Miasto 44, czyli młodość w czasach apokalipsy

plakat0Film Jana Komasy pt.: ,,Miasto 44″ obejrzało już ponad półtora miliona widzów. Twórca „Sali samobójców” wykreował miłosną historię nastolatków, w czasach, kiedy to miłość dawała nadzieję na przeżycie. Film przede wszystkim kierowany jest do młodego pokolenia, które jest zbyt dalekie od wydarzeń tamtych lat. Czy wyobrażasz sobie, że jutro zamiast do szkoły, pójdziesz z bronią w ręku walczyć o wolność, nie wiedząc czy przeżyjesz?

Okiem Damiana:

Czasy Potopu, Krzyżaków, Pana Wołodyjowskiego już dawno minęły. Dawniej wszystko było prostsze. Był zły Kozak, Tatar, Turek i dobry Polak. Kręcąc filmy o naszej współczesnej historii też zasadniczo zły jest Niemiec, czy Rosjanin, ale z oceną Polaków nie jest już tak łatwo. Twórcy albo idą w hymny pochwalne (,,Wałęsa, człowiek z nadziei”), albo wręcz szkalują (,,Pokłosie”). Jan Komasa nie przesadził w żadną stronę. W swoim filmie pokazał prawdę, którą potwierdzali uczestnicy powstania. Być może pomogła mu w tym realizacja dokumentu „Powstanie Warszawskie”, w którym nałożył dźwięk i kolor na oryginalne taśmy powstałe w czasie zrywu warszawiaków w 1944 roku.

,,Miasto 44” rozpoczyna się przedstawieniem jednej z warszawskich rodzin. Matka, wdowa po zamordowanym oficerze, mały Jaś i Stefan (Józef Pawłowski) młody chłopak, który po prostu chce przeżyć w spokoju wojnę. Rodzina jest dla niego wszystkim i nie chce jej narażać. Jego sposób myślenia zmienia się pod wpływem jednej z koleżanek. Kama (Anna Próchniak) pokazuje mu inny świat, w którym młodzi ludzie chcą walczyć o Polskę. To wszystko jest trochę dziecinne, niepoważne, pozbawione realnej oceny konsekwencji działań, ale jednocześnie pełne wiary i zaangażowania. W tym towarzystwie główny bohater poznaje młodą Alicję (Zofia Wichłacz), którą zaczyna darzyć odwzajemnionym uczuciem. Kama, siostra Alicji również zakochuje się w Stefanie i tak w czasie Powstania rozgrywa się trójkąt miłosny. Wszystko jest tutaj prawdziwe: zazdrość dziewczyn, niezdecydowanie chłopaka, gorące zapewnienia o wspólnej przyszłości. Jan Komasa pokazał w ten sposób, że problemy młodych ludzi mogą rozgrywać się w każdym momencie dziejów. Nie da się wyłączyć uczuć. Dzięki temu młody widz może poczuć głębszą więź z bohaterami i lepiej zrozumieć Powstanie. Przecież walczący młodzi ludzie, tak naprawdę niczym nie różnią się od współczesnych nastolatków.

źródło: filmweb.pl
źródło: filmweb.pl

Opowieść o miłości w czasach apokalipsy doskonale pokazuje realia powstania. Brak broni, leków, żywności, mała liczba walczących, nie do końca przemyślane działania. Wszystko to podparte jest faktami: początkowe sukcesy militarne, ucieczki w różne części Warszawy kanałami, przepełnione szpitale i punkty medyczne oraz bestialstwo Niemców wobec ludności cywilnej. Ten okrutny i pełen brutalności obraz świadczy o tragizmie bohaterów, którzy mimo strat najbliższych i zagłady ukochanego miasta dążą do chociaż chwili wolności. Skrajnym przykładem takiej osoby, jest „Kobra” (Tomasz Schuchardt) dowódca oddziału, który mimo śmierci brata, a później straty ręki nadal chce walczyć. Pokazując losy grupki młodych żołnierzy Jan Komasa starał się przedstawić obraz młodego pokolenia. Oprócz bohaterskiej postawy nie brakowało również chwil zawahania. Alicja, która jest sanitariuszką narażającą własne życie dla innych, próbuje przekonać Stefana, by uciekli  z Warszawy i zaczęli wspólne życie. Mimo, że wokół trwa wojna, ona nad wszystko przedkłada swoje szczęście. Dzięki takim obrazom zryw młodych warszawiaków rysuje się na bardziej ludzki i wcale nie mniej heroiczny. Wielka w tym zasługa młodych aktorów, którzy doskonale odnaleźli się w swoich rolach i przedstawili je w sposób wiarygodny.

