Moja mała Korea

Spisane kontrakty wyraźnie mówią, że artysta ma jak najlepiej reprezentować wytwórnię i działać na jej korzyść, a nie na korzyść własną.

Bardzo długo zastanawiałam się nad tym jak powinnam zacząć ten artykuł, jednak moja głowa zapełniona setką różnych myśli nie mogła dojść do tego jaka forma będzie odpowiednia. Z czasem jednak doszłam do wniosku, że najważniejszy z mojej strony powinien być przekaz… to, co chcę opowiedzieć i to, co pragnę przedstawić z jak najlepszej strony.

Otóż interesuję się kulturą Korei Południowej i Japonii. Można wręcz nazwać mnie maniaczką, osobą uzależnioną, psychofanką… Nie raz spotykałam się z takimi określeniami, jednak one utwierdzały mnie jedynie w przekonaniu, że jest we mnie coś wyjątkowego, czego za nic w świecie nie chciałabym zmienić. Swoją przygodę z krajami Azji wschodniej rozpoczęłam nieświadomie w szkole podstawowej, kiedy to panowała moda na wymienianie się karteczkami z ulubionymi postaciami z bajek. Mój kolega wręczył mi wtedy karteczkę z motywem słynnej na tamte czasy Czarodziejki z Księżyca. Zainteresowana widniejącą na kawałku papieru postacią idealnej wręcz dziewczyny po powrocie do domu zaczęłam szukać w Internecie kim jest słynna Czarodziejka. Moja fascynacja postacią była tak silna, że zaczęłam oglądać anime, w którym blond włosa dziewczyna „występowała”. Oczywiście na tym nie poprzestałam. Z „Czarodziejki z Księżyca” przeszłam na „Pokemony”, „Dragon Balla” czy „Króla Szamanów”. Wraz z pójściem do gimnazjum i nazwijmy to „lekkim wydorośleniem” zainteresowały mnie inne sfery Japonii, nie tylko ich bajki. W ten właśnie sposób zapoznałam się z kulturą, tradycjami, japońskim kinem, popkulturą czy językiem. Gdy moja noga przekroczyła próg liceum doszłam do wniosku, że jest to dla mnie za mało. Chciałam poszerzać swoją pasję, jednak nie wiedziałam na jakim kraju mogę się zaczepić. W końcu wybór padł na Koreę Południową. Dlaczego?

Sama przez bardzo długi czas nie mogłam dojść do tego, co tak naprawdę pociąga mnie w Korei. Co jest w niej tak niesamowitego czy fascynującego, czego nie ma w innych, azjatyckich krajach? Postanowiłam w tym artykule opisać popkulturę skupiając się na jej głównym, najbardziej znaczącym aspekcie jakim jest k-pop.

Mówiąc o muzyce koreańskiej jedynym skojarzeniem u większości ludzi jest zapewne bardzo popularna sprzed czterech lat piosenka PSY pt.”Gangnam Style”. Nic bardziej mylnego… Jest to jedynie zalążek tego, co kryją w sobie koreańskie wytwórnie muzyczne. Skupmy się jednak na tym, czym właściwie jest k-pop. K-pop jest gatunkiem muzycznym łączącym w sobie elementy popu, muzyki elektronicznej, rocka czy hip- hopu. Wszystkie te elementy idealnie do siebie pasują i się dopełniają tworząc ogólno pojęty gatunek jakim jest k-pop. Piosenki uzupełniane są przez niezwykle starannie zrobione teledyski z idealnie dopracowanymi choreografiami, kolorowym ubiorem czy szokującym nieraz makijażem, zarówno u kobiet jak i u mężczyzn. Przemysł muzyczny w Korei Południowej stoi na bardzo wysokim szczeblu i tak jak mówiłam jest on największym aspektem popkultury tego kraju. Przebił nawet takie dziedziny jak literatura, kino czy gry komputerowe, z których słynie Korea. Jak przebiega proces zostania gwiazdą muzyki w tym kraju? Nie wystarczy napisać piosenki, wrzucić je na youtube’a i czekać aż odkryje nas osoba z doświadczeniem w tej branży, tak jak jest np. w Stanach. W stolicy Korei Południowej- Seoulu, znajduje się masa wytwórni muzycznych, mniejszych bądź większych, zajmujących się rekrutacją przyszłych gwiazd. Rodzice zgłaszają do nich swoje dzieci, gdy te nie są do końca świadome na co są pisane. Nastolatki udają się na przesłuchania z powodów osobistych, np. z powodu złej sytuacji materialnej w rodzinie, by dzięki temu wspomóc w jakiś sposób swoich rodziców i rodzeństwo. Najbardziej szanowane, znane gwiazdy pochodzą z wytwórni należących do tak zwanej „Wielkiej Trójki”. Zaliczają się do nich SM Entertainment, YG Entertainment oraz JYP Entertainment. Poza nimi jest masa znanych wytwórni, jednak one nie odgrywają już tak znaczącej roli jak te wymienione powyżej.

