Kamienie na szaniec, czyli Akcja pod Arsenałem

kamnaszanFani książki Aleksandra Kamińskiego wiele lat czekali na ekranizację jednej z najlepszych powieści, opowiadającej o udziale młodych ludzi w II wojnie światowej. Przygody Alka, Rudego i Zośki były tak rewelacyjnie opisane, że stanowiły doskonałą podstawę do scenariusza. Praca jako szklarze, gazowanie „Adrii”, odkręcenie tablicy pod pomnikiem Kopernika, a także inne działania w ramach Małego Sabotażu, mogły zostać doskonale zobrazowane w filmie. Mogły, Robert Gliński skupił się bowiem tylko na Akcji pod Arsenałem i przyjaźni Rudego z Zośką, zupełnie lekceważąc Alka. Tyle zostało wyciągnięte z dzieła Aleksandra Kamińskiego.

Okiem Damiana:

Kamienie na szaniec zaczynają się od akcji Małego Sabotażu, w których na migawkach pokazane jest gazowanie kina, czy zrywanie hitlerowskich flag. Później sceny toczą się tylko wokół Akcji pod Arsenałem i jej skutków. Rewelacyjne zdjęcia Pawła Edelmana oraz dobre aktorstwo sprawiają, że ciekawie się to ogląda. Sceny robione są w sposób widowiskowy i realistyczny. Wszystko pokazane jest w nowoczesnym stylu, do tego muzyka, która tylko nas rozprasza. To sprawia, że ciężko poczuć klimat wojny. Oczywiście scena katowania Zośki przez gestapo pokazuje nam realia tego okresu, ale mimo wszystko czegoś tu zabrakło.

Film miał być popisem młodych, zdolnych aktorów i faktycznie zarówno Tomasz Ziętek, jak i Marcel Sabat doskonale kreują swoje postacie. Dzieje się to głównie dlatego, że jako 621687_m644jedyni mają co grać. Rozumiem, że Dominik W. Rettinger i Wojciech Pałys chcieli pokazać dogłębnie dwójkę bohaterów, ale przecież tam byli jeszcze inni! Przede wszystkim Alek, którego w filmie tak naprawdę nie ma. Jeden z harcerzy, który ginie w pierwszej akcji ma więcej do zagrania niż Kamil Szeptycki. Przecież „Kamienie na Szaniec” to jednak opowieść o trójce przyjaciół. Całkowite lekceważenie przez reżysera postaci Alka, widać dokładnie w scenie śmierci młodego członka Szarych Szeregów. W książce jest to jeden z najlepiej opisanych momentów, zaś w filmie tak naprawdę wcale nie musimy go zauważyć. Kontynuując wątek aktorstwa – wśród młodych widać talent i potencjał, ale scenarzyści za bardzo się na nich nie skupiali. Dotyczy to szczególnie kobiecych ról, które stanowią tylko tło i zupełnie się nie wyróżniają. Oprócz popisu Ziętka i Sabata, prawdziwy kunszt aktorski pokazuje Wolfgang Boos w roli Rottenführera Ewalda Lange. Niemiecki aktor stworzył niesamowicie przekonującą postać hitlerowca-sadysty.

Kamienie na szaniec, czy jak ktoś woli – Akcja pod Arsenałem, miały przybliżyć młodemu odbiorcy książkę Aleksandra Kamińskiego. Powinny pokazać, jak ważna jest przyjaźń w trudnych okresach i jak wyglądało życie młodych patriotów, którzy podczas wojny chcieli oddawać życie za naszą Ojczyznę. To wszystko niby jest i gdyby film wyszedł, jako opowieść o młodych harcerzach, czy Małym Sabotażu, to pierwszy bym go chwalił. Niestety do adaptacji „Kamieni na szaniec” mam wielkie zastrzeżenia.

Okiem Kasi:

„Kamienie na szaniec”, czyli Alek, Rudy i Zośka… Zaraz, zaraz, nie w tym przypadku. Jeżeli reżyser Robert Gliński chciał zaprzepaścić historię, to bardzo dobrze mu się to udało. Film, który możemy obejrzeć w kinie jest daleki od książki Kamińskiego. Rozumiem, że to jedynie adaptacja, ale jak można nazywając film tym samym tytułem, wykorzystać jedynie jeden rozdział z oryginalnego dzieła?!

9271__kamienie-jpgAleksy Dawidowski był jednym z trzech głównych bohaterów „Kamieni na szaniec”. W filmie gra epizodyczną rolę. Nawet scena jego śmierci, która była jedną z najpiękniejszych i najbardziej heroicznych w książce, została właściwie pominięta. Mnie osobiście bardziej przyciągnęły w niej latające kartki, niż sam konający Alek. Więcej razy na ekranie możemy dostrzec zupełnie poboczne postacie, niż jego.

Z filmu nie możemy dowiedzieć się niczego szczególnego odnośnie działania Szarych Szeregów. Wszystkie piękne akcje harcerzy zostały pominięte. W rzeczywistości cały film składa się jedynie z  jednej z nich – Akcji pod Arsenałem. To właśnie taki tytuł powinna mieć adaptacja. Reżyser skupił się przede wszystkim na efektach i na tym, żeby pokazać jak najwięcej drastycznych scen. A gdzie historia? Jeżeli miał to być film w amerykańskim stylu, to może i się udało… Szkoda tylko, że przedstawiając ojczystą historię, ktoś zapomniał o polskości… Mam nadzieję, że poloniści nie będą zabierać na niego swoich uczniów, którzy powinni zapoznać się z całością dzieła.

Młodzi aktorzy, którzy zagrali główne role mają wielki potencjał. Szkoda tylko, że ktoś podciął im skrzydła, każąc grać w ten sposób. Gdyby scenariusz był lepiej rozwinięty, mogliby w całości pokazać swoje wielkie umiejętności.  Danuta Stenka jest klasą samą w sobie. Idealnie zagrała wypraną z wszelkich emocji matkę. Podobne jej role znamy już jednak z innych tego typu filmów. To samo jeśli chodzi o Artura Żmijewskiego, chociaż w tym przypadku jego gra aktorska mnie nie urzekła.

rusyCo mi się zatem podobało? Zdjęcia! Tak, Paweł Edelman wykonał kawał dobrej roboty. Zachwyciła mnie scena, w której Marcel Sabat recytował „Testament mój” Słowackiego. Co z tego, jeśli całość filmu przyćmiewa nawet takie perełki. Nie mogę przeboleć muzyki, chociaż dzieła Łukasza Targosza uwielbiam. Nie mogę znieść współczesności wojny, którą widzimy na ekranie. Za mało historii, za mało Szarych Szeregów i za mało „Kamieni rzuconych na szaniec”…

Myślę, że dawno nie zawiodłam się aż tak na filmie. Wielka szkoda, że Polacy nie potrafią we właściwy sposób przekazać swojej historii. Przekonaliśmy się o tym już nie raz i pewnie nie raz się przekonamy.

Damian Racławski
Katarzyna Leszczyńska

The following two tabs change content below.
Katarzyna Leszczyńska

Katarzyna Leszczyńska

W Coś Nowego: tańczę, śpiewam, recytuję. Po prostu Kasia.