Namaluję ci bajkę!

Jest piękna i czarująca. Agnieszka Czech – artystka.
Studiuje grafikę projektową na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. W lutym 2018 r. wyjedzie na studia do Francji.
W dzieciństwie nie mogła rozstać się z ukochaną niebieską kredką.
„Coś Nowego”
  opowiedziała o swoim talencie oraz o pracy ilustratora, o której marzy.

Natalia Nigborowicz, Coś Nowego:  Lubisz się brudzić?
Agnieszka Czech: Nie ukrywam, że jest to dziwne pytanie, ale chyba wiem, o co chodzi. Kiedy byłam mała, to brudzenie się nie stanowiło dla mnie problemu. Lubiłam bawić się błotem, a następnie wycierać ręce w ubrania. Moje koleżanki chodziły do domu myć ręce, a ja stwierdziłam, że to strata czasu (śmiech). W domu mówili, że powinnam była się urodzić chłopcem. Obecnie nie jestem wielką fanką brudzenia się, jednak są takie okoliczności, kiedy nie ma innej możliwości, np. podczas pracy z farbami.

N.N.:  Byłaś małą artystką?
A.Cz.: Rysowałam już jako dziecko i wszyscy mówili: jak ty pięknie rysujesz! Faktycznie rysowałam ładniej niż inne dzieci. Niestety moje rysunki były ładne i tylko ładne, nie miały żadnej wartości artystycznej. Widzę rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam. Wiele razy słyszałam słowa krytyki. Jednak uważam, że konstruktywne uwagi są potrzebne, aby coś osiągnąć. W kolejnych latach mojego kształcenia spojrzałam inaczej na swoje prace, dowiedziałam się, że są one brzydkie, kiczowate. Wcześniej tak nie myślałam, wtedy mi się podobały. Dlatego im dłużej w tym tkwię, tym bardziej moje stare prace mi sie nie podobają.

N.N.:  Kiczowate?
A.Cz.: Mam na myśli proste symbole np. nóż jako symbol morderstwa.

N.N.:  Jak długo pracowałaś nad jedną? 
A.Cz.:
Na przykład cały dzień.

N.N.: Są frymuśne?
A.Cz.
Czyli jakie?

N.N.: Fantazyjne, wyszukane?
A.Cz.
Inspirują mnie ludzkie twarze, zwłaszcza takie, które są oryginalne oraz ciekawe, np. duży nos jak u Gargamela, wystające ośle zęby, wielki tłusty brzuch (śmiech). Charakterystyczny wygląd jest dla mnie świetną inspiracją w procesie powstawania rysunku. Takie niedoskonałości można zamienić w atuty ilustrowanych postaci. Można to zrobić w sposób karykaturalny, za pomocą deformacji oraz przerysowania niektórych elementów. Wykonane odręcznie ilustracje poddawałam delikatnej obróbce graficznej, dodając do nich wedle moich potrzeb wektorowe wzory.

N.N.:  Delikatnej obróbce – to znaczy?
A.G.:  Zwiększyłam jedynie kontrast i dodawałam kolor tam, gdzie uznałam za stosowne.

N.N.:  Gdzie jest źródło?  
A.G.: Obraz interpretuje treść literacką i działa poza tekstem, jednocześnie nie traci swojego związku ze słowem. Dlatego artysta – ilustrator, tworzy własną interpretację tekstu i – przekładając ją na język plastyczny –  ułatwia czytelnikowi odbiór treści.

N.N.: Namalowałabyś śmierć własnej matki?
A.Cz.: Jest jedna rzecz, której się boję. Upływającego czasu. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to jest stracić bliską mi osobę. Myślę, że nie namalowałabym. Ona wołałaby, żeby to był portret za jej życia, kiedy jest radosna i szczęśliwa.

N.N.:  Z czym nie zgadza się Twoja artystyczna dusza?
A.Cz.: 
Bilbordy, zawierające wielkie napisy, chaotyczną kompozycję i  przejaskrawione kolory – to ból dla oczu.

Rozmawiała: Natalia Nigborowicz, Coś Nowego

 

 

 

 

 

 

 

The following two tabs change content below.
Natalia Nigborowicz

Natalia Nigborowicz

Jestem Natalia, pasjonują mnie podróże i odkrywanie świata. Wolny czas chętnie poświęcam dobrej książce. Zawsze przegrywam z kawałkiem czekolady.
Natalia Nigborowicz

Ostatnie wpisy Natalia Nigborowicz (zobacz wszystkie)