NEO – boża wspólnota czy sekta?

„Jesteśmy tacy sami, a może nawet gorsi” – mówi Agnieszka K., członkini wspólnoty neokatechumenalnej, która opowie o tym, czym właściwie jest NEO i jak wypływa na jej życie.

Jako co należy postrzegać Drogę Neokatechumenalną?

Kiedyś z ciekawości wpisałam hasło „neokatechumenat” w Google. Wszędzie wyświetliły mi się informacje, że to jest sekta. Dlatego pierwszą rzeczą, jaką chciałam powiedzieć: to nie jest żadna sekta. To wspólnota zawiązana przez Kościół Katolicki, zatwierdzona przez papieża. Wszystko jest „katolickie”, nie jest to nowy odłam religii. Mamy chrzest, ale dążymy do tego by go pogłębić, odnowić ale już z pełną, świadomą wiarą. Droga to etapy, przybliżające do zbawienia.

Czym poszczególne etapy różnią się od siebie? Czy są osoby, które zaszły wyżej i takie które są na niższym etapie?

Nie ma osób wyższych, wszyscy jesteśmy równi. Chodzi o etapy dojrzałości wiary. Droga uświadamia, że praktycznie nie posiadamy wiary, a tylko myślimy, że jesteśmy dobrzy. Mówimy, że wierzymy, a tak właściwie nie wiemy co to wiara. Etapy polegają na tym, że od dołu w górę, powoli wchodzimy w dojrzałość chrześcijańską. Moi rodzice są całe życie na Drodze, obecnie są na etapie wyznania wiary. To etap, w którym publicznie w kościele wyznają wiarę – mówią, dlaczego wierzą. Ja jestem na 5 etapie czyli tradicio – chodzimy po domach, by głosić Dobrą Nowinę. Nie oznacza to, że idziemy kogoś na coś namawiać. Nie różni się niczym ten kto zaczyna Drogę, od tego co ją skończył – może ten co zaczyna jest już bardzo dojrzały? Podczas Drogi, odkrywasz, że żyje w tobie stary człowiek, który jest bardzo zraniony. Jest on bowiem konsekwencją grzechu pierworodnego, a twoim zadaniem jest pogrzebanie tego człowieka i powołanie go do nowego życia.

Czy te etapy wyznaczają wam księża?

Księża posługują nam w czasie Eucharystii oraz Liturgii Słowa. Pomagają nam zarówno księża, którzy są na Drodze, jak i ci „normalni”, którzy nie należą do wspólnoty NEO . Często proboszcz wysyła księży, by nam – jako wspólnocie działającej przy danej parafii – pomogli. Mamy swoich katechistów – to ludzie, którzy zazwyczaj skończyli już Drogę. Katechiści widzą „rzeczywistość zmienioną” i owoce Ducha Świętego, Jezusa Chrystusa. To oni wyznaczają nam etapy, w które wchodzimy wspólnotami. Oni widzą, w którym momencie wspólnota jest dojrzała oraz to, kiedy ludzie się nie kryją. Widzą, kiedy ludzie zamiast mówić, że są dobrzy i robią wszystko super, przychodzą i mówią na przykład: mój mąż pije i wiem, że to jest przeze mnie, jestem wdzięczna za cierpienie, które dał mi Bóg – widzę w tym cierpieniu sens. Jeśli widzisz w sobie zło i się do tego przyznajesz, to znaczy że jesteś dojrzały do tego, by przejść na kolejny etap wiary.

Co jest na końcu Drogi?

Na końcu Drogi jedziemy do Izraela na chrzest w Jordanie. Po Drodze sam decydujesz jak żyjesz.
Możesz zostać katechistą, ale to zależy od ciebie. Moi rodzice są katechistami wędrownymi – jeżdżą do innych miast, by głosić katechezy i pokazywać, że wszystko co działo się w ich życiu to cud.

Gdzie spotyka się wasza wspólnota?

Możemy mieć Eucharystię w kościele, ale zazwyczaj do spotkań służą nam salki parafialne, przy kościele. Zazwyczaj we wtorek lub w środę spotkamy się tam na Liturgię Słowa, a w sobotę na wieczorną Eucharystię. To wszystko dzieje się przy kościołach, ale jeżeli w związku z etapem musimy gdzieś wyruszyć, jedziemy gdziekolwiek. Posłużyć nam może każda sala, w której jest krzyż i są katechiści.

Jak wyglądają wasze obrzędy?

Wracamy bardziej do obrzędów żydowskich. Mamy normalną mszę, przed Ewangelią głoszone są wprowadzenia – wstępy, które pozwalają zrozumieć, o czym będzie czytanie. Po Ewangelii jest Echo Słowa – ludzie mogą powiedzieć, co w słowach Ewangelii ich poruszyło. Nie chcemy, nie mówimy – to zależy od nas samych. Czasem mamy dialog z dziećmi. Na znak pokoju całujemy się w policzki, a „Ojcze nasz” mówimy z rękoma wzniesionymi do góry. Nie klękamy przy obrzędzie mszy, a kłaniamy się. Jesteśmy również bardzo weseli – klaskamy, śpiewamy. Po Eucharystii mamy taniec wokół ołtarza, jest to taniec neokatechumenalny. Często mamy Liturgie domowe – spotykamy się w czyimś domu, w mniejszych grupach.

Co traci osoba, która nie jest na Drodze, a posiadająca status: chrześcijanin-katolik?

Nie mi to oceniać. Ciężko mi jest powiedzieć bo od urodzenia jestem w NEO. Rodzice od dziecka zabierali mnie na Eucharystię. Siedziałam z innymi dzieciakami, w pierwszej ławce – gadaliśmy, a później rodzice krzyczeli (śmiech). Mam wrażenie, że gdyby nie Droga nie rozmawiałybyśmy. NEO mnie trzyma, uzdrawia, jest moim jedynym ratunkiem w życiu.

Posiadasz jakieś autorytety wśród ludzi, którzy są bądź byli na Drodze?

Przede wszystkim założycieli wspólnoty NEO – Kiko Argüello oraz Carmen Hernández. To są moi mentorzy. Kiko nadal żyje, a Carmen zmarła w 2016 roku. Niedawno obchodziliśmy 50-lecie istnienia Drogi Neokatechumenalnej. Droga zaczęła się w barakach, wśród ubogich, gdzie przebywał Kiko. Pomagał tam ludziom. Wszystko zaczęło się od biedy.

Jak oceniasz „popularność” Neokatechumenatu w Lublinie? Czy jest to duża wspólnota?

NEO w Polsce zaczęło się w Lublinie, obecnie jest tutaj bardzo dużo wspólnot. Przez Drogę poznałam masę ludzi z Lublina, szczególnie młodych. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile osób należy do tej wspólnoty. Myślę, że nawet w porannym autobusie połowa pasażerów, z którymi jedziesz to członkowie NEO.

The following two tabs change content below.

Angelika Cygal

e-mail: cygalangelika@gmail.com

Ostatnie wpisy Angelika Cygal (zobacz wszystkie)