źródło: film.dziennik.pl
źródło: film.dziennik.pl

Bardzo dobry scenariusz Jana Komasy trzyma w napięciu całe dwie godziny. Są jednak niedociągnięcia, które trochę burzą obraz świetnego dzieła. Scena miłości Stefana i Alicji, jest tak przerysowana, że aż groteskowa. Finalna scena na wyspie, też pozostawia niedosyt. Cudowne ocalenie Alicji w szpitalu, także jest odrealnione.  Muzyka, w niektórych miejscach gryzie się z obrazem. To są mankamenty, które nie powinny się znaleźć w tak długo i tak pracowicie przygotowywanym  filmie. Zaburzają one obraz zbudowany z wielu scen rewelacyjnych. Takich jak  deszcz krwi, który następuje po jednym z wybuchów. Fragment slow motion, w którym Stefan ucieka przed ostrzałem między nagrobkami na cmentarzu, przy dźwiękach piosenki Niemena „Dziwny jest ten świat”. Przejście przez kanały pokazane jak w filmach grozy, które robi wielkie wrażenie. Dzięki twórcom w tej scenie bez żadnych efektów 3D i tym podobnych możemy się poczuć jak człowiek, który wchodzi w akcie desperacji w otchłań i nie wie, czy wyjdzie z niej żywy.
Na pochwały zasługuje również narracja pierwszoosobowa jak w strzelankch typu FPP (takich jak Call of Duty, czy Counter Strike), gdzie widzimy oczami bohatera i mamy w ręku broń. Zastosowanie takiego rozwiązania świetnie uwiarygadnia obraz.
Efekty specjalne w wielu momentach zapierają dech. Walące się budynki, wybuchy przenoszą nas do ogarniętej powstaniem Warszawy Muzyka również, z kilkoma wyjątkami, dobrana jest znakomicie. Wykorzystanie przez Antoniego Łazarkiewicza twórczości Czesława Niemena, Lany Del Rey, Anny Iwanek, Pati Sokół i Piotra Cugowskiego wydaje się pozornie bezsensowna, ale efekt jest świetny. Całości dopełnia dbałość o szczegóły. Dopracowana scenografia i kostiumy pomagają lepiej przeżywać akcję filmu. Wszystko to razem sprawia, że film o Powstaniu Warszawskim w niczym nie ustępuje hollywoodzkim produkcjom.

źródło: kulturaliberalna.pl
źródło: kulturaliberalna.pl

,,Miasto 44” jest filmem dobrym, pokazuje prawdę o powstaniu w nowoczesnej formie. Na tle ostatnich produkcji jest wręcz znakomity. Przywraca nadzieję, w to, że Polacy potrafią przedstawić swoją współczesną historię z rozmachem i bez uogólnień oraz przekłamań.
Produkcja Jana Komasy  skierowana jest jednak głownie do ludzi młodych, którzy o zrywie Polaków dowiadują się (albo i nie) na lekcjach historii. Obraz w takim stylu powinien wywrzeć na odbiorcy naprawdę spore wrażenie, dać tematy do przemyśleń i na długo pozostać w pamięci.

„Wielka narodowa katastrofa”, „Chcieć przez chwile pożyć, chcieć mieć szansę na chwile normalności. Ok. O to warto się bić”. Dwie wypowiedzi komentujące Powstanie Warszawskie. Pierwsza autorstwa Radosława Sikorskiego, druga Bogusława Lindy. Według Jana Komasy w filmie ,,Miasto 44″ to właśnie Linda ma racje. Jeśli to do tego dodać hollywoodzki styl realizacji produkcji, można śmiało rzec: tego jeszcze w polskim kinie nie było.

Okiem Kingi:

,,Miasto 44″ to opowieść o miłości i niezłomnej chęci walki o wolność. Akcja filmu toczy się w 1944 roku, podczas II wojny światowej. Główny bohater, Stefan, każdego ranka wychodzi do pracy, aby pomóc samotnej matce w utrzymaniu jego i młodszego brata. Nie chce również dopuścić brata do okrutnej rzeczywistości, woli, aby pozostał w swym paradoksalnie bajkowym świecie jak najdłużej. Dlatego też za każdym razem, gdy go opuszczał, odgrywał błazeńską scenkę rodem z królewskiego dworu. Wszystko się zmieniło, gdy Kama, znajoma z podwórka, poruszyła w nim wartości patriotyczne zaszczepione przez ojca. Stefan postanowił dołączyć do oddziałów walczących z niemieckim wrogiem. W szeregach poznaje Alicję. Para w najtrudniejszych momentach nie tylko swojego życia, ale i Warszawy, zakochuje się w sobie.

źródło: natemat.pl
źródło: natemat.pl

Film ukazuje ogromną odwagę młodzieży walczącej w tamtych czasach oraz próbę normalnego życia.  Komasa postarał się, aby to nie było dzieło jednego odbioru. Jednym z pierwszych elementów, które uderzają podczas odbioru filmu są ekstremalnie przerysowane sceny miłosne. Podczas nich, mimo ostrzałów i wybuchów, które mają miejsce za ścianą, bohaterowie są niczym pod ochronną kopułą. Ta jedna chwila pozwala im na ludzkie odruchy. Uwypuklone emocje pozwalają widzowi na utożsamienie się z postaciami.

Muzyka jest niezwykle istotna w odbiorze dzieła. Reżyser wykorzystał melodie z lat 30, 60, a nawet współczesne. Można dostrzec w tym konkretny cel. Tekst piosenki ” Dziwny jest ten świat” idealnie odzwierciedla wydarzenia tamtych czasów. A dubstep? Ta muzyka potrafi być tak różnorodna i dynamiczna, zupełnie jak młody człowiek w trakcie dojrzewania.

Utopijna wizja bezpiecznej wyspy również nie jest taka jednoznaczna. „Miłość w czasach apokalipsy” była taką swoistą wyspą, pozwalającą na chwile zapomnienia. Taka wyspa sprawdza się również współcześnie. Nie ma lepszego schronienia niż ramiona ukochanej osoby…

Damian Racławski, Kinga Rozwód

The following two tabs change content below.