Kino w rytmie disco

plakatDisco polo niby nikt nie słucha, bo to obciach, ale piosenki tego gatunku znają wszyscy. Ba! Potrafią z pamięci odtworzyć melodię i teksty największych hitów. Muzyka ta jest nieodłącznym elementem każdego polskiego wesela i wszelkich innych potupanek, a do tego stanowi wdzięczny temat do dyskusji nad fenomenem dziwacznego gatunku. Wszystko to brzmi pięknie, gdy ograniczamy disco polo tylko do muzyki płynącej z głośników. A co się dzieje, gdy ktoś próbuje przenieść  ten temat na ekrany kin?

Sztuki tej podjął się Maciej Bochniak i stworzył film o młodych ludziach, dla których disco polo jest szansą na osiągnięcie życiowego sukcesu. Disco Polo nie jest arcydziełem. To zaskakujący pastisz, w którym reżyser prowadzi swoistą grę z widzami. Obraz Polski i lokalnych celebrytów celnie uderza w nasze narodowe kompleksy i wizerunek kraju za granicą. Fabuła filmu na kolana nie powala, więc jeśli ktoś gustuje w bardziej ambitnych dziełach, niech zostanie w domu albo obejrzy coś innego. Film Bochniaka to niemal dwie godziny czystej rozrywki i sentymentalnej podróży do lat 90.

Akcja filmu dzieje się w Polsce lat 90., z tym że obraz kraju jest przedstawiony w sposób ironiczny. Niezamieszkałe, rozległe pustkowia i prowadząca przez nie droga przypomina nieco sceny z filmów amerykańskich. Wydaje się, że jest to celowa metafora, mająca przedstawić Polskę w sarkastyczny sposób. Kraj odradzający się po latach komuny, powoli smakujący w tym, co oferuje Zachód, ale ciągle jeszcze będący wielką prowincją. Motyw prowincji pojawia się zresztą w filmie niejednokrotnie. Oprócz tego, że odnosimy wrażenie, że Polska to istny Dziki Zachód (reżyser w świetny sposób bawi się różnymi konwencjami) to główni bohaterowie: Tomek i Rudy, także pochodzą z prowincji.  Młodzi, utalentowani muzycy tworzą swój zespół i próbują wspiąć się na szczyt. Kariera, sława, pieniądze, ale przede wszystkim miłość do disco polo napędzają ich działania i pomagają piąć się po szczeblach kariery. Ale to nie ich historia jest w tym filmie najważniejsza. Najistotniejszym elementem jest muzyka, która może i brzmi trochę tandetnie, ale opowiada o życiu oraz łączy wszystkich Polaków, co świetnie wybrzmiewa w ostatniej scenie filmu.

Podczas seansu trudno pozbyć się wrażenia, że aktorzy świetnie bawili się przy realizacji filmu. I to aktorzy nie byle jacy, bo największe tuzy rodzimego kina. Tomasz Kot po raz kolejny udowodnił, że potrafi świetnie wcielić się w każdą rolę, a przyklejanie mu etykietki „tego od ambitnych ról” jest mocno nieuzasadnione. Do tego Dawid Ogrodnik, Piotr Głowacki, Joanna Kulig czy Jacek Koman i mamy mieszankę wybuchową, co potwierdzały wybuchy śmiechu na sali kinowej podczas wypowiadania przez bohaterów kolejnych kwestii.

Właśnie – wypowiadane kwestie. Ukłon w stronę twórców za scenariusz, który obfitował w wiele zabawnych tekstów, zaczerpniętych nie tylko z życia codziennego, ale również z jutubowych hitów (jak chociażby „Co to się stanęło”). Uzupełniane hitami disco polo ratowały kiepską fabułę. Hitami, które sprawiły, że widzowie mimochodem tupali w ich rytm lub nucili pod nosem.

Czym więc jest Disco Polo, skoro na temat samej fabuły nie można powiedzieć wiele dobrego? Z pewnością jest to genialny pastisz, w którym reżyser wprost pokazuje tandetę, którą jeszcze 20 lat temu zachwycali się wszyscy Polacy. Do tego analogie ukazujące Polskę jako kraj zacofany, nieco bajkowy, w którym, żeby coś zrobić trzeba współpracować. Pomimo tego, że niektóre postaci brały udział w wyścigu szczurów i po trupach pragnęły dotrzeć do celu, jakim była sława, to film kończy się happy endem. Scena, w której główni bohaterowie śpiewają „wszyscy Polacy to jedna rodzina” pokazuje, że mimo wielu dzielących nas różnic, są też elementy, które spajają nas w jedną całość. Film Bronisza nie jest historią oderwaną od rzeczywistości, w konwencji pastiszu ukazującą sceny wyssane z palca. Disco Polo to opowieść o nas samych.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Gurmińska

Katarzyna Gurmińska

Studentka dziennikarstwa, wciąż poszukująca własnej drogi i możliwości rozwoju. Pasjonatka podróżowania, przy okazji licznych tułaczek, zawitała na kontynent Ameryki Południowej, który sprawił, że bezwarunkowo się w nim zakochała i marzy o ponownym spotkaniu z nim. Pomimo odwiedzenia wielu miejsc w Europie i zasmakowania w różnorodnych kulturach twierdzi, że najpiękniejszym miejscem na świecie jest… jej rodzinny Kazimierz Dolny. Uwielbia fotografować, a najlepiej odnajduje się w fotografii reporterskiej. Zakochana w sporcie, w wolnej chwili ogląda mecze piłki nożnej oraz wyścigi kolarskie, a przy sprzyjających warunkach jeździ na rowerze. Interesuje się historią Polski, szczególnie tą sięgającą czasów II wojny światowej.
Katarzyna Gurmińska

Ostatnie wpisy Katarzyna Gurmińska (zobacz wszystkie)