze. Interesuje się historią Polski, szczególnie tą sięgającą czasów II wojny światowej.
Katarzyna Gurmińska

Ostatnie wpisy Katarzyna Gurmińska (zobacz wszystkie)