Na innej krze

Życie zamknęło go na świat, stawiając przed nim znak z napisem ” bezsilność”.
Czy ukrycie bólu przed najdroższą nam osobą jest najtrudniejsze?
Coś Nowego w szczerej rozmowie z Kamilem Kleszykiem.[1]

Natalia Nigborowicz, Coś Nowego: Ile razy płakałeś?
Kamil Kleszyk:
Ile? Nie zliczę!

N.N.: Wszystkiemu winna ona?
K.K.:
Chętnie wyrzuciłbym ją na zbity pysk.

N.N.: Weszła z impetem?
K.K.:
Na początku myślano, że mam płaskostopie. Często się potykałem, miałem tzw. kaczkowaty chód, stawałem na palcach. Trudno mi było podnieść się z ziemi. Z czasem to postępowało i nawet wychodzenie po schodach było dla mnie wielkim wyzwaniem. Starałem się to robić poza wzrokiem innych, bo było mi zwyczajnie wstyd.

N.N.: Minął już ?
K.K.:
Oczywiście, że wciąż wstydzę się wielu rzeczy. Nadal nie wyzbyłem się wstydu przed wózkiem lub tym, że w niektórych czynnościach trzeba mi jakoś pomóc.

N.N.: A chciałeś, żeby ci pobłażali?
K.K.:
Zdecydowanie żadnych ulg. Nienawidzę litości.

N.N.: Jaka jest reakcja ludzi?
K.K.:
Świat nadal nie jest oswojony z kalectwem innych. Instynkt podpowiada ludziom, by wybierali dla siebie kogoś równie silnego, kto otoczy ich opieką. Ja jeżdżę na wózku, więc tej fizycznej opieki nie byłoby zbyt dużo.

N.N.: Widzisz w nich słabość?
K.K.:
Tak, spotkałem się z sytuacjami, kiedy ludzi przerastało to, że jestem na wózku. Boją się może odpowiedzialności? Dawniej miałem o to do nich pretensję, ale teraz chyba zrozumiałem… że to normalne.

N.N.: I jak na to reagowałeś?
K.K.:
Cały czas w głowie miałem jedną myśl: wszyscy na ciebie patrzą. Spuszczałem głowę w dół i udawałem niewidzialnego. Wstydziłem się tego jaki jestem.

N.N.: Co jest jej największą winą?
K.K.:
Odebrała mi wszystko, co normalne. Ona według mnie odpowiada za to, że zamknąłem się w domu, że odciąłem się od znajomych, ona sprawiła, że nie założyłem jeszcze rodziny i prawdopodobnie nie założę.

N.N.: Twój brat udowadnia, że możesz inaczej
K.K.:
Szczerze, powiem Ci, że zazdroszczę mojemu bratu tego jak znosi chorobę[2]. Czasami sam zachodzę w głowę jak on to robi. Nie załamuje się, nawet nie odczuwa takiej samotności jak ja. Dla niego rodzina jest najważniejsza i nie odczuwa braku miłości ze strony drugiej osoby.

N.N.: Jednak mimo samotności kochasz?
K.K.: Kocham tych, którzy są dobrzy. Bo czemu miałbym ich nienawidzić? Jestem czasami nieznośny i trudny z charakteru, ale nie aż taki. Nienawidzę jednak tych, którzy krzywdzą innych.

N.N.: Kogo masz na myśli?
K.K.: Mojego ojca nie darzyłem sympatią. Odkąd pamiętam to pił i nie mogłem mu tego wybaczyć .

 N.N.: A teraz ?
K.K.:
Jeszcze przyjdzie pora. Mam czas.

 N.N.: Za co go obwiniasz?
K.K.:
Nie dał mi takiej normalnej młodości jaką mieli inni moi znajomi. Odebrał mi wszystko, co powinien mieć normalny chłopak. Wsparcie rodzica, pomoc. Dał mi za to strach, poczucie beznadziejności i nienawiść. W pewnym sensie obdarł mnie z uczuć jakich powinien czuć syn do ojca.

 N.N.: Niestety jego już nie ma…
K.K.:
Nie odczułem jego śmierci w jakiś negatywny sposób. Można wręcz uznać to za coś nienormalnego. Bywały jednak momenty, że był dobrym ojcem. Naprawdę! Jako dzieciak spędzałem z nim sporo czasu i widziałem w nim wzór do naśladowania. Imponował mi tym, że był rolnikiem, na wszystkim się znał. Chciałem być taki jak on. Jednak pił coraz częściej, to chyba odbijało się na jego psychice. Nie miałbym mu za złe, gdyby chciał się leczyć. Jednak wygodniej było mu się staczać i ciągnąć nas za sobą.

N.N.: To znaczy?
K.K.:
Alkoholizm ojca sprawił, że nie byliśmy standardową rodziną. Mama też zamknęła się w sobie, ponieważ nie chciała mu się narażać. Był zazdrośnikiem, więc siedziała w domu, by nie miał pretensji, że wychodzi do ludzi. On też był pewnym czynnikiem przez, który straciłem kontakt ze znajomymi ze szkoły. Po prostu bałem się i wstydziłem zapraszać ich do domu. Nie chciałem, by widzieli go pijanego.

N.N.: Pytałeś dlaczego?
K.K.:
Może dlatego, żeby uciszyć sumienie? Może czuł się winny, że jestem chory? Możliwe, że zbyt pochopnie go oceniłem, a on po prostu nie umiał sobie poradzić. Czasami jednak zazdrościłem moim braciom, bo oni znali go znacznie lepiej i pamiętali czasy, gdy był praktycznie trzeźwy. Z ich opowieści wiem, że był wspaniałym człowiekiem. Niestety alkohol zmienia.

N.N: Ale mama to twój skarb, prawda?
K.K.: Już wiem, dlaczego gwiazdy czasami mają dość dziennikarzy.

N.N.:  (śmiech)
K.K.:
Jest aniołem. Wychowała mnie najlepiej jak mogła. To chyba po niej mam te zdolności manualne.

N.N.: Musi być dla ciebie ogromnym wsparciem?
K.K.:
Jest jak płomyk świeczki. Tli się w moim sercu. Często wieje wiatr niepowodzeń i praktycznie gasi ten lichy ogień. Póki jednak się pali to…

N.N.: Piszesz historię?
K.K: I postaram się ją pisać jak najdłużej.

Rozmawiała: Natalia Nigborowicz, Coś Nowego

[1] lat 25, pochodzi z Sitnicy. Od dziecka cierpi na dystrofię mięśniową, mimo tego stara się żyć normalnie. W wolnych chwilach realizuje swoje pasje, którymi są malarstwo i tworzenie poezji.

[2] Cierpi na dystrofię mięśniową .

 

The following two tabs change content below.
Natalia Nigborowicz

Natalia Nigborowicz

Jestem Natalia, pasjonują mnie podróże i odkrywanie świata. Wolny czas chętnie poświęcam dobrej książce. Zawsze przegrywam z kawałkiem czekolady.
Natalia Nigborowicz

Ostatnie wpisy Natalia Nigborowicz (zobacz wszystkie)