Gdy grupa szczęśliwców, którym uda się przejść przez wstępne castingi i przesłuchania lądują w wytwórni, do której starali się dostać, zaczynają tam prawdziwą szkołę życia i walkę o przetrwanie. Zapominają wtedy o przyjaźniach i skupiają się głównie na sobie i o utrzymaniu się na swojej pozycji. Mimo, że kocham ten świat ponad wszystko inne to jednak wydaje mi się, że jest on niezwykle brutalny i wyniszczający te młode osoby fizycznie i psychicznie. Ciężko tak naprawdę powiedzieć co czują trainee (gdyż właśnie tym terminem określa się trenujące osoby), jakie jest ich nastawienie do całej tej sytuacji. Z pewnością, na wstępie, jest to niezwykła ekscytacja, poczucie wyróżnienia czy nadzieja na lepsze życie. Z czasem jednak, gdy kariera nabierze tempa, osoby promujące się, występujące w różnych programach muzycznych czy rozrywkowych, jeżdżące po świecie dając koncerty chcą rozwijać się dalej. Większość z nich chce uciec w aktorstwo jednak wtedy słyszą „nie” od swoich wytwórni. Spisane kontrakty wyraźnie mówią, że artysta ma jak najlepiej reprezentować wytwórnię i działać na jej korzyść, a nie na korzyść własną. Gwiazdy więc nie mogą się z nikim spotykać, nie powinny palić, chodzić po klubach czy spotykać się z nieodpowiednimi osobami. Mimo potwornego zmęczenia muszą chodzić z przyklejonymi do twarzy uśmiechami udając, że wszystko jest w należytym porządku. Tak jak mówiłam… mimo, że jest to mój świat, z którym nie planuję rozstać się szybko, który przyprawia mnie o szybsze bicie serca, chwile wzruszenia i niezwykłej radości mam świadomość tego, że osoby te mogą być bardzo nieszczęśliwe… nie muszą, ale wydaje mi się, że w większości przypadków niestety jest tak jak mówię.

Czy jeśli przestanę ich słuchać czy zamawiać ich albumy idące ponad dwa tygodnie z Korei pomogę im w jakikolwiek sposób? Otóż nie. Każdy wykonawca zarabia również dla swojej wytwórni liczbą wyświetleń pod danym teledyskiem czy ilością sprzedanych albumów. Kiedyś słyszałam nawet o przypadku girls bandu, którego kariera wisiała na włosku. Wytwórnia jednak dała dziewczynom warunek. Jeśli ich nowy, niestety na tę chwilę ostatni już album sprzeda się w odpowiedniej ilości przedłużą im kontrakty… jeśli nie, będą musieli się ze sobą pożegnać. Jest to dość okrutny, ale też niezwykle ciekawy dla mnie świat, w który chciałabym wejść i zgłębić wszelkie jego tajemnice. W kolejnej części artykułu przedstawię własny punkt widzenia na tą sprawę.

The following two tabs change content below.

Kalina Wojtaszek

Studentka dziennikarstwa. Miłośniczka Azji, skupiająca się głównie na Japonii, Korei Południowej i Tajlandii. W wolnych chwilach lubiąca napisać co nie co lub pouczyć się nowych, azjatyckich "znaczków". Pozytywnie nastawiona do życia choć niechętnie to okazująca. Marzycielka żyjąca w swoim świecie.

Ostatnie wpisy Kalina Wojtaszek (zobacz wszystkie)