Oczy lat sześćdziesiątych

7662461.3
źródło: filmweb.pl

W latach sześćdziesiątych XX wieku świat oszalał na punkcie wielkich oczu, nieproporcjonalnych do twarzy małych dzieci, przedstawionych na obrazach niejakiego Waltera Keane’a. Mężczyzna zdobył sławę pokroju Andy’ego Warhola, ponieważ jego obrazy sprzedawano w wielu kopiach, a także na produktach spożywczych. Wszystko to jednak okazało się kłamstwem, bowiem autorką obrazów z wielkimi oczami była jego żona – Margaret Keane. Ostatnio w Hollywood panuje moda na przedstawianie biografii osób mało znanych. Mieliśmy z tym do czynienia w zeszłym roku w Wilku z Wall Street, a teraz mamy w najnowszym filmie Tima Burtona.

Wielkie oczy to opowieść oparta na faktach, z pozoru tylko opowiadająca o artystach. Zagłębiając się w nią można dostrzec, że to coś głębszego niż tylko malarstwo. Przede wszystkim jest to historia o manipulacji i przemocy psychicznej. Nic więc dziwnego, że jej zekranizowania podjął się Tim Burton. Jest to bowiem reżyser, który słynie z wyolbrzymiania w swoich filmach aspektów psychologicznych. Należy podkreślić, że jest to pierwszy od wielu lat film Burtona, nie oparty na fantastyce. Warto więc obejrzeć Wielkie oczy, żeby sprawdzić, jak poradził sobie z tym wyzwaniem. Fani Willy’ego Wonki oraz Szalonego Kapelusznika nie powinni być zawiedzeni. Przed ekrany mogą przyciągnąć ich elementy charakterystyczne dla Burtona, m.in. psychodeliczne oczy, przeniesione z obrazów na żywych ludzi.

Reżyser bardzo dobrze dopasował aktorów do odgrywanych przez nich postaci. Amy Adams w filmowej charakteryzacji wygląda niemalże tak samo, jak Margaret Keane w młodości. Choć nie jest to rola jej życia, bardzo dobrze odegrała stłamszoną przez męża i niespełnioną zawodowo artystkę. Wiadomo jednak, że Adams po prostu pasuje do ról dramatycznych. Zabrakło mi natomiast pewnej różnorodności w jej grze. W podobny sposób zagrała bowiem w American Hustle, u boku Bradleya Coopera. W przypadku Wielkich oczu jej partnerem został Austriak, Christoph Watz. Aktor potrafi doskonale wcielić się w postać rozchwianą emocjonalnie. Wciąż pamiętam jego rolę w Bękartach Wojny, za którą dostał dwie nominacje do Oscara. Zagrał wówczas fanatyka-nazistę, pułkownika Hansa Landa. Dziś możemy jego kunszt aktorski podziwiać w Wielkich Oczach. Wcielając się w Waltera Keane’a zachował się niczym Jekyll & Hyde, ukazując zarazem jego podwójną osobowość. Kean z kochającego męża w jednym momencie stawał się świrem, którego interesowały jedynie pieniądze i sława. Był prawdziwym fanatykiem i aktorowi udało się to pokazać. Cieszy mnie to, że Burton tym razem nie postawił na swoją ulubioną parę aktorów, która znudziła się już większości jego fanów, czyli Johnny’ego Deppa oraz Helenę Bonham Carter. Przy czym, jeżeli chodzi o aktorkę, to nic dziwnego, niedawno rozstali się bowiem również w życiu prywatnym.

7253361-wielkie-oczy-643-385
źródło: film.dziennik.pl

Jeśli chodzi o elementy techniczne filmu, można stwierdzić, że prezentowały dobry poziom. Niesamowicie efektowne było samo kreowanie obrazu. Najbardziej podobały mi się sceny, gdy dzieła Margaret przechodziły w kadry, a kadry w dzieła. Niekiedy można było zatracić się pomiędzy światem realnym, a wykreowanym przez artystkę. Uważam to za plus filmu, podkreśliło bowiem jego tematykę, a niekiedy wyolbrzymiło ukazywaną psychodeliczność. Nasze oczy mogły zachwycić również same zdjęcia. Piękne widoki i kolory lat sześćdziesiątych pozwalają widzowi wczuć się w klimat filmu. W jego przypadku nie sposób nie wspomnieć o samych oczach, których kolorystyka zapierała dech w piersiach, a głębia wręcz hipnotyzowała. Zabrakło mi jednak nut, komponujących się z tymi widokami i samymi dziełami Margaret Kean. Ścieżka dźwiękowa niestety nie zapada w pamięć. Z całego filmu zapamiętałam jedną piosenkę – Big Eyes Lany del Rey. Bardzo lubię tę wokalistkę, ale nawet to nie sprawiło, że jej utwór pasował do tego filmu. Wydaje się jednak, że Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej uważa inaczej – dostał on nominację do Złotego Globu.

Osobiście odebrałam ten film pozytywnie i oceniam go jako bardzo dobry. W całej fabule zraziła mnie jedynie jedna rzecz, zapewne ze względu na moje wyznanie. Jako katoliczka miałam wrażenie, że został wypromowany związek wyznaniowy Świadków Jehowy, a katolicyzm wręcz skrytykowany. Ksiądz podczas spowiedzi doradził głównej bohaterce, żeby została w związku z mężem-psychopatą i wciąż dawała się wykorzystywać. Gdy Margaret zmieniła wyznanie, od razu stała się niezależną kobietą i znalazła siłę do walki z mężem. Wszystko to można spróbować wytłumaczyć autentycznością fabuły. Myślę jednak, że dało się ukazać to w delikatniejszy sposób i nie mieszać do tego kwestii wyznaniowych.

źródło: splay.pl
źródło: splay.pl

Jak już wspomniałam film znalazł się na liście nominacji do Złotych Globów. Szansę na statuetkę miała Amy Adams, Christoph Watz, a także Lana del Rey za utwór Big Eyes. I to właśnie amerykańska aktorka została nagrodzona. Jeśli powtórzy się coroczna sytuacja, nominacje do Oscarów mogą pokryć się z tymi do Złotych Globów. I choć wydaje mi się, że Adams ostatecznie nie ma szans na Academy Awards, Watz może powalczyć o nagrodę. Uważam też, że film może być nominowany za zdjęcia. Gdyby tak się stało maleją szanse na nagrody dla pewnych faworytów, m.in. Brada Pitta za rolę w Furii oraz filmu Disneya Czarownica właśnie za piękne kadry. Myślę, że Wielkie oczy są w tym roku godnym rywalem dla wielkiej pary Hollywood – Jolie i Pitta.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Leszczyńska

Katarzyna Leszczyńska

W Coś Nowego: tańczę, śpiewam, recytuję. Po prostu Kasia.