Kocham kino: Zielona mila

the-green-mile-tom-hanks-poster-03Jest sporo filmów, które mogą wzruszyć: Titanic, Pearl Harbor, Miasto Aniołów czy Armageddon. Poruszają nas, bo opowiadają o najważniejszym uczuciu w naszym życiu – miłości. W wymienionych filmach jest to miłość między kobietą, a mężczyzną; losy ich uczucia stanowią najsilniejszą dawkę emocjonalną dla widza. O miłości, ale w innym wydaniu opowiada Zielona mila, tu przedmiotem uczucia jest po prostu drugi człowiek takim, jakim jest.

Kilka lata po rewelacyjnym filmie Skazani na Shawnshank reżyser Frank Darabont po raz drugi podjął się szalenie trudnego zadania, jakim było zekranizowanie powieści Stephana Kinga. Tym razem postanowił przenieść na ekran Zieloną milę, książkę, która niesamowicie poruszyła miliony czytelników na całym świecie. Film wyszedł mu znakomicie. Dzieło to jest swego rodzaju podsumowaniem fantastycznego XX wieku w dziejach światowej kinematografii.

the-green-mile-1999

Główni aktorzy: Tom Hanks i Michael Clarke Duncan zawładnęli tym filmem, ponad trzy godziny należą właściwie tylko do nich. Owszem pojawiają się bardzo wyraziste postacie jak Percy Wetmore (grany przez Douga Hutchisona), czy „Dziki Bill” Wharton (grany przez Sama Rockwella), które wywołują u nas silne emocje, ale tak naprawdę najbardziej czekamy na sceny z filmowym Paulem Edgecombem i Johnem Coffey`m. Relacja między tymi dwoma bohaterami jest niesamowita. Ich rozmowy, spojrzenia są tak głębokie i tak prawdziwe, że niemal jesteśmy pewni, że wszystko dobrze się skończy. Tom Hanks w końcówce XX wieku przeżywał najlepszy okres w swojej karierze i na ekranie to widać. Całkowicie utożsamił się z postacią strażnika więzienia. Jego bohater przez wiele lat odprowadzał do celi śmierci skazańców. Wiódł ich na elektryczne krzesło korytarzem, wyłożonym zielonym linoleum – Zieloną milą. Za każdym razem był pewny winy więźnia. Jednak, gdy pojawia się John Coffey zaczyna mieć wątpliwości. Wielki czarny człowiek, który bez problemu mógłby nawet przez przypadek zrobić komuś krzywdę, zostaje oskarżony o morderstwo dwóch dziewczynek. Zarzuty opierają się na tym, że Coffey został znaleziony z ciałami dzieci, które tulił do piersi. Jak wspomniałem Paul Edgecombe nie ma wątpliwości, co do winy skazanych, jednak wielki murzyn, po dłuższym kontakcie wcale nie wydaje się taki groźny. Boi się ciemności, łka w nocy. Ma również dar. Uzdrawia z choroby Paula i żonę naczelnika. To wszystko powoduje, że Edgecombe nie może uwierzyć, że tak dobry człowiek mógł zabić dwie małe i niewinne istoty. Tu rodzi się kontakt między strażnikiem, a więźniem. Ich rozmowy są potężną dawką uczuć, każde wypowiedziane słowo ma sens. Kreacja Michael Clarke Duncana jest po prostu rewelacyjna. Ten wielki aktor potrafił pokazać delikatność, wrażliwość i cierpienie, co ze względu na wygląd wydawało się niemożliwe. Postać jest tak dobra, że chcemy podejść do Coffey`a przytulić go i za wszelką cenę bronić przed wymiarem sprawiedliwości.

„It’s like glass in my face.” – scena, w której John Coffey opowiada Paul Edgecombe`owi dlaczego godzi się w wyrokiem jest dla mnie najlepszą sceną w tym rewelacyjnym filmie. Mimika, gesty, ton głosu są po prostu na mistrzowskim poziomie. Ten fragment wzrusza, tak głęboko i mocno, że na chwilę czas zatrzymuje się i zostajemy tylko my, dwójka aktorów i nasze przemyślenia.

Na ten rewelacyjny obraz składa się świetna reżyseria, genialnie dobrani aktorzy i bardzo dobra muzyka. Ten ostatni element stworzona przez Thomasa Newmana idealnie towarzyszy akcji. Muzyka działa na zmysły, potęguje doznawane emocje; stanowi jedno z obrazem, który jest wielopoziomową opowieścią o poświęceniu, miłości, okrucieństwie, złu i dobru.

Niestety po raz kolejny Akademia nie doceniła tak ponadczasowego działa. W 2000 roku żadna z nominacji nie zakończyła się Oskarem. Mimo to film na trwale wszedł w kanony światowego kina i znajduje się w niemal każdym zestawieniu najlepszych filmów.

Warto poświęcić trzy godziny swego życia i przenieść się w świat Kinga, rysowany przez Franka Darabonta; gwarantuję, że jakaś cząstka z tego dzieła na zawsze pozostanie w nas samych.

The following two tabs change content